Martwe dusze martwe mewy

"Mewa" - reż. Agnieszka Glińska - Teatr Narodowy w Warszawie

Są samotni, zgorzkniali, przegrani. Przeżywają tylko niespełnione ambicje, miłości, cierpienie. Żyją obok siebie, nie walczą o zmiany. Właśnie o takich ludziach jest "Mewa" w reżyserii Glińskiej

Nie ma jeziora, dworu Sorina, kumkania żab, krzyku mew. Kilka krzeseł, scena Trieplewa, leżaki, sofa. Całą inscenizację charakteryzuje scenograficzny minimalizm - uwagę mamy skupić na galerii Czechowowskich postaci, śledząc ich najmniejsze nawet gesty i rzucone mimochodem słowa.

"Komedia, trzy role żeńskie, sześć męskich (...), dużo rozmów o literaturze, mało akcji, pięć pudów miłości" - tak swój dramat zapowiadał autor. W istocie, osią sztuki są miłosne relacje - kocha tu każdy, i każdy niewłaściwą osobę. Zakompleksiony nauczyciel Miedwiedienko - Maszę. Ta - początkującego pisarza, który hołduje nowym formom w sztuce Trieplewa. Trieplew - marzącą o aktorskiej sławie Ninę, ona - beletrystę Trigorina. Trigorina kocha też aktorka Arkadina, a matka Maszy Polina lekarza Dorna - ten jednak nie chce się zdecydować. Ci nieszczęśliwcy i nadwrażliwcy pewnego lata zostają wrzuceni do jednej klatki - salonu-dworu ziemianina Sorina.

Chociaż spektakl ani na chwilę nie traci rytmu i dynamiki, Glińska bada swoich bohaterów uważnie. Demaskuje ich pustkę, kompleksy i umiejętność, którą dopracowali w sobie do perfekcji - nie-brania udziału w życiu. Za nerwowym śmiechem ukrywają wstyd za swoją bierność.

Taka jest aktorka Arkadina Joanny Szczepkowskiej - trochę szpanerka, trochę kabotynka, kiedy twierdzi, że może zagrać nawet piętnastkę. Wyniośle i szerokim gestem podkreśla swoją gwiazdorską pozycję, nie waha się jednak prosić kochanka Triogorina, by nie uciekał do młodziutkiej Niny. Patrycja Soliman jako Masza gra więcej niż w tę rolę wpisano - dumna, wyprostowana jak struna w czarnej, idealnie skrojonej sukni z lekceważeniem, ironicznie się uśmiechając, patrzy na gości dworu. Pod maską obojętności kryje jednak katującą ją samotność, ma nieobecne oczy. Znakomita jest też Nina Dominiki Kluźniak - zwłaszcza w ostatnim akcie, kiedy przegrana pojawia się we dworze. Nie jest już wtedy niepoprawną marzycielką, tylko kobietą okrutnie doświadczoną przez życie - nie zadebiutowała przecież w Moskwie, Trigorin się nią szybko znudził i straciła dziecko. Jest jak zestrzelona niegdyś przez Trieplewa mewa. Ale śmieje się z tego - to jej broń, sposób, by ogrywać upadek na dno. Zaszła przecież dalej niż Trieplew (Modest Ruciński), bo ten zatrzymał się w buncie, w nowoczesnym pisarstwie nie może zrobić kolejnego kroku, dlatego popełni samobójstwo. Jakby Glińska mówiła: "Popatrzcie, idealnie odgrywają swoje role i tak bardzo są nienaturalni, że nienaturalność stała się ich normalnością, już nie potrafią inaczej". Nawet kiedy grają w loteryjkę, ogarnia ich marazm, nie walczą, nie rywalizują. Są nieobecni.

Patrycja Soliman: Mężczyzną, który jako pierwszy okazał Maszy jakieś uczucie, był Konstanty Trieplew, dlatego uznała go za przewodnika.

Borys Trigorin otworzył przed nią drzwi do wielkiego świata. Dojrzały, mądry, imponował jej. A ona pomyślała, że jest dla niego ważna i być może stanie się inspiracją do stworzenia kolejnej bohaterki ego powieści - dziewczyny, która mieszka nad jeziorem i jest wolna ak mewa. Zawsze marzyła, by być czyjąś muzą. Zbudowała w głowie własną legendę - aktorki, która miała romans ze słynnym pisarzem i straciła dziecko. Agnieszka Glińska jest w tym spektaklu wierna literom tekstu. Szanuje nawet to, co Czechow napisał w didaskaliach. Czyta "Mewę" najprościej, jak się da, nie zatrzymuje się w połowie drogi, drąży każdy szczegół. Nie ma współczesnych akcentów, bo po co? Czechow w zupełności wystarczy.

Agnieszka Michalak
Dziennik Gazeta Prawna
27 listopada 2010

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...