Maria i Andrzej - Aktorzy

W sobotę 12 kwietnia w Teatrze Polonia premiera spektaklu "Dowód".
O próbach, pracy, lękach, nienasyceniu i swoich drogach w naszej redakcyjnej klubokawiarni w cyklu "Teatr w Gazeta Café" opowiadali Maria Seweryn i Andrzej Seweryn Remigiusz Grzela: Spotykamy się w związku z premierą spektaklu "Dowód" Davida Auburna w Teatrze Polonia. "Dowód" jest państwu znany z filmu Johna Maddena o genialnym matematyku, w którym wystąpili Anthony Hopkins i Gwyneth Paltrow. Opowiada przede wszystkim o relacji ojciec - córka. Ojca i córkę grają... Andrzej Seweryn i Maria Seweryn. Auburn zanim został pisarzem pracował w firmie chemicznej, gdzie zajmował się wymyślaniem haseł reklamowych do sprzedaży szamponów do prania dywanów. I bardzo mu ta praca ciążyła. Zaczął pisać. Za "Dowód" dostał m.in. nagrodę Tony, ale przede wszystkim Pulitzera. Zapytany na pewnej konferencji matematyków, dlaczego bohater jego sztuki ma problemy psychiczne odpowiedział: "a kto chciałby czytać, albo słuchać o zdrowym naukowcu". Pisząc tę sztukę interesowało go, czy talent i obłęd są dziedziczne. Czy talent jest dziedziczny? Maria Seweryn: Nie wiem, ale na pewno obłęd na punkcie pracy może być dziedziczny (śmiech). Właśnie. Przeczytałem trochę wywiadów z panem Andrzejem Sewerynem i wciąż powraca w nich obsesja pracy... "My tutaj na ziemi jesteśmy po to, żeby harować i koniec", "praca jest moją drugą religią", "jestem facetem opętanym przez pracę". Nie uważa pan tego za obsesję? Andrzej Seweryn: Proszę potraktować to jako polską prowokację. Uważam, że w Polsce mówienie o tym, że praca sprawia przyjemność, jest wyrazem poważnego zaangażowania publicznego. Przyzna pan, że "praca jest moją drugą religią" brzmi bardzo poważnie? Andrzej Seweryn: Proszę to potraktować jako demagogię z mojej strony. (uśmiech) Jakim doświadczeniem jest dla pana praca z córką? Pracował pan już z Marią jako reżyser, teraz również spotykacie się na scenie. Andrzej Seweryn: Myślę, że nie ma w tym nic szczególnie tajemniczego. Oczywiście jesteśmy świadomi, że pracując razem wzbudzamy zainteresowanie, ale naprawdę poza niezwykłą radością, której państwo się domyślacie, traktujemy tę pracę w sposób najzwyczajniejszy pod słońcem. Cieszymy się, że możemy spędzać ze sobą osiem, dziewięć, czasem dziesięć godzin dziennie, bo takie spotkania nie zdarzają się nam bardzo często. Pracując z Marią patrzę na nią świadomie, jak reżyser na aktorkę, a tylko nieświadomie jako ojciec. "Gdy będziesz duża, będziemy sobie razem chodzić potańczyć, będziesz wtedy moją dziewczyną i będziemy szaleć". Andrzej Seweryn: Pamiętam ten wywiad. Wyobraziłem sobie, że któregoś dnia pójdę z Marią do klubu nocnego i wszyscy mężczyźni będą mi zazdrościć. Maria Seweryn: Tak było. Kiedy już stałam się dorosła i spędzaliśmy razem wakacje we Francji, poszliśmy do restauracji, w której tata zażartował, że będziemy udawać parę. Mówił do mnie: "kochanie" itd. Kelnerka od razu się domyśliła, że coś jest nie tak. Powiedziała, że jesteśmy do siebie zbyt podobni. Jak wygląda praca z ojcem? Maria Seweryn: Ale czy chodzi o to jak wygląda praca z ojcem, czy jak wygląda praca z Andrzejem Sewerynem? Ja nawet bym zadał te dwa pytania. Maria Seweryn: Jesteśmy zawodowcami, pracujemy na konkretnym materiale Oczywiście na początku, na próbach śmieszyło mnie, że nagle w sztuce do mojego taty mówię "tato". Ale już za chwilę o tym zapominałam. A praca z Andrzejem Sewerynem jako reżyserem? Jest bardzo, bardzo intensywna i precyzyjna. Jest wielką zawodową przyjemnością. Andrzej Seweryn: Różnica w pracy z Marią i Joasią Trzepiecińską polega na tym, że do Joasi nie mogę powiedzieć "córeczko". A jednocześnie mówię do córki "Mario", bo przekonała mnie, że już nie powinienem jej nazywać Marysią. Dlaczego? Maria Seweryn: Kiedy grałam w filmie "Kolejność uczuć", miałam wtedy 17 lat, zapytano mnie, czy w napisach końcowych powinno być "Marysia Seweryn" czy "Maria Seweryn". Odpowiedziałam: "Marysia". Wszyscy tak na mnie mówili. I wtedy pan Krzysztof Zanussi powiedział: "Lepiej nie, bo tak już do końca życia zostanie". I chyba tak już zostanie. (śmiech). Jaka wygląda relacja ojciec - córka w tekście Davida Auburna "Dowód"? Maria Seweryn: Mam kłopot z opowiadaniem o tej sztuce, ponieważ jest napisana jak kryminał i nie można zdradzać akcji... Reżyser zabronił? Maria Seweryn: Odebrałabym państwu przyjemność oglądania. Moja bohaterka Catherine, po śmierci matki poświęciła całe swoje życie, swój talent, swoją młodość ojcu, który zachorował na schizofrenię. Już za dużo powiedziałam. Andrzej Seweryn (ucinając opowieść): Ojciec jest bardzo wymagający, jak każdy dobry ojciec i bardzo zapracowany, tak jak wielu z nas. Praca jest dla niego najważniejsza, a córka ma się poświęcić dla niego. Koniec, kropka. Robert jest geniuszem, matematykiem, więc to nie jest taka sama sprawa jak z każdym ojcem. Może porozmawiamy trochę o matematyce...Po Warszawie krążą legendy, że mieliście na próbach konsylium matematyczne złożone ze znakomitych profesorów? Andrzej Seweryn: Jeżeli krążą legendy to dobrze. Po prostu chcemy być wiarygodni. Czasami bywa żenujące, kiedy ludzie teatru czy kina próbują grać filozofów, chirurgów, nie mając o tym zielonego pojęcia. Maria Seweryn: Jeden z matematyków, pan profesor Łukasz Turski powiedział, że jeżeli powiemy ze sceny to, co on nam poradził, to nawet bardzo wybitni eksperci spadną z krzeseł. (śmiech) W jaki sposób będzie pan budował rolę matematycznego geniusza? Andrzej Seweryn: Nie powiem. Czy rzeźbiarza ktokolwiek pyta: "panie, jak pan rzeźbi tę swoją rzeźbę?" Albo malarza: "jak pan maluje?" Natomiast wszyscy uznaliśmy, że o teatrze, o aktorstwie można gadać bez końca. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu mówiłem na temat budowania roli bardzo dużo. Teraz już nie. To inaczej Co zafascynowało pana w tekście Auburna? Andrzej Seweryn: Poświęcenie, ponieważ jest to sztuka, która opowiada o poświęceniu, o tym, że miłość bez zaufania, bez wiary nic nie znaczy. Reżyserowałem sztuki Szekspira, Moliera, Sofoklesa. Teraz mam do czynienia z literaturą, która o najważniejszych problemach świata mówi swoim językiem, która podlega pewnym prawom sztuk kryminalnych, czyli zobowiązuje mnie, jako reżysera do tego, żebym bardzo pilnie obserwował to, co w czasie przedstawienia widz może rozumieć, wiedzieć. To daje mi radość. A wątpliwości? Jakie pan ma teraz? Andrzej Seweryn: Mój przyjaciel, Jacques Lassalle mówił : pedagogika to jest dzielenie się ze studentami wątpliwościami. Nie zgadzam się z nim. Nauczyciel nie jest po to, żeby dzielić się wątpliwościami, ale żeby nauczać podstaw zawodu. Więc teraz, państwo pozwolą, wątpliwości zachowam dla siebie. Jaka jest różnica pomiędzy pracą z aktorami polskimi i francuskimi? Bo przecież są inni, skoro francuska szkoła teatralna daje aktorom, co innego niż polska. Wielokrotnie mówił pan o różnicy w edukacji. Andrzej Seweryn: Znam polską szkołę teatralną z lat 60, 70. Nie wiem dokładnie, co dzieje się dzisiaj. Jestem głęboko przekonany, że szkolnictwo polskie z tamtego systemu bardzo dużo mi dało, bo przygotowywało aktorów do zawodu. Byliśmy gotowi do pracy z różnymi reżyserami, nad różnymi tekstami. Oczywiście nie ma systemu idealnego, tym bardziej artystycznego. Są tacy, którzy twierdzą, że nie można się nauczyć aktorstwa, malarstwa itd. Nie jestem pewien, czy szkoły francuskie, które znam obecnie dają podstawy zawodu młodym aktorom francuskim, moim kolegom. Zdarza się, że studenci nigdy w życiu nie pracowali nad tragediami greckimi, nigdy w życiu nie pracowali na Racine`m i wychodzą ze szkół nie mając zielonego pojęcia o wierszu. Nie znam szkół, w których uczono by stylu ruchu scenicznego. Zbyt często widzę Szekspira granego jak Koltesa, czy innych autorów współczesnych. Ibsen grany jak Molier nie ma, moim zdaniem, najmniejszego sensu. Wspomniany już Jacques Lassalle powiedział, że angażował pana, bo wiedział, że wprowadzi pan dyscyplinę do zespołu, dyscyplinę, której nie znają aktorzy francuscy. Andrzej Seweryn: Wydaje mi się, że Jacques myślał o szkolnictwie aktorskim wschodniej Europy. Kiedyś pracował z aktorami jugosłowiańskimi, spotykał się również z Rosjanami i mówił mi po tych spotkaniach, że odnajdywał w pracy z nimi coś, z czym zetknął się w pracy ze mną. Mnie się wydaje, że to jest taka solidna szkoła poetyckiego realizmu. Na nim jestem wychowany. Nie wiem, czy moi koledzy Piotr Fronczewski, Jurek Zelnik, Maciej Englert by to potwierdzili, ale tak czuję Moim zdaniem jesteśmy wychowani na romantyzmie, na Mickiewiczu, Słowackim, Norwidzie. Mario! W szkole teatralnej porównywano cię do ojca czy do matki? Miałaś z tego powodu jakieś problemy? Maria Seweryn: Na mój widok niektóre panie profesorki reagowały: "o Boże, ile lat to już minęło, jaka ja jestem stara, bo uczyłam twojego tatę". A na egzaminie ktoś powiedział... Maria Seweryn: Że jestem śmieszną mieszanką Jandy i Seweryna. Ale chyba każde dziecko jest mieszanką swoich rodziców. Andrzej Seweryn: Uważam, że Marysia zdobyła swoją autonomię artystyczną. Oczywiście będzie często kojarzona ze swoimi rodzicami, ale proszę mi wierzyć, że daje sobie z tym doskonale radę. Maria Seweryn: Ale ja się z tym pogodziłam, że taka jest moja droga. Poza tym w teatrze, kiedy jestem na scenie nie ma taryfy ulgowej, sama muszę przekonać widownię Wraca pan do polskiego teatru po 28 latach... Andrzej Seweryn: Ta opinia została podważona przez siedzącego na sali pana redaktora Seweryna Blumsztajna, który stwierdził, że przecież przez ten czas występowałem już nie raz w Polsce.... Oczywiście, drogi Sewku, na przykład z Komedią Francuską. Od wielu lat pracuję w filmie, telewizji, jak również w teatrze impresaryjnym w Polsce, prezentując "Dzienniki" Gombrowicza, "Tryptyk rzymski" Jana Pawła II czy "Pana Tadeusza". Ale teraz będę grał regularnie na scenie polskiej. Jakie to doświadczenie? Andrzej Seweryn: Okazało się, że nad tekstem polskim muszę pracować dużo więcej niż moi polscy koledzy, co przypomina moją sytuację we Francji, kiedy nad tekstem francuskim muszę pracować kilkakrotnie więcej niż moi koledzy francuscy. Powiedział pan w jednym z wywiadów, że nadal czuje się nienasycony aktorstwem? Coś się zmieniło od tego czasu? Andrzej Seweryn - Absolutnie nie. Czuję się nienasycony, ponieważ mam parę wielkich marzeń, na przykład wystawienie "Dziadów" we Francji. Uważam, że Francja za mało korzysta z moich możliwości aktorskich i reżyserskich. (śmiech) A nadal pan marzy o stworzeniu swojego teatru w Polsce? Andrzej Seweryn: Marzę. Pytanie było, czy marzę, odpowiadam bardzo precyzyjnie. Czyli Teatr Polonia będzie miał konkurencję? Maria Seweryn: To ja się wtedy chyba zabiję. Dobrze panu w Teatrze Polonia? Andrzej Seweryn: Jestem bardzo wdzięczny Krystynie Jandzie, której Teatr Polonia od dwóch lat zajmuje ważne miejsce na mapie teatralnej Warszawy i Polski. Cieszę się, że zaproponowała mi współpracę, powierzyła mi reżyserię i tę rolę. To jest niezwykły moment w moim życiu - fakt że wracam do polskiego teatru po 20 latach. Krystyna po prostu sprawiła mi radość. Chcę jej serdecznie podziękować, również za to, że spotkałem się z naszą córką w pracy. Czy patrząc na córkę widzi pan siebie, albo co z siebie widzi pan patrząc na córkę? Andrzej Seweryn: Gdybyśmy udzielali wywiadu jakiemuś pismu, które nie jest "Gazetą Wyborczą", to bym miał kilka formułek...wiecie państwo. Ale jeśli mam odpowiedzieć serio, to... cieszę się z rozwiniętego w Marii poczucia odpowiedzialności. Jak rozumieć pana zdanie "jestem człowiekiem, który stale się boi"? Andrzej Seweryn: Jak to rozumieć... "Gazeta Wyborcza" jest miejscem dla mnie bardzo szczególnym, przyjaznym, gdzie indziej być może bym tego nie mówił, ale tutaj powiem. Jestem człowiekiem, dla którego strach jest stany wszechobecnym. Nie dotyczy on tylko mojej pracy artystycznej, ale właściwie wszystkiego, czym żyję, co robię. Całe moje życie podszyte jest jakąś obawą, ciągłym strachem. To prawda. Przed czym? Andrzej Seweryn: Przed wszystkim. A czego boi się Maria Seweryn? Maria Seweryn: Tak naprawdę, to boję się choroby. Poza tym się nie boję. „Dowód” („Proof”), tłumaczenie: Hanna Szczerkowska, reżyseria: Andrzej Seweryn Scenografia: Maciej Maria Putowski, Kostiumy: Magda Maciejewska, Muzyka: Antoni Łazarkiewicz, Występują: Maria Seweryn, Joanna Trzepiecińska, Andrzej Seweryn, Łukasz Simlat. Premiera: 12 kwietnia 2008 r.
s
Gazeta Wyborcza Stołeczna
14 kwietnia 2008

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...