Magia teatru – drugie życie „Opętanych"

"Opętani" - reż. Tadeusz Bradecki - Teatr J. Słowackiego w Krakowie

Na „Opętanych" Witolda Gombrowicza w reżyserii Tadeusza Bradeckiego wybrałam się z mieszanymi uczuciami i raczej z obowiązku niż wewnętrznej potrzeby uczestnictwa w teatralnym misterium. Wprawdzie nazwiska twórców adaptacji scenicznej – Jana Polewki oraz Tadeusza Bradeckiego – dawały nadzieję na dobrą jakość widowiska, niemniej jednak, sam materiał wzięty przez nich na warsztat, już na wstępie budził moje poważne wątpliwości.

A jednak urzekła mnie gra aktorów Teatru Słowackiego, bo ona właśnie od pierwszych chwil ratuje „Opętanych" przed odrzuceniem przez widza. Pełny profesjonalizm zarówno doświadczonych aktorów, by wymienić tylko Rafała Dziwisza, Feliksa Szajnerta czy Jerzego Światłonia, jak i młodych adeptów teatru – tu na specjalną uwagę zasługują odtwórcy głównych ról: Agnieszka Kościelniak jako Maja Ochołowska i Daniel Malchar jako Marian Leszczuk sprawia, że ponad dwugodzinne przedstawienie nie nuży. Dzięki połączeniu aktorskiej gry ze sprawnym przekazem treści adaptowanej powieści, na oczach widza, kilka wątków biegnących niemal odrębnie, zaczyna się ze sobą krzyżować, zazębiać, coraz ściślej splatać, by osiągnąć finał, w którym wszystkie zagadki zostają wyjaśnione. Zatrzymajmy się przez chwilę nad kreacją trojga aktorów. Agnieszka Kościelniak i Daniel Malchar, wcielający się w rolę Mai i Leszczuka, nadają tym postaciom niepowtarzalny charakter i dynamizm, doskonale modelując ich zachowanie, mimikę i sposób podania tekstu w zależności od kontekstu sytuacyjnego oraz targających nimi emocji. Z kolei charyzmatyczna postać narratora jest niepowtarzalną kreacją Dziwisza, a zarazem mistrzowskim pokazem jego aktorskiego kunsztu. Wcielający się w alter ego Gombrowicza aktor nadaje bowiem charakter granej przez siebie postaci przede wszystkim wykorzystując interpretację głosową. Czyni to zaś na tyle sprawnie, że widz nie ma wątpliwości, iż jest to postać spoza kręgu toczących się wydarzeń, stojąca na innym poziomie przekazu spektaklu, poziomie, którego obecność od pierwszej do ostatniej minuty widowiska implikuje burta statku będąca stałym elementem scenografii.

Meritum „Opętanych" na deskach Teatru im. Słowackiego stanowi autorska adaptacja. Dzięki niej właśnie Janowi Polewce i Tadeuszowi Bradeckiemu udało się dać powieści Gombrowicza drugie, sceniczne i dodajmy – znacznie bardziej interesujące niż powieściowego pierwowzoru – życie. Twórcy adaptacji w przekazie treści pozostali w zasadzie bardzo wierni oryginałowi, co biorąc pod uwagę fakt, że powieść Gombrowicza liczy niemal 200 stron budzi uznanie. Mimo to, dzięki prostemu, acz obcemu sztuce scenicznej zabiegowi wprowadzenia narratora (Rafał Dziwisz), odbiorca jest cały czas „na bieżąco". Wydarzenia toczą się wartko, co przekłada się na szybkie zmiany scen i aktorów. Efektem jest zaostrzenie uwagi widza, a zarazem wprowadzenie go w lekko zabawowy nastrój dzięki komizmowi sytuacyjnemu i językowym grom. Jednocześnie połączenie, w ramach spójnej opowieści scenicznej, gatunków z zupełnie odmiennych rejestrów (wątek obyczajowy, romansowy, kryminalny, opowieści grozy, horror) sprawia, że z dzisiejszej perspektywy „Opętani" mogą być traktowani jak zapowiedź postmodernistycznych gier z hybrydyczną formą tekstu, a zarazem – w kontekście działań twórczych samego Gombrowicza – jako swego rodzaju autoironia i pastisz wykorzystanych gatunków literatury.

Wychodząc z teatru zastanawiałam się, co sprawiło, że odbiór powieści i dzieła scenicznego w moim przypadku biegł dwiema równoległymi trajektoriami. Książka mnie zwyczajnie znudziła. Niemożliwie rozwleczona historia i drętwy język zdecydowanie zniechęcały do lektury, o przekazie ideowym, a raczej jego braku nie wspominając. Teatralne widowisko mimo lekkiej, komediowej momentami konwencji, wciągało.

Pełna wyrazistości i dynamiki gra aktorów zachwycała, wymowa całości dawała do myślenia. Odpowiedź nasunęła się sama. Znam dwie sceniczne adaptacje „Opętanych" Gombrowicza. Jedną autorstwa Krzysztofa Garbaczewskiego, której teatralna premiera odbyła się w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym w 2008 r. i tę Tadeusza Bradeckiego wystawianą od lutego 2016 r. na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Adaptacja tekstu na potrzeby sceny jest sama w sobie interpretacją, a co za tym idzie stworzeniem – w mniejszym lub większym zakresie – nowego tekstu, a więc i nowej jakości. Twórcy obu adaptacji scenicznych poszli w swych kreacjach w dwóch różnych kierunkach. Pierwszy postawił na spiętrzenie efektów pastiszowych i rozluźnienie spójności przekazu. Drugi na zachowanie klasycznej, niemal powieściowej narracji i możliwie ścisłe połączenie wątków w logiczną i koherentną całość. Obaj zaś wskazali, że dzieło Gombrowicza można odbierać w dwóch rejestrach albo jako kiczowy utwór, którego podstawową rolą jest wykorzystanie schematów i motywów powszechnie znanych odbiorcy, zapewniający mu łatwy i zgodny z oczekiwaniami, a więc przewidywalny rozwój wypadków i finał, albo dzieło z rejestru wysokiego dające materiał do analizy formalnej różnorodnych form literatury, ukazujące w sposób nieco humorystyczny, ale też precyzyjny i wyraźnie zamknięty w ramach czasowych dwudziestolecia międzywojennego życie mieszczan przedwojennej Warszawy oraz ziemiańskiego dworku. Natomiast – i to ciekawe – „Opętani" nie mieszczą się „pomiędzy". Nie ma w nich prostych, życiowych prawd, przekazu ideowego itp. Gombrowicz bowiem, niezależnie od własnego przekonania o stworzeniu dzieła niskiego, Dołęgą-Mostowiczem zwyczajnie być nie potrafił i problematyka formy (w tym przypadku gatunkowej i rodzajowej) oraz obyczajowo-społeczna miasta oraz dworku szlacheckiego towarzyszyły mu także w tej powieści.

Z drugiej zaś strony zmieniające się mody metodologiczne analizy tekstów, także scenicznych, sprawiają, że dzieło w sumie dla odbiorców mało interesujące otrzymuje szansę na drugie, ciekawsze życie, a nowe kategorie: gry, zabawy, hybrydyczności pozwalają na jego nowe odczytania.

Iwona Pięta
7 maja 2016
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia