Łysek – Śląska metafora

Rozmowa z Konradem Dworakowskim

Teatr był w domu zawsze obecny. Ojciec tworzył, a ja się temu przyglądałem. Razem zagraliśmy drugoplanowe role w spektaklu, kiedy bylem w siódmej klasie szkoły podstawowej. Myślę, że był to moment, kiedy zrodziła się moja pasja do teatru. Wyrastałem w środowisku artystycznym i nigdy nie zastanawiałem się nad robieniem czegoś innego. Ojciec zaszczepił we mnie to zainteresowanie mimochodem, nie namawiał mnie.

Z Konradem Dworakowskim - reżyserem spektaklu "Łysek z pokładu Idy" w Teatrze Ateneum w Katowicach - rozmawiają Patrizia Ende i Ryszard Klimczak z Dziennika Teatralnego.

Dziennik Teatralny: Jaki był początek prac nad spektaklem ''Łysek z pokładu Idy'' autorstwa Gustawa Morcinka? Teatr Ateneum, znajdujący się w Katowicach wyszedł z inicjatywą, czy pan?

Konrad Dworakowski - To ja wyszedłem z pomysłem, bardzo chciałem zrealizować ten tekst w teatrze. Zazwyczaj jestem przeciwnikiem wożenia drzewa do lasu, ale jak pomyślałam co chciałbym zrobić w Katowicach, to ten tytuł nie dawał mi spokoju. Nie pamiętam dokładnie pierwszej reakcji pani Dyrektor Małgorzaty Langier, ale będąc w takim miejscu, wybór tej sztuki był dla mnie oczywisty.

Co pana skłoniło do adaptacji tego tekstu?

Było kilka powodów. Przede wszystkim doświadczenia z podwórek katowickich. Ujawniły przede mną pewne tematy, które są tutaj wciąż aktualne. Specyficzna kultura, wzornictwo, związane z górnictwem, ale też niezwykłe, nie rzadko dramatyczne historie ludzi, bardzo mnie inspirowały. Zastanawiałem się jakby to wyglądało, gdyby udało się pogłębić ten temat wprost.

Pomógł w tym fakt, że sam „Łysek z pokładu Idy" daje nam mały model szerszej rzeczywistości. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie mówimy już tylko o koniu, rozumiemy tę historie szerzej. Łysek reprezentuje cały Śląsk, uosabia go. Ta metafora pozwala mówić szerzej o eksploatacji Ziemi. O uwikłaniu Śląska w narrację energetyczną, gdzie wydaje nam się, że jej kres jest nieuchronny. Wsłuchując się w głos zarówno przeciwników jak i zwolenników tej metody pozyskiwania energii, dotarliśmy do głosów samych górników, dla których zamknięcie kopalni jest czymś więcej niż utratą pracy. Tu chodzi o utratę tożsamości. Przecież górnictwo kształtowało kulturę Śląska, język, charakter miast, literaturę, czego przykładem jest Morcinek. Musimy rozumieć tę obawę. Dlatego też złożoność tego problemu próbujemy ująć poprzez podwójna postać kobiecą w tym spektaklu – Barbórkę i św.Barbarę.
Pierwsza jest dla nas czymś co symbolizuje pogląd powierzchowny, okolicznościowy, druga natomiast jest tradycją i metafizyką. Myślę, że wyjście z kopalni będzie czymś bardzo trudnym tożsamościowo, bo to musiałoby się wiązać z pewnym przeformatowaniem. Śląsk jest wpisany w historię Łyska, który nie może opuścić kopalni i nie ma możliwości zobaczyć światła dziennego, nie widzi rozwiązania, jest w sposób metaforyczny oślepiony. Głównego bohatera gra człowiek, to sugestia pod adresem widza, że dramatyczna historia konia jest tylko pretekstem do szerszej dyskusji.

Postać Łyska jest grana tylko przez aktora? To oznacza, że podstawą spektaklu nie są lalki?

Lalka konia pojawia się w scenach symbolicznie, w scenie wyobrażonej śmierci, w snach i marzeniach Łyska, ale cała fabularna strona jest grana przez aktora. Mam nadzieję, że dzięki temu zabiegowi będziemy patrzeć na niego szerzej i bardziej metaforycznie.

Czy nowoczesność będzie widoczna w tej adaptacji? Jak będzie to odbierał współczesny widz?

Wątek współczesny sugerujemy w scenie, w której aktorka za pomocą alternatywnych źródeł energii, pedałując na rowerze, oświetla przestrzeń gry. W sztuce bawimy się rożnymi tematami i konwencjami inspirując się szeroko podejmowanym tematem górnictwa i kopalni. Poprzez muzykę i rozwiązania scenograficzne szukamy punktu odniesienia do tradycji górniczych także spoza naszego kręgu kulturowego. Praca nad Łyskiem polegała na konceptualnym rozstrzygnięciu, co nam Łysek daje nowego, co nam opowiada i jak opowiedzieć historię, w której nie ma fabuły. Nie mamy już koni w kopalniach, ale ten przypadek jest wciąż interesujący i współczesny, ponieważ mówi, że można funkcjonować w warunkach wbrew swojej naturze. O tę naturę pytamy w tym spektaklu. Nie jest powiedziane, że sztuka musi spełniać funkcję użytkową, czy edukować. Ja nie chcę edukować na temat Śląska, górnictwa, czy gwary, ale chcę powiedzieć co mnie w tym interesuje i jakie procesy uruchamia we mnie, chcę otworzyć przestrzeń do dyskusji.

Spektakl jest adresowany do dzieci czy dorosłych?

Jest odpowiedni zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Ja osobiście czytając lekturę, będąc dzieckiem, byłem bardzo wzruszony. Teraz jako dorosły mężczyzna nie pamiętam, żebym tak przeżywał „dorosłą" literaturę. Wierzę więc, że ten temat poruszy młodych odbiorców.

W moim postrzeganiu teatru jest bardzo ważne , żeby nie rozmawiać ponad głowami dzieci. Podczas spektaklu gramy zarówno dla dzieci jak i dorosłych, bez wprowadzania tematów wykluczających. Uważam, że ten spektakl może być zajmujący zarówno dla dorosłego jak i dla dziecka.

Czy w przestawianiu używana będzie gwara?

Nie, ale przez chwilę był pomysł, żeby Łysek mówił po śląsku, ale nie znaleźliśmy ostatecznie żadnego rozwiązania, które by nas zadowalało. Ja sobie gwarę bardzo cenię, uważam ją za część tożsamości i historii. Zresztą w noweli Gustawa Morcinka, nie było typowej gwary. Tekst był bardziej stylizacją zaczerpniętą jak sądzę ze Śląska Cieszyńskiego. Ponieważ nie możemy posłużyć się nią uczciwie, staramy się nie eksponować jej.

Jakiego odbioru od współczesnego widza pan oczekuje?

Wobec widza nigdy nie miałem oczekiwań, raczej wobec siebie, żeby być na tyle komunikatywnym aby wywiązała się przestrzeń dialogu. Chcę aby widz uchwycił mój przekaz.
Jedyne czego od niego oczekuję, to tego, że potraktuje temat jako ważny. Że nie odrzuci tematu uważając tę historię za archaiczną, z którą nie mamy już żadnych emocji. Poruszamy się cały czas wokół zawsze aktualnych pojęć, tzn: miłości, przyjaźni, cierpienia, współczucia, samotności. Wierzę, że „Łyska" da się czytać współcześnie i widz to odkryje.

Widział pan spektakl Rychcika?

Tak, widziałem. Chociaż w przypadku tego utworu mieliśmy zupełnie inny pomysł, te realizacje maja wspólną cechę. Obaj używamy utworu Morcinka jako narzędzia do opowiadania swoich tematów.

Co najbardziej ceni pan w jego spektaklach?

Szerokie spojrzenie na temat, poszerzanie kontekstu poprzez ubieranie go w nieoczywisty kostium. Spektakl w którym, ujął mnie obecnością czarnoskórego chóru, to ''Dziady''. Uważam to za bardzo ciekawy eksperyment. Oglądając to przedstawienie odnajduję wiele asocjacji, które uruchamiają moją wyobraźnię. Reżyser prowadzi ze mną-widzem grę w skojarzenia i niektóre uważam za bardzo interesujące.

Z którego roku jest adaptacja Martyny Lechman?

Adaptacja specjalnie powstała na tę okazję.

Czy współpracował pan już z Piotrem Klimkiem? Dlaczego Filip Sternal jest współtwórcą muzyki?

Z Piotrem Klimkiem współpracuję od swojego drugiego spektaklu. Osiemnaście lat temu zaproponowano mi jego pomoc przy oprawie muzycznej. Mieliśmy małe przerwy, bo w międzyczasie współpracowałem z innymi kompozytorami, ponieważ Piotr jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Filip Sternal komponuje część muzyki i pracuje nad kompozycjami Piotra.

To jest jeden z nielicznych spektakli pana, w których głównym bohaterem jest zwierze. Czy jest to jakaś tendencja?

Trochę wyrosłem z bajkowego teatru, uważam, że zwierzęta w przedstawieniu mają infantylny wydźwięk. Mam złe wspomnienia. Zrealizowałem kiedyś spektakl, w którym wszyscy bohaterowie byli pszczołami. Nie zaliczam tej realizacji do udanych.

Który bohater z ostatnich pana przedstawień jest panu najbliższy?

Ostatnio Sancho Pansa, ponieważ jest uwikłany w rzeczywistość, która w niewielkim stopniu od niego zależy, a jednocześnie jest wierny swojej misji. Jest oszukany, a jednak czegoś się uczy.

Oprócz Martyny Lechman - których dramaturgów ceni pan najbardziej?

Cenie sobie wielu: Magdę Fertacz, Małgorzatę Miszczuk, Pawła Demirskiego, Artura Pałygę. Z twórców piszących dla dzieci: Malinę Prześlugę i Roberta Jarosza. Obserwuję Mateusza Pakułę, chociaż nie mam w sobie jeszcze przestrzeni na umiejętne wykorzystanie jego języka w moim teatrze.

Skąd zainteresowanie teatrem? Do jakiego stopnia zawód pana Ojca był inspiracją, dla pana kariery?

Teatr był w domu zawsze obecny. Ojciec tworzył a ja się temu przyglądałem. Razem zagraliśmy drugoplanowe role w spektaklu, kiedy bylem w 7 klasie szkoły podstawowej. Myślę, że był to moment, kiedy zrodziła się moja pasja do teatru. Wyrastałem w środowisku artystycznym i nigdy nie zastanawiałem się nad robieniem czegoś innego. Ojciec zaszczepił we mnie to zainteresowanie mimochodem, nie namawiał mnie. Po prostu zawsze interesowało mnie to co robi i jak opowiada świat swoją twórczością, nie tylko teatralną. Dzieli nas pokolenie, ale mamy wiele wspólnego. Myślę, że najbardziej we mnie rezonuje ten teatr, który odnajduję w jego rysunkach i grafikach, nieoczywisty i poetycki.

Co Konrad Dworakowski planuje na czas artystycznie najbliższy?

Nie miałem wielkich planów, ponieważ byłem przekonany, że będę dalej pracować w Teatrze Pinokio, ale są plany co do kolejnego dyplomu w szkole teatralnej we Wrocławiu. W najbliższych miesiącach realizujemy wspólnie z Grupą Coincidentia projekt „Teatr Polska" Instytutu Teatralnego, polegający na prezentacji spektaklu „Don Kichot"

___

Konrad Dworakowski - reżyser i aktor, absolwent i wykładowca białostockiego Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach 2003-2005 był kierownikiem artystycznym Teatru Lalek Guliwer w Warszawie. Reżyserował w teatrach lalkowych i dramatycznych w Polsce oraz zagranicą. Najważniejsze produkcje: ,,Mikrokosmos" Teatru Pantomimy we Wrocławiu, ,,Balladyny i romanse" , ,,Bruno Schulz historia występnej wyobraźni", „Chłopcy z Placu Broni", „Don Kichot" Teatru Pinokio w Łodzi, oraz ,,Dumanowski side A" Teatru Starego w Krakowie. Konrad Dworakowski jest autorem scenariuszy i tekstów piosenek; pisze zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Prowadzi także autorskie warsztaty z teatru formy. W latach 2009-2019 był dyrektorem Teatru Pinokio w Łodzi. Pomysłodawca projektów związanych z rewitalizacją społeczno-kulturalną na terenie Łodzi, oraz w Wałbrzychu i Katowicach.

Patrizia Ende , Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny Katowice
30 września 2019

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia