Mały dworek w malarni

"W małym dworku" - reż: Iga Gańczarczyk - Teatr im. Kochanowskiego w Opolu

Z propozycji dolnośląskich teatrów wybór padł na spektakl w reżyserii Igi Gańczarczyk w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu pt. "W małym dworku". Wybór okazał się chybiony

To był prawdziwy weekend z Witkacym. Najpierw obejrzałem nie najlepszy film Jacka Koprowicza - "Mistyfikacja", a następnego dnia spędziłem ponad półtorej godziny " W małym dworku" w Opolu. I niestety nie było dużo lepiej. Najnowszą inscenizację Teatru im. Kochanowskiego określiłbym jako oczekiwanie na coś co wyrwałoby nas widzów z sennej atmosfery przedstawienia. Niestety nic takiego się nie przydarza. Tak więc toczą się scena za sceną i niewiele z tego wynika. Stanisław Witkacy w swoim dramacie opowiada o tragicznych losach rodzinny w tytułowym małym dworku. Reżyserka Iga Gańczarczyk znalazła swój własny sposób na historię stworzoną przez pisarza. Przede wszystkim postać Anastazji - martwej matki w spektaklu jest starszą panią, a nie jak w literackim pierwowzorze atrakcyjną, młodą kobietą. Do tego twórczyni zachowała zasadniczy wątek fabularny, ale przedstawiła go w bardzo ascetycznej formie. Jedynie na początku wprowadziła motyw polowania z dzienników myśliwskich. Spektakl zrealizowano w przestrzeni teatralnej malarni. Scenografia ograniczyła się do zamontowania tablic do koszykówki z porożami jeleni, kilkunastu drzwi i zgromadzenia kilku europalet. Między nimi poruszają się widmo zastrzelonej Anastazji żony i matki, Diapanazy - jej mąż i ojciec dwóch dziewczynek Amelii i Zosi, dwóch kochanków zmarłej Ignacy i Jęzory, sąsiad Maszejko oraz kuzynka Aneta mająca opiekować się dziewczynkami. Z każdą chwilą poznajemy zgniłe relacje między nimi. Najbardziej normalnie zachowuje się widmo. Tymczasem trzech mężczyzn licytuje się kogo najbardziej kochała nieżyjąca Anastazja. Tak na marginesie to najlepsza scena. Zaraz potem samobójstwo popełniają pozbawione matki Amelia i Zosia. Deklarujący oddanie widmu kuzyn poeta, nagle zmienia obiekt uwielbienia i wyznaje miłość przybyłej do dworku Anecie. W spektaklu pada zdanie, które trafnie puentuje cały dramat "wszystko jest jak we śnie". Nie wiadomo, czy naprawdę widmem jest Anastazja, która twierdzi, że zmarła na raka wątroby czy pozostali mieszkańcy dworku. Pewnie byłoby to interesujące, lecz pomysły Gańczarczyk okazały się niewystarczające.

Przedstawienie nie wywołuje żadnych emocji, nie porusza, nie drażni, nie wzrusza. Myślę, że nie ponoszą za to odpowiedzialności aktorzy. Robią co mogą, aby "W małym dworku" wypadło jak najlepiej. Biegają, turlają się po podłodze, strzelają z rajstop, ale wszystko na nic. Największe uznanie należy się nestorce sceny opolskiej - Zofii Bielewicz za wcielenie się w postać Anastazji. M.in. dzięki niej nie jest to przedstawienie jakoś szczególnie złe, ale Teatr w Opolu przyzwyczaił nas znacznie wyższego poziomu.

Piotr Bogdański
Nowe wiadomosci Wałbrzyskie
1 lipca 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia