Madame Modjeska

rozmowa o "Madame", sztuce opowiadającej o Helenie Modrzejewskiej

ROZMOWA. Z EWĄ LACHNIT, BEATĄ MALCZEWSKĄ i MACIEJEM SŁOTĄ

Na krakowskiej Scenie Moliere odbędzie się prapremiera "Madame", spektaklu EWY LACHNIT, opowiadającego o Helenie Modrzejewskiej. Z tej okazji autorkę oraz aktorów BEATĘ MALCZEWSKĄ i MACIEJA SŁOTĘ poprosiliśmy o rozmowę. 

Życie tej aktorki to temat na niejedną sztukę; o czym opowiada "Madame"?

Ewa Lachnit: - O amerykańskim losie Modrzejewskiej. Zaczynam opowieść w Anaheim w Kalifornii, gdzie zatrzymała się wraz z mężem po przyjeździe z Polski i skąd pragnie wyrwać się do teatru w San Francisco. Całość zamyka się w czterech scenach; druga to spotkanie aktorki z Sienkiewiczem, tuż po debiucie Modrzejewskiej w California Theatre, kiedy losy tych dwojga zafascynowanych sobą ludzi zaczynają się rozchodzić; trzecia - z Edwinem Boothem, najsłynniejszym aktorem szekspirowskim tamtego czasu, z którym toczą gwiazdorski pojedynek w czasie wspólnego tournée; kończy sztukę pożegnanie Modrzejewskiej ze sceną amerykańską, tuż po jej benefisie w Metropolitan Opera House w Nowym Jorku, który notabene załatwił jej Paderewski.

Jak się gra tak wielką aktorkę?

Beata Malczewska: - Emocjonalnie, bo tak grała Modrzejewska, ją interesowały wielkie emocje, dlatego skupiała się na rolach szekspirowskich i tragicznych. A walczyła o to, by zaistnieć na amerykańskiej scenie z wielkim uporem, z niebywałą determinacją. To była kobieta, która nie potrafiła się poddać.

E.L.: - Miała wielkie problemy z nauką języka, do końca nie mówiła dobrze po angielsku, ale gdy wreszcie dopuścili ją na scenę, okazała się genialna, grą nadrabiała braki językowe. Jak napisał po latach, ale jeszcze za życia Modrzejewskiej, jeden z czołowych i zaprzyjaźnionych z nią krytyków, jej wymowa była taka, że nieraz ludzie niczego nie rozumieli. Zarazem Modrzejewska robiła na nich takie wrażenie, że byli nią zachwyceni...

Beata, potrafiłabyś z tak szaloną determinacją poświęcać wszystko dla sceny?

B.M. - Nigdy w życiu. Mam dwoje dzieci, męża, nie wyobrażam sobie, by mieli być mniej ważni od sceny. Co nie oznacza, że Modrzejewska nie opiekowała się swą rodziną; zarobiła wszak półtora miliona dolarów, z czego wiele wydała na rodzinę, a resztę na tych, którym pomagała: Paderewskiego, Wyspiańskiego, Staffa, Konopnicką... Potem tę jej obsesję, by pomagać ludziom utalentowanym, przejął od niej Sienkiewicz.

Jeden z ważnych mężczyzn w jej życiu, jeden z trzech - obok męża - Karola Chłapowskiego i Edwina Bootha, którzy pojawią się na scenie. Łatwo się gra, Maćku, trzech zaślepionych tą sama kobietą... 

Maciej Słota: - "Chłapciem" i Sienkiewiczem być trudno, ponieważ granie facetów zakochanych jest nieciekawe. Za to uwielbiam Bootha. On potrafi jej wygarnąć, że nie umie angielskiego, że ma słaby głos. I oczywiście też jest nią zachwycony. 

Jak się gra w jednym spektaklu dwóch zakochanych w tej samej kobiecie mężczyzn? 

M.S. - Pomaga mi to, że jeden jest mężem, a zatem jest to inna miłość. Miłość małżeńska to codzienność, partnerstwo w rozwiązywaniu codziennych trudności, a Sienkiewicz, cóż - to niedziela, sama przyjemność. On potem tę swą niespełnioną miłość przelał na wszystkie Heleny, Baśki, Oleńki, a i na Ligię w "Quo vadis". Zresztą napisał o Modrzejewskiej dramat, w którym ona nie zagrała, bo pisany był samym uwielbieniem...

B.M. - W scenie Modrzejewska - Sienkiewicz ona mówi wprost: pan wymyśla ideały, ja nie jestem ideałem, pan mnie wymyślił, stąd nasze życie nie może toczyć się obok siebie...

Kończący się rok, z okazji setnej rocznicy śmierci aktorki ogłoszony rokiem Modrzejewskiej, w teatrach przeszedł niezauważenie... 

B.M. - Cieszy nas, że zdążamy jeszcze w Roku Modrzejewskiej pokazując premierę specjalnie nowo napisanej przez Ewę sztuki; ostatnia bowiem o tej aktorce powstała ponad 20 lat temu - myślę o tekście Kazimierza Brauna. 

E.L. - Interesuję się raczej współczesnością, to moja pierwsza sztuka poświęcona postaci historycznej. Zajęłam się Modrzejewską na prośbę Beaty, początkowo nawet z pewnym oporem, ale gdy zaczęłam poznawać jej życie, odczytywać charakter z jej listów, okazało się, że jest to kobieta absolutnie współczesna, że wyprzedziła epokę o sto lat. Modrzejewska budowała swą karierę, stosując działania z zakresu marketingu czy public relations jakby wyjęte z naszego czasu. A zarazem potrafiła idealnie wpasować się w konwencje swej epoki. Niczego nie burzyła, tylko umiejętnie wykorzystała to, co było jej dostępne, by zbudować swój wizerunek i osiągnąć szczyt.

B.M.: - Modrzejewska mówi: "Dzisiaj sukces prawie wyłącznie zależy od pieniędzy i od reklamy, a nie od prawdziwych dokonań artystycznych". 

E.L. - To jest opowieść o kobiecie, która wie, czego chce i do czego dąży, a to pozwala jej pokonywać kolejne przeszkody.

M.S. - Dzięki temu ta historia jest dramatem na wskroś współczesnym. Także w wymowie. Chłapowski mówi: "Dzisiaj, jak zareklamujesz psa sąsiadów, to też będzie gwiazdą". Scenę z Boothem pokazaliśmy na zakończenie wystawy poświęconej Modrzejewskiej w Muzeum Historycznym, a potem usłyszałem od paru kolegów, że nie spodziewali się, że można o Modrzejewskiej zrobić dramat tak współczesny...

Wyjaśnimy jeszcze tytuł: "Madame".

E.L. - Modrzejewska była jedyną aktorką, do której zwracano się, tytułując ją "madame". Tak z szacunkiem pisano o niej nawet w recenzjach - zawsze "madame Modjeska". 

M.S. - Mieliśmy aktorkę światowego formatu, tym bardziej smutno, że tak mało się wydarzyło w poświęconym jej roku.

Następne spektakle 30 bm. oraz 6, 7 stycznia. Początek 19.15. Bilety w Cafe Moliere (ul. Szewska 4)

Wacław Krupiński
Dziennik Polski
29 grudnia 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia