Marionetki u króla

"La serva padrona" - reż. Lesław Piecka - Warszawska Opera Kameralna

Piecka, specjalista teatru marionetek, wykładowca na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w białostockim oddziale Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza, zainicjował tę formę teatralną w Polsce w 1981 roku w budynku Ministerstwa Finansów. Konstrukcja sceny dla lalkarzy przedstawiała wejście do Teatru Królewskiego w Starej Oranżerii Łazienek Królewskich.

26 lutego 2016 r. właśnie w tym budynku Warszawska Opera Kameralna wznowiła po kilku dekadach Scenę Marionetek. Lalki zostały ożywione rękami animatorów i głosami znakomitych solistów operowych - Marty Boberskiej i Sławomira Jurczaka. Marionetki zagrały swoje role do muzyki wybitnych instrumentalistów - zespołu Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. Obecnie tylko w Salzburgu i Mediolanie jest kontynuowana ta wyjątkowo trudna forma sceniczna, która łączy operę z teatrem lalek. Jednak i tam nie wszystkim przedstawieniom towarzyszą gwiazdy wokalistyki i zespoły grające na żywo.

Realizatorzy podjęli się pokazania opery "La serva padrona" Giovanniego Battisty Pergolesiego. Akurat nie ma ona dużej obsady, a akcja jest nieskomplikowana, dlatego lalkarze musieli skupić się na ukazaniu rozterek i przemian wewnętrznych bohaterów, którzy niestety nie otwierają ust. Efekt był tak zaskakujący, że dorośli widzowie zachowywali się jak dzieci podczas pierwszej wizyty w teatrze kukiełkowym. Z otwartymi ustami śmiali się, podrygiwali, klaskali i kołysali do przepięknej muzyki. Jest to zasługa lalkarzy, którzy swoim podopiecznym nadali cechy ludzkie. Tej wzruszającej animacji dokonali: Elżbieta Bieda, Andrzej Bocian, Dominika Byrska, Magdalena Dąbrowska, Agnieszka Grębosz, Weronika Lewoń, Beata Łuczak i Piotr Michalski. Ich Serpina, Uberto i Vespone wzdychali, tupali nóżkami, popadali w depresję albo stosowali przewrotne wybiegi. Zmieniali się jak w kalejdoskopie. Raz byli weseli, a kiedy indziej zrozpaczeni lub szarpani rozterkami. Jak można tego dokonać za pomocą lalki, zawieszonej jedynie na niciach biegnących od jej postaci do krzyżaka-wahadełka, którym animator (aktor-lalkarz) uruchamia ją, gdy stoi na pomoście? Nie wiem. Ale zobaczyłem. Widzieli to także soliści udzielający lalkom swoich niezwykłych głosów.

Na scenie występują także soliści, wykonują oni na żywo partie wokalne w synchronii z bohaterami, którzy poruszają się po scenie. Sławomir Jurczak prawie tańczył w rytm muzyki, jak lalka przytupywał butem do taktu i nie wiadomo było, kto kogo naśladuje. Czy Jurczak Uberto, czy Uberto Jurczaka? Nie przeszkadzało mu to w śpiewie i w aktorskim podaniu tekstu, bo oprócz niezwykłego głosu artysta posiada doskonałą dykcję (niezwykłą jak na śpiewaka), a także wspaniałe poczucie humoru. Cechuje ono także wielką divę Warszawskiej Opery Kameralnej - Martę Boberską. Ponieważ cały czas widzimy ją na scenie, to nie tylko słyszymy jej niezwykły śpiew, lecz także widzimy jej ruchy i mimikę podczas wykonywania partii wokalnej. Ona także nie mogła uciec od wyrażania uczuć podstępnej Serpiny. A ponieważ jest to postać śmieszna, to i dystans artystki do kreowanej postaci był widoczny. Zwłaszcza w uśmiechu towarzyszącemu jej podczas reakcji widowni na przewrotne plany lalki, która ze służącej postanowiła zostać panią.

Doskonale ustawione siedzenia na widowni Teatru Królewskiego pozwalają każdemu z uwagą śledzić akcję opery. Widzieliśmy scenę dla lalek, ale też śpiewających solistów, a także całą orkiestrę, czyli Zespół Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense. Dyrygent Przemysław Fiugajski skoncentrował się na tym, aby oddać lekkość i taneczność muzyki Pergolesiego oraz zsynchronizować śpiew solistów z ruchami lalek. Efekt był nadzwyczajny. Zespół muzyczny zabrzmiał niezwykle harmonijnie i jakby został stworzony, aby grać w tym niezwykłym miejscu. Z całego zespołu najbardziej chciałbym wyróżnić klawesynistkę, która pokazała niezwykłe brzmienie tego instrumentu, idealnie zespolone z grą pozostałych członków orkiestry.

W przedstawieniu ważne są marionetki zaprojektowane przez Iwonę Makowską. Piękne postaci z barokowych oper są trochę jak ulubione przytulanki, które także można przebrać i pobawić się nimi jak zabawkami. Scenografia to dom dla lalek, ale dowcipny, bo pomnik może się ożywić, łóżko podskoczyć, a stół dziwnie uchylać. Także dziad z obrazu może nagle się odezwać, niezgodnie z porzekadłem. To idealna plastyczna realizacja, dostosowana specjalnie do miejsca, w którym jest pokazywana.

Przedsięwzięcie jest realizowane przez Warszawską Operę Kameralną w ramach cyklu muzycznego "Barok w Teatrze Królewskim". Zadowolenia nie kryje dyrekcja Łazienek. Przepięknie odnowiony Teatr Królewski stanie się magnesem dla widzów, którzy śledząc akcję opery, przenoszą się w bardzo dawne czasy. Na najbliższe przedstawienia bilety są już sprzedane, ale trzeba liczyć na to, że Teatr Marionetek Warszawskiej Opery Kameralnej już na stałe zagości w tym nadzwyczajnym miejscu Warszawy.

Wojciech Giczkowski
Teatr dla Was
29 lutego 2016

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia