Mama w teatrze

Rozmowa z Bernadetą Fedder

- Jestem łącznikiem między dyrektorem artystycznym, zespołem artystycznym i pozostałymi działami: technicznym, administracyjnym, gospodarczym. Trochę matkuję, ale to także dlatego, że spotykam na swojej drodze bardzo specyficznych ludzi, zwłaszcza tych najważniejszych, czyli aktorów. Przy tak trudnym zawodzie i niełatwych zadaniach do wykonania, nie dziwię się jednak tej specyfice - mówi BERNADETA FEDDER, kierowniczka Działu Artystycznego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Jak Pani trafiła do Teatru Polskiego?

- Przeszłam z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury, gdzie pracowałam jako instruktor fotografii, filmu i teatru. Zaczęłam od stanowiska koordynatora pracy artystycznej, które nazwane zostało kiedyś przez jednego z dziennikarzy "stanowiskiem chłopca do bicia". I to faktycznie jest stanowisko, na którym skupiają się wszystkie możliwe pretensje.

Czyli jest Pani w teatrze druga po dyrektorze?

- Niezupełnie, jestem łącznikiem między dyrektorem artystycznym, zespołem artystycznym i pozostałymi działami: technicznym, administracyjnym, gospodarczym.

Przydałaby się żelazna ręka, że to wszystko ogarnąć...

- Ewa Szymborska, niegdyś kierownik literacki Teatru Polskiego w Bydgoszczy, stwierdziła, że do tej pracy trzeba mieć miękkie serce, ale twardą...

To ciekawe, bo w jednym z wywiadów były już dyrektor TP, Paweł Łysak, nazwał Panią bardzo ciepło - "matka teatru"...

- Rzeczywiście, trochę matkuję, ale to także dlatego, że spotykam na swojej drodze bardzo specyficznych ludzi, zwłaszcza tych najważniejszych, czyli aktorów. Przy tak trudnym zawodzie i niełatwych zadaniach do wykonania, nie dziwię się jednak tej specyfice...

Jest Pani odporna na zawodowe kłopoty, na stres?

- Jestem, ale to nie znaczy, że nie przeżywam bardzo osobiście każdej premiery. Uważam jednak, że jeśli do cudzej pracy podchodzi się z szacunkiem, to i własna nie przychodzi z trudem.

Opowie Pani o tych trudnych momentach?

- Wolałabym powiedzieć o tym, co jest najpiękniejsze w mojej pracy. Poznaje się ciągle nowych ludzi, wspaniałych artystów, reżyserów, scenografów. Przy okazji trwającego właśnie Festiwalu Prapremier spotykam się również z fantastycznymi ekipami technicznymi. Zmieniają się aktorzy, wędrują po scenach w całej Polsce, później wracają. Na przykład w piątek wieczorem miałam okazję obejrzeć na naszej scenie Pawła Tomaszewskiego, którego przyjmowałam do pracy w spektaklu "Plastelina". Był wtedy jeszcze studentem. Powiedział, że mój pierwszy telefon do niego ma wbity na twardy dysk i odsłuchuje go, kiedy tylko chce. To bardzo miłe, szczególnie, że od tej pierwszej naszej rozmowy minęło pewnie 15 lat. W pracy pomaga mi to, że w każdej napotkanej osobie widzę człowieka pozytywnie do mnie nastawionego i ja rewanżuję się tym samym. Owszem, zdarzają się drobne incydenty, ale tak naprawdę nie jestem pewna, że zawiniła tylko ta druga osoba. Przyglądam się sobie, oceniam, bo być może na jakąś niemiłą sytuację w jakiś sposób sobie "zasłużyłam.

Katarzyna Bogucka
Nowości
10 października 2014
Portrety
Bernadeta Fedder

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia