Mała wielka rewolucja

"Sprawa Dantona" - 34. Opolskie Konfrontacje Teatralne "Klasyka Polska"

W rytm demonicznie przetworzonej Marsylianki, w chaos politycznych wieców, wpisana zostaje bezwzględna walka o wątpliwą wolność, nietrwałą władzę i nieśmiertelny pieniądz. Nie są to hasła najlepiej promujące rewolucję, ale właśnie temu ma służyć spektakl - obnażeniu procesów polityki, zwodzących masy ludzi każdej epoki.

Całość rozgrywa się w specyficznej przestrzeni. Scenografia rozkłada się na wiele planów i różnorodnych miejsc akcji porozmieszczanych w wielofunkcyjnej scenografii. Pierwsza część spektaklu, rozpoczynająca się od przyjęcia na cześć Dantona, odbywa się na platformie umieszczonej bezpośrednio na stałej widowni teatru. Stąd do akcji pobocznych odsyłają umieszczone nad sceną ekrany, dzięki którym można śledzić na bieżąco równocześnie toczące się epizody. Widoczną po przeciwległej stronie część sceny stanowią w całości okazałe schody na kształt sali rozpraw. Ich prostota i biały kolor to zapowiedź nadchodzącego przewrotu, po którym nieuchronnie spłyną krwią. 

Jednym z zasadniczych zamysłów reżyserskich jest oparcie akcji na wyraźnej różnicy między głównymi bohaterami. Robespierre (w tej roli świetnie wykorzystujący swoje warunki i aparycję Michał Czachor) - lekko przygarbiony, schorowany, spogląda nieco z ukosa. Z twarzą o skąpej, świadomie stosowanej mimice sączy słowa powoli, lecz dobitnie. To niemal dosłowne przeciwieństwo jego antagonisty, Dantona (Mateusz Łasowski), który bez przerwy gorączkowo drży, swoje kwestie wypowiada w ciągłym napięciu, potupuje na każdym kroku wykonując zamaszyste gesty - jak gdyby chciał zagłuszyć ciągłym błaznowaniem, energicznością i głośnymi deklaracjami brak pewności siebie w obliczu nadchodzącego upadku jego idei. Wie, że w oczach swoich sprzymierzeńców musi zachować twarz, a tym samym pozycję. Dlatego w konfrontacji z Robespierrem, gdy polityka zaczyna go przerastać, okazuje przeciwnikowi swoją fizyczną przewagę, nie mogąc znieść tego, że taki kruchy, mały człowiek może być przywódcą i nośnikiem tak wielkich idei. Również ludzie z otoczenia Robespierra w obliczu niepowodzeń z łatwością zarzucają tej niepozornej postaci tchórzostwo, zapominając, z jaką siłą i determinacją potrafi działać. 

Manipulowanie masami to drugi z głównych torów prowadzenia akcji. Rozgrywające się symultanicznie wydarzenia toczą się w pełnym świetle. Widzowie znajdując się bezpośrednio na scenie nie mają możliwości bezpiecznego zdystansowania się. Historie dzieją się wokół - ponad, za plecami, a nawet pod nogami widzów. Nie sposób uciec od włączenia się w przebieg sytuacji. Podstawieni wśród nieświadomej publiczności aktorzy prowokują do aktywnego uczestnictwa. Można głośno manifestować swoje poparcie dla wybranej politycznej opcji, ale - tak jak w życiu - wpływ na politykę jest tylko pozorny. Wydarzenia postępują wedle swojego rytmu, a losy wielu zależą od niewielu - niekoniecznie mądrzejszych czy lepszych, często po prostu głośniejszych. Przywódcy, kiedy trzeba, wdzięczą się do wyborców, powołują się na ich dobro, okazując się schematycznymi aktorami na odwiecznej politycznej scenie. Dlatego oglądając spektakl trzeba wziąć poprawkę na powtarzające się środki wyrazu, „szeroki” styl gry i momentami na siłę wywoływany wzniosły nastrój - szczególnie w drugiej części spektaklu, poświęconej rozprawie sądowej. 

Zagęszczoną od strachu, pustych deklaracji i gestów sytuację zdesperowanych stronników Dantona (zwraca uwagę świetny i wyrazisty Maciej Radel jako Kamil de Moulaine) przeciwważy scena tuż przed egzekucją. Jeszcze do niedawna byli bohaterami - teraz pozbawiani peruk i strojów, konfrontowani z porażką reagują tak, jak każdego na to stać. Chłodne podsumowanie klęsk rewolucji w wykonaniu odzianej w swobodny strój żony Dantona zaprezentowane z lekką ironią podkreśla grozę beznadziejnej sytuacji, w którą mógł zostać wmieszany każdy.

Wobec całości przyzwoicie skonstruowanego spektaklu pozostaje jedyna wątpliwość dotycząca czytelności przestrogi zawartej w tej historii. Nadmierne spoufalenie się z publicznością niekoniecznie sprzyja jej zrozumieniu i zastanowieniu się nad mechanizmami okrutnej polityki. Zabawiany w grę wielokrotnego wyboru widz nie ma ostatecznie wpływu na rozwój wypadków, a zatem nie czuje smaku i grozy konsekwencji potencjalnych działań - dlatego dla niego na gilotynie giną „tylko” fikcyjni bohaterowie.

Agnieszka Bujniak
Dziennik Teatralny Opole
10 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Trailer tygodnia