Martwe punkty

"Pijacy" - reż: Barbara Wysocka - Stary Teatr w Krakowie

Krajobrazy pijaństwa są znane i stanowią stały element miasta, blokowiska. Tutaj przejdzie ktoś nietrzeźwy, tam się przewróci na ulicy, zaśnie na ławce. Wyłączamy te przypadki z widnokręgu i idziemy dalej. "Spektakl Pijacy" wykorzystuje typowość tych sytuacji, wpasowując ją w formę komedii moralizatorskiej Franciszka Bohomolca, aby rozsadzić nie tylko tekst dramatu, ale i cały teatr.

Reżyserka skutecznie łamie czarno-białość i dydaktyczność słów Bohomolca. Nadając im nowe znaczenia, dopasowuje do współczesności i odrzuca wizje jezuity. Dwoje służących (Małgorzata Zawadzka i Marcin Kalisz) to dzieciaki z podwórka, a towarzystwo ziemiańskie przeniosło się do garaży. Mała społeczność ma swoją hierarchię i zasady, czyli: dumę gospodarza, wytrzymałość w piciu oraz płynny honor. 

Nie doświadczamy jednak tylko uwspółcześnienia, ale też i walki z formą i iluzyjnością spektaklu. W scenie romansu służka ze zdenerwowaniem odrzuca zaloty tłumacząc, iż nie ma na nich miejsca w sztuce. Zmiany, nieregularności akcji oraz przerywniki pomiędzy scenami, które są zbiorem statystyk i kronik policyjnych związanych z nadużyciami alkoholu, wprowadzają zachwianie rozchwianie iluzji oraz powodują uczucie rozpadu. Wszystko prowadzi do zakończenia z piosenką „Teatr uczy nas żyć”, podważając kolejną próbę zakwalifikowania spektaklu pod jakąś prostą kategorię. „Pijacy”, będąc świetnie zagraną komedią, wymierzają ostrze w samą siebie – w mechanizmy, słowa i kreacje. 

Wydarzenia dzieją się na podwórku obok trzepaka i kosza na śmieci. Z tyłu scenyznajdują się garaże, a na nich Iwroński (Krzysztof Zawadzki), grający od początku spektaklu na gitarze i kreujący ciekawą postać przetrawionego rockmana, tworzący zgrzytliwe tło dla przerywników statystycznych. W tej przestrzeni intrygująca jest również ruchliwość postaci przewijających się po scenie, tworząc atmosferę zwyczajnego podwórka. W pewnym momencie wszystko przeradza się w niemal filmową wizję wędrówki nocą przez miasto. Kolejne epizodziki alkoholowe są skumulowane tak, że wszystkie rozgrywają się naraz na obrotowej scenie. Szyldy sklepów i apteki są opuszczane z góry i podnoszone, a do tego włączone zostaje niebieskie światło syreny policyjnej. Dźwięki muzyki Toma Waitsa pogłębiają to wrażenie tworząc ciekawy, wielopłaszczyznowy obraz miasta i pijaństwa. 

„Pijacy” sprawdzają wytrzymałość mowy. Czarno-białe postacie Bohomolca, jego złote sentencje przepuszczane są przez usta prawdziwie alkoholiczne. Niezwykle pasują do nich i pokazują, z jaką wzniosłością podchodzi się w Polsce do alkoholu. Tworzone postacie wykorzystują schematy i obrazy, bawiąc na wielu poziomach – od odwołań do ojca chrzestnego do farsowych postaci, wprowadzających humor samą obecnością. 

Sceny zbiorowe zaskakują precyzją – atakują nas kakofonią wątków, wydarzeń, dialogów i monologów. Jedynie w tym wymiarze monolog postaci granej przez Romana Garncanczyka jest silnym przekazem. Słowa nie są wypowiadane nigdy w pustą przestrzeń, a obleczone bogato sytuacjami i kontekstami. Niczym w mrowisku widzimy postacie wokół, pochłonięte sobą lub zapowiadające kolejne wydarzenia. 

Oglądając spektakl, doznaje się uczucia podróży przez obrazy znane, widziane i niechciane. Spokojna prezentacja przypomina trochę początkowe filmy Jima Jarmusha, opowiedziane nieśpiesznie i z humorem. Wydaje się, iż w spektaklu mało ważne są poszczególne sceny, lecz to całość drogi i martwe punkty widnokręgu.

Justyna Stasiowska
Dziennik Teatralny Kraków
9 maja 2009

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki