Marnotrawny „chłopskisyn"

"Paternoster " - reż. Marek Fiedor - Wrocławski Teatr Współczesny im. Edmunda Wiercińskiego

„Paternoster" w reżyserii Marka Fiedora wydaje się opowieścią o powrocie niemożliwym. Chłopski syn, który wykształcił się w „ekonomii i teologii", czytał też „antropologów i Junga" gości w ojcowskim domostwie. A może raczej widzi mu się ten powrót, śni, majaczy... Oniryczna konstrukcja spektaklu i oryginalna scenografia wprawiają widza w przedziwny trans, nasycony kulturowymi znaczeniami.

Scenę, na której rozgrywają się wypadki opisywane w dramatach Helmuta Kajzara, jego esejach i wywiadach, okala półprzezroczysty prostopadłościan. Widzowie, siedzący po obu jego stronach, śledzą postępy akcji zza siatki o drobnych oczkach, która sprawia, że wydarzenia zdają się mało rzeczywiste, rozmyte rozpływające się w mrokach (nie)pamięci. Sceniczną przestrzeń ogranicza z jednej strony żelazna brama, z drugiej, pokryte kolcami przepierzenie. Stojący w rogu stół funkcjonuje zrazu jako małżeńskie łoże; w siatkowym „akwarium" znajdują się też drewniane platformy i żelazne obręcze, budzące skojarzenia z dziecięcym placem zabaw.

Umowność scenografii osadza akcję w swoistym bezczasie, mitycznym „teraz". Główny bohater, powracający do domu Józio (kolejna znakomita rola Jerzego Senatora), jest równocześnie małym chłopcem, bezradnym wobec ojcowskiej tyranii, dojrzewającym mężczyzną-studentem, mężczyzną dojrzałym, wreszcie – starym. Jego postać jest nośnikiem wielu ról rodzinnych i społecznych, które w kolejnych scenach wzajemnie się przenikają. Scena pierwszego spotkania z ojcem jest przeciwieństwem biblijnej przypowieści o synu marnotrawnym. Winą syna jest wyrzeczenie się chłopskiego pochodzenia i „wyjście na ludzi": ojciec reaguje gwałtownym gniewem, nie chcąc przyjąć go pod swój dach.

Relacje ojca i syna to zresztą, jak sugeruje tytuł, główna oś akcji. Józio (mimo występowania w zróżnicowanych wiekowo rolach jego imię wciąż pozostaje Gombrowiczowsko „upupione") walczy o uznanie ojca. Jedyną słuszną drogą wydaje mu się wyniesienie go na piedestał: stąd kolejno następujące nominacje rodziciela na „buchaltera", nadzwyczajnego ministra rolnictwa czy wreszcie – cesarza, przed którym zgina się kolana.

Opozycja ojciec-syn znajduje swoją analogię w przeciwstawieniu harmonii i trudu wiejskiego życia z miejskich blichtrem i pogonią za karierą. Józio jest artystą, reżyserem teatralnym, poszukującym nieustannie własnej tożsamości, własnej wizji teatru, lecz jest w tym niesamowicie wprost zagubiony (świetnie oddaje to scena wywiadu, w której po wycyzelowanych intelektualnie wypowiedziach o swojej twórczości, Józio prosi natrętną dziennikarkę o spotkanie w innym terminie).

Spektakl ma w sobie żywioł dwubiegunowości. Następuje w nim również zderzenie kobiecości i męskości w samej naturze bohatera, który boryka się z własnym homoseksualizmem, łamiąc serca wielu kobietom. Niewinna, z wielką czułością ukazywana dziecinna seksualność zderza się z wizjami brutalnej namiętności. Nadrzędnym problemem bohaterów jest brak miłości, której uosobieniem i uzasadnieniem jest postać matki.

Opozycje ważkich pojęć znajdują na scenie swój wyraz w tragikomicznych ciągach zdarzeń, wizji, snów i wspomnień. Nie zabrakło w nich soczystych, wielowymiarowych bohaterów, wśród których prym wiodą ciotka Wala i wujek Buniek (groteskowe role Renaty Kościelniak i Tadeusza Ratuszniaka) a także ciotka Iza i wuj Jacuś (rubaszni Anna Kieca i Krzysztof Boczkowski). Wujostwo niby melodia ze zdartej płyty, powracają do domu Józia kilkakrotnie, by witać zbłąkanego krewniaka i niezbyt wiele pojmować z jego słów (groteskowo wypada zwłaszcza dialog, w którym z elokwentnego wywodu Józia wujostwo rozumieją jedynie słowo „dupa").

W szaleńczym pędzie zdarzeń, któremu rytm nadaje logika pamięci, liryczne wyznania łączą się z komediowymi epizodami, a doniosłość i powagę przełamuje szyderstwo ( „spowiedź" kochanki Józia przeradza się w wiejskie wesele, a spokojna kolacja zostaje przerwana przez syrenę alarmową, obwieszczającą nadejście SS-mańskiego żołnierza, którego – po chwilach grozy – ojciec bez trudu rozbraja i przepędza). Podtrzymywaniu dramatycznego napięcia, które nie opada ani na chwilę, służy przede wszystkim znakomite aktorstwo.

„Patenoster" to spektakl przedziwny, lecz w tej niezwykłości bardzo bliski paradoksom życia. Oglądając perypetie głównego bohatera, jakby zza szklanego klosza, niby przez dziurkę od klucza, odnajdujemy w nim swoje niepokoje i rozterki. I – jakkolwiek zabrzmi to banalnie – przedstawienie Fiedora realizuje ideę teatru wyrażoną na scenie prze głównego bohatera. Jest bliskie życiu, stawia sobie za zadanie ukazanie rzeczywistości w jak najpełniejszym wymiarze. I nie tylko jest opowieścią, lecz także inspiracja do innych opowieści. Takich, które widz snuje tylko prze samym sobą.

 

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
27 września 2014

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia