Maestro nie pozwala umierać

"Malavita. Ballada o mafii" Paweł Szumiec Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Wieki temu, gdyśmy po długim obiedzie u Gustawa Herlinga-Grudzińskiego schodzili z Józefem Opalskim stromą uliczką starego Neapolu o zmierzchu, miałem pewność, że Opalski, co od zawsze dba o moje wykształcenie, wiedzie mnie oto szemraną trasą tanich burdeli. W każdym, jeśli nie w każdym, to w co drugim oknie tuż nad brukiem po obu stronach - podobizny serca skleconego z tanich czerwonych żarówek.

Nad nami, na sznurach w poprzek rozpiętych między kruszejącymi balkonami - pranie schnące w krwistej łunie. Nieprzeliczone gacie nad rozpustą aż po horyzont. - Co tak będziemy szli - rzekłem - wstąpmy i odsapnijmy, profesorze...

Nie wstąpiliśmy. Myliłem się. To nie było to, co myślałem. To były ołtarzyki. W środku konturów z czerwonych żarówek - ledwo widoczne figurki Matki Boskiej. Więc - nieprzeliczone gacie nad świętością aż po horyzont? Małe przestawienie akcentów - i zmienił się smak marszruty? Od burdelu do ołtarzyka - niewielka odległość? Rozpusta i świętość w jednym stoją domku? Tak rozpięty jest duch Neapolu? Takie jest całe południe Włoch? I na nieodległej Sycylii - podobnie wątła granica między ciemnością a jasnością?

Noże sycylijskiej mafii i ołtarzyki sycylijskiej mafii. Bez zmrużenia oka podrzynanie gardeł i bez zmrużenia oka czynione znaki krzyża. Trup jak bułka z masłem i krystalicznie czysta miłość do rodziny. Zdrada i wierność. Jedno od drugiego - co najwyżej na wyciągnięcie ręki. Palec, który o drugiej po południu naciska spust, wieczorem gładzi święty medalik na szyi matki rodu. Niewiele, w wyreżyserowanej przez Pawła Szumca "Malavicie, balladzie o mafii" Anny Burzyńskiej, bardzo niewiele dzieli te i sto innych jakości, co tylko nam wydają się sprzecznościami nie do pogodzenia.

W knajpie, która jest jak dom, Don Aldo (Feliks Szajnert), Rocco di Calabrese (Rafał Dziwisz) i Luca Conti (Grzegorz Łukawski) grają w karty, piją wino, gadają. W kaburach pod pachami - spokojne pistolety, jeszcze spokojne. Gadają o Pietro Turim (Krzysztof Jędrysek), co ponoć dziś ma wyjść z więzienia. Wpadną jeszcze odwieczni ich wrogowie, bracia Tito di Palermo (Wojciech Skibiński) i Pino di Palermo (Rafał Sadowski) - ale to później. Trochę później tuż pod gipsową, biało-błękitną figurką Matki Boskiej w aureoli z tanich czerwonych żarówek, padną cztery trupy. Na razie jest czekanie w upale. Krucha Donna Ciccia (Barbara Kurzaj) donosi świeże butle. Na razie tylko papieros, karta i próby zaklinania ciemnego losu odwiecznymi pieśniami sycylijskiej mafii. Tak.

Tak, ale też nie w pełni tak. Rzecz w tym - i to jest sedno historii Szumca i Burzyńskiej - że oni wszyscy przez krótką godzinę nie opowiadają siebie. Oni wszyscy - są opowiadani. Maestro di Cerimonie (Przemysław Chojęta), cały w jasnych lnach - reżyser? demiurg? duch opowieści? - uruchamia ich całkiem tak, jak lalkarz ożywia marionetki. Uruchamia ludzi, jasne światło sunące przez żaluzje w drzwiach, wyśmienitą kapelę (Jacek Hołubowski na akordeonie, Grzegorz Piętak na kontrabasie, Michał Półtorak na mandolinie), krwistą aureolę nad gipsowym czołem Matki Zbawiciela, wszystko. Czyni teatr z byle czego. Który to już raz?

O to samo pytałem wieki temu, na tamtej w dół wiodącej drodze przez świętość aż po horyzont dziwnie zapętloną z rozpustą, na brukowanej ścieżce pod gaciami i pod nieludzkim rykiem półnagich, upoconych neapolitanek, co na balkonach, tuż nad Matkami Boskimi w sercach z żarówek - pozagryzałyby się chętnie o zmierzchu. Kto i który już raz kleci ten fenomenalnie odpustowy teatr Neapolu, teatr południowych Włoch, teatr Sycylii nieodległej? Kto powtarza stare dzieje, sklecone z najbanalniejszych gestów, słów i namiętności, co je dobrze znamy z filmów, ksiąg, pieśni, słowem - z legendy?

Z drugiej strony - po co pytać? "Malavita" Szumca nie jest epistemologią mafii sycylijskiej. Jest pyszną lekkością żonglowania kilkoma najprostszymi smakami. Szelki, kapelusz, rewolwer, karty, wino, śpiew, wierność, śmierć. To wszystko. I w finale - cztery trupy. Nieudane. Maestro di Cerimonie zaraz każe im wstać. Nie można umierać. Nie uchodzi, bo kto jutro w cieniu gipsowej Matki Zbawiciela powtórzy odwieczną opowieść o umieraniu z miłości?

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
10 marca 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...