Mała Apokalipsa AD 1994

"Wolna Trybuna" - reż. Paweł Wodziński - 13. Festiwal Prapremier

Festiwal Prapremier. Polska Ludowa świętuje 50-lecie i funduje obywatelom wentyl bezpieczeństwa. Jako danie dodatkowe, poza konkursem, bydgoska publiczność obejrzała "Wolną Trybuną" - w reżyserii i ze scenografią nowego dyrektora Teatru Polskiego, Pawła Wodzińskiego.

Scenografia - absolutne minimum. Pięć kabin z płyty paździerzowej, do których prowadzą tandetne drzwi. Wewnątrz jedynie krzesło i mikrofon. W kabinach pojawi się piętnastu ludzi ubranych byle jak, jakby ściągniętych z ulicy. Do mikrofonu wypowiedzą swe manifesty, apele, skargi, oskarżenia, dobre rady i przestrogi. Co tam komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach. Ciąg kabin w warszawskim domu kultury to nasz Hyde Park - Wolna Trybuna, zafundowana rodakom przez wiodącą partię, PZPR, w darze na 50-lecie Polski Ludowej. Bo mamy właśnie rok 1994.

Nie jest to bynajmniej dramat rozrachunkowy. Jest to adaptacja wydanej w 1985 roku powieści Christiana Skrzyposzka, zapomnianego już trochę "pisarza przeklętego". Syn Niemki i Ślązaka, który czul się Polakiem i za to trafił do Auschwitz, urodził się w czasie wojny w Chorzowie. Gdy podrósł, uciekł stamtąd. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, potem cenzura wstrzymała mu debiutancką książkę, co pchnęło Skrzyposzka na emigrację do Berlina. Tam przez 12 lat powstawała powieść "Wolna Trybuna", 500-stronicowa cegła, porównywana do powieści w listach, bo składająca się z pisemnych wypowiedzi obywateli do "Wolnej Trybuny". 14 lat po jej wydaniu autor odebrał sobie życie.

Wodziński wybrał niewielką część zapisanych w książce wypowiedzi. A i tak wyszedł mu tasiemiec, ciągnący się przez scenę blisko trzy godziny, poza granicę percepcji przez przeciętnego widza, pod koniec nużący niczym PRL. Z oszołomienia strumieniem słów, nierzadko wyrzucanych przez dwie-trzy osoby równocześnie, każda ze swej kabiny, do świadomości odbiorcy niespodziewanie przebija się świeża, odkrywcza myśl. Tekst pisany był w latach siedemdziesiątych, opowiada o roku 1994, ale odbiera się go jako... aktualny zapis stanów świadomości Polaków. Tapicer radzi, jak ustawić się dzięki pracy za granicą, nauczyciel, mąż nauczycielki, żali się, że ich pensje nie wystarczają na utrzymanie rodziny, kombatant wciąż jest zanurzony w partyzanckich wspomnieniach, młodzi buntują się przeciwko zakłamaniu i kumoterstwu. Opozycjoniści starą się coraz bardziej radykalni. Stara polonistka dochodzi do wniosku, że bez wulgaryzmów już się nie da porozumieć z otoczeniem.

Na szczęście w tej ludzkiej menażerii jest jedna postać z krwi i kości, wrażliwa, złożona. To Kocica, transseksualista, męska dziwka i milicyjny kapuś. To dla niej/niego, dla wcielającego się w Kocicę Michała Opalińskiego warto dręczyć kość ogonową przez 170 minut.

Jarosław Reszka
Express Bydgoski
6 października 2014

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski