Mała wojenka miłosna

261. Krakowski Salon Poezji

Boczą się. Od pierwszego wejścia, na krótkiej trasie od drzwi do bordowych krzeseł i czarnych mikrofonów, zanim cisną w siebie słowami wierszy o miłości - wyraźnie słychać syk żyletek, fruwających między źrenicami jej i jego.

Ona - kobiecość niepowszedniej klasy. Rzekłbym chętnie - kobiecość egzotyczna, tylko gdzie, na jakiej mapie szukać dalekich wysp, na których ona jest normalnością? On - wysoki, szczupły, arystokratycznie szczupły, o głosie niskim tak, że mógłby nim drążyć najgłębsze korytarze krecie. Ewa Kaim i Tomasz Wysocki. Przez godzinę boczą się malowniczo.

Grają maleńkie tąpnięcie miłości. Odgrywają pretensje wzajemne - o nadmiar codziennej obojętności, o stygnącą czułość, o jakiś gest nieopatrzny, o jakieś za grube słówko, o milczenie zbyt długie, jeszcze o to, jeszcze o tamto, o wszystko po prostu, o wszystko, co między dwojgiem śmiertelnie w sobie zakochanych może zdarzyć się niezręcznego. Dają pyszny pokaz wojenki, co do której już od pierwszego ich wejścia widz ma pewność, że skończy się jak zwykle. Przytuleniem. Pocałunkiem. Przejściem jego palców po jej włosach.

Niewielki zgrzyt uczucia Kaim i Wysocki grają - i gra ta ma swą jedną, niełamliwą intonację. Od początku do końca smak tylko jeden. Między ciszą a wściekłością nieustannie falujące, lecz wciąż jedno brzmienie - wyłącznie ich własne. I na tym właśnie polega cała pyszność ostatniego, walentynkowego Salonu Poezji "Tym tylko jestem, czego ty dotykasz dłonią..."

Mrowie wierszy odczytywali, wierszy z różnych planet emocjonalnych. Wersy Cwietajewej i Tetmajera, dzieła Brodskiego i Szymborskiej, słowa Cummingsa, Poświatowskiej, Hardy\'ego, Frosta, Szekspira, Donne\'a, Cartwrighta, Gravesa, Broniewskiego, Osieckiej i kogo tam jeszcze. Kosmos czytali, owszem, lecz tak, jakby odległe i obce sobie planety nizali na tę ich jedną, intymną nitkę - na ich ton, falowanie ich brzmień, na jeden jedyny smak ich boczenia się wzajemnego. Szekspir, Osiecka albo Donne - byli jedynie żołnierzykami maleńkiej ich wojenki. Zacnych klasyków sprowadzili do poziomu pięknie syczących żyletek. Inaczej mówiąc - stworzyli opowieść spójną.

Tak oto potencjalny patos miłości - w końcu gdyby całość nabrała spiżu godnego sławnych, dziś już dokumentnie ślubną recytacją zgnębionych fraz z Listu św. Pawła do Koryntian, nikt nie mógłby się dziwić zanadto - obrócony został w realną lekkość, w radosną grę, w kawał godzinnego śmiechu wyzwalającego zawsze w sprawach sercowych z pretensjonalnej powagi i przykrych nadęć.

Po prostu - to niby groźne tąpnięcie ich kochania się wzajemnego przez godzinę było na wyciągnięcie ręki. Ot, coś uroczo codziennego, zza okna, coś najnormalniejszego pod słońcem. Wiele hałasu o nic! A później? Jak zwykle. Jutro jego palce przejdą po jej włosach - i na powrót będzie, jak było. Samo ciepło między nimi.

Teatr im. Juliusza Słowackiego. 261. Krakowski Salon Poezji. Wiersze o miłości czytali: Ewa Kaim i Tomasz Wysocki. Śpiewali: Beata Malczewska, Halina Jarczyk i Rafał Dziwisz. Na fortepianie grał: Jacek Bylica. Gospodarze Salonu: Anna Burzyńska i Józef Opalski.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
18 lutego 2009

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia