Makbet po mistrzowsku

"Makbet" - reż: Mariusz Grzegorzek - Teatr im. Jaracza w Łodzi

Jak zrealizować klasykę bez egzaltacji, nudy, pompatyczności, a przy tym ominąć wszelki banał? "Makbet" w reżyserii Mariusza Grzegorzka na deskach Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi zdaje się być nie tylko udany, ale wręcz zachwycający. Reżyser serwuje nam inscenizację, której bez dwóch zdań należy się owacja na stojąco.

Dzieła Szekspira były wystawiane tyle razy, że nikt nie jest w stanie tego zliczyć. Osadzane w różnych epokach, realiach, z futurystycznymi kostiumami. Pomysłów na inscenizację nigdy nie brakowało; stawała się ona coraz bardziej wymyślna i udziwniona. W opozycji do tego, Mariusz Grzegorzek udowadnia, że przepis na dobry spektakl nie jest skomplikowany. Jego inscenizacja sygnowana jest prostotą i umiarkowaniem, dzięki czemu w spektaklu nie ma miejsca na nachalną przesadę i zbędną ekstrawagancję.  

W realizacji Grzegorzka zadziwia pokora w stosunku do szekspirowskiego tekstu. Pozostając mu niemal całkowicie wierny, wyciąga z niego niuanse, które pozwalają na zbudowanie nowatorskiego spektaklu. Bez udziwnienia i przerysowania, lecz z umiarkowaniem, które powoduje, że w przedstawieniu można dostrzec rys mistrzostwa oraz dobrego smaku.  

Jedno spojrzenie na scenę i już można odnieść wrażenie, że będziemy uczestnikami czegoś mistycznego. Oto przed nami stoją rzędy zapalonych świec. Na scenie pojawiają się aktorzy w długich szatach (stworzonych przez Magdalenę Moskwę). Półmrok, rozpraszany przez świece, w idealny sposób wpisuje się w fabułę szekspirowskiego dzieła. Na naszych oczach zostanie odprawione misterium genialnej inscenizacji i doskonałego aktorskiego talentu.  

Postać Makbeta nie posiada jednak klasycznych cech. Zostaje raczej wyeksponowana jego ciemna strona, drzemiąca w nim siła, pierwotny instynkt. Na scenie wychodzi z niego czysta zwierzęca natura, której wszelkie zahamowania i zakazy są obce. Jej katalizatorem staje się postać Lady Makbet; umożliwia wejście w reakcję makbetowskiej rządzy posiadania i złych cech jego osobowości. Bohater grany przez Ireneusza Czopa zaczyna egzystować w innej rzeczywistości, tej pozbawionej norm, praw i moralności.  

Reżyser na gruncie tekstu Szekspira odcisnął własną wizję, jednocześnie pozostawiając miejsce na wykazanie swego kunsztu reszcie artystów pracujących nad przedstawieniem. Aktorskie popisy to istny majstersztyk; zespół teatru, wraz ze studentami PWSFTviT, tworzy niezapomniane kreacje. W pamięć zapadają role wiedźm (Dorota Kiełkowicz, Grażyna Walasek, Justyna Wasilewska). Na scenie jednak niepodzielnie rządzi Ireneusz Czop, który kreuje Makbeta pełnego pasji. Smak całości zostaje doprawiony poprzez grę świateł (Szymon Lenkowski) oraz niepokojący rytm wybijany na kotłach przez dwóch studentów Państwowej Szkoły Muzycznej: Łukasza Warenię i Jakuba Jeziorowskiego.  

Choć pojęcie klasyki i eksperymentu się wyklucza „Makbet” Mariusza Grzegorzka na deskach Teatru im. S. Jaracza w Łodzi udowadnia, że można je połączyć w genialny związek zgody.

Monika Macur
Dziennik Teatralny Łódź
26 maja 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...