Macbeth naszego czasu

,,2007: Macbeth" – reż. Grzegorz Jarzyna – Teatr Rozmaitości Warszawa

Macbetha Grzegorza Jarzyny obecnie możemy oglądać tylko na ekranie naszych komputerów, co niewątpliwie wpływa na odbiór spektaklu. Można pomyśleć, że tworzy pewien dystans między widzem, a wydarzeniami na scenie.

Ale nawet jeśli to prawda, to akurat w tym przypadku nie jest to minus, ponieważ ,,2007: Macbeth" jest spektaklem intensywnym, żywym i niezwykle krwistym i być może ten dystans daje miejsce na niewątpliwie potrzebny tutaj oddech.

Pomimo niektórych ewidentnych zmian, wprowadzonych przez Grzegorza Jarzynę, sama esencja dramatu zostaje zachowana. Istotnym elementem ,,Makbeta" jest stopniowe popadanie w obłęd, zatracanie się w pragnieniu krwi wrogów, towarzyszy temu atmosfera niepokoju, czy nawet grozy – przedstawienie tego udaje się Jarzynie bezbłędnie. Przeniesienie wydarzeń w realia wojenne od początku stawia wszystko w nieco innym świetle, bohaterowie są żołnierzami, dla których zabijanie jest ponurą codziennością. Jednak nie osłabia to brutalności inscenizacji w żaden sposób, co najwyżej stwarza nowe możliwości interpretacji. Zabieg uwspółcześnienia pozwala nam w nowy, świeższy sposób spojrzeć na dobrze znaną już historię, co jest niezwykle potrzebne przy klasykach tak często adaptowanych jak ,,Makbet". Uaktualnieniu ulegają również dialogi, dzięki czemu pasują do wybranych przez Jarzynę realiów. W którymś momencie pojawia się fragment piosenki Pink Floyd, o pasującym tutaj tytule ,,Comfortably Numb", jest to zaskakujące wtrącenie, takie mrugnięcie okiem do współczesnego widza.

Ważnym czynnikiem budującym atmosferę grozy w spektaklu, jest kolorystyka. Dominują ciemne, przybrudzone barwy. Często pojawiają się brudnawe odcienie zieleni, co jak najbardziej pasuje do wojskowego motywu, ale również wzmacnia nieprzyjemną, oślizgłą atmosferę, przywodząc na myśl jakieś podziemne, zapomniane tunele, w których pełzają obrzydliwe stwory. Istotne są również kolory kostiumów – kiedy Lady Makbet namawia męża do zbrodni, jest ubrana na różowo, ma nawet różowe paznokcie. Można pomyśleć, że kolor ten symbolizuje jej jeszcze niewinną, nieskalaną zbrodnią kobiecość – później nosi czarne koronki i czerwoną szminkę. Jednak kiedy zestawimy barwy jej stroju z mdłym zielonkawym otoczeniem – w który, swoją drogą, idealnie wtapiają się kolory kostiumu Makbeta – zobaczymy, że jest ona jedynym, odznaczającym się elementem, dominantą kolorystyczną, symbolem sprawczości, popychającym biernego Makbeta do działania.

Mimika Cezarego Kosińskiego (Makbet) realistycznie oddawała stopniowo postępujący obłęd, a zbliżenia kamery na twarz aktora tylko pomagały w budowaniu przekonującej kreacji bohatera powoli tracącego zmysły. Jeśli chodzi o bardziej wyrazistą, czy wręcz przerysowaną grę aktorską, warto wspomnieć o scenie, w której pewien żołnierz przywołuje Makbeta kilkakrotnie głośnym, przeciągłym, wywołującym ,,Sir!". Ten sam żołnierz chwilę później, rozmawiając z Makbetem artykułuje słowa w nienaturalny sposób, przeciąga je, wywołując na skórze ciarki – efekt ten wzmacniany jest przez niepokojący wyraz jego twarzy oraz białą, wręcz zielonkawą barwę skóry. W jednej z ostatnich scen pojawia się postać grana przez Danutę Stenkę, której idealnie łysa głowa w pewien sposób uwydatnia, wysuwa na pierwszy plan jej twarz, wzmacniając grę aktorską i wyraźnie wyczuwalne w scenie napięcie. To w tym fragmencie postacie recytują wspomniany wcześniej fragment piosenki Comfortably Numb. Sam cytat wydaje się wyrwany z kontekstu, ale tytuł utworu jak najbardziej pasuje do sytuacji – Makbet, odpowiedzialny za ogromny rozlew krwi, siedzi spokojny i opanowany na kanapie, bez cienia emocji na twarzy.

Wszystkie elementy spektaklu ,,2007: Macbeth" budują przekonującą atmosferę napięcia i grozy, zostawiają widza oszołomionego, mimo że przecież sama fabuła spektaklu była mu już wcześniej znana. Obłęd i żądza krwi, zestawiane w niektórych scenach z pozornym opanowaniem (na przykład, kiedy po zabiciu Duncana Lady Makbet z mężem spokojnie piją herbatę z delikatnych, białych filiżanek), przerysowane momentami aktorstwo, niespodziewany cytat z rockowej piosenki – wszystko to składa się na wyraźnie wyczuwalny absurd, groteskę wręcz wylewającą się poza scenę (jak i poza ekran).

Więc kiedy gasną światła można w końcu odetchnąć i zastanowić się nad całością.

Weronika Kowcz
Dziennik Teatralny Wrocław
24 grudnia 2021
Portrety
Grzegorz Jarzyna

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia