Marzenia moje o bruk rozbij bezmyślnie

"Merylin Mongoł" - reż. Bogusław Linda - Teatr Ateneum w Warszawie

Nikołaj Kolada przez wielu uznawany jest za jednego z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy. Jego sztuki (napisał ich ponad osiemdziesiąt) grane są na świecie równie często, jak dramaty Czechowa. Jedną z najpopularniejszych pozostaje „Merylin Mongoł” napisana w 1989 roku, z którą na deskach Teatru Ateneum mierzy się Bogusław Linda.

Dramat Kolady przedarł się do światowej opinii jako jeden z pierwszych zagłębiających się w problematykę współczesnej rosyjskiej prowincji. Cechując się świetnie napisanymi dialogami i reporterską wnikliwością, przede wszystkim odsłania brutalną prawdę, że świata nie zbawi literatura o społecznych ambicjach, a  dla prowincjonalnej dziewczyny zrealizowanie marzeń o życiu w wielkim mieście jest tak prawdopodobne, jak koniec świata przepowiedziany przez osiedlową babę.

Tytułowa Merylin Mongoł to Olga (Olga Szarzyńska), na wskroś zwykła dziewczyna z ponurego blokowiska w prowincjonalnej dziurze. Znaczące przezwisko bohaterki (oryginalnie Murlin Murło) jest kombinacją imienia Marylin Monroe i słowa "murło", gęba. Tłamszona przez matkę, nierozumiana przez starszą siostrę alkoholiczkę, poniżana przez sąsiada dresiarza, u którego bezskutecznie szukała miłości, pragnie wyjechać do wielkiego miasta, by zacząć żyć naprawdę. Okazja pojawia się, gdy do mieszkania matki wprowadza się młody student, Aleksy – pełen zapału, ideałów i z ambicjami do napisania powieści, która ma zmienić świat. Dla Olgi Aleksy staje się szansą do opuszczenia miałkiego świata. Widzi w chłopaku swój ratunek, w jego świeżości pokładając wszelkie nadzieje. Niestety te naiwne nadzieje runą jak domek z kart, gdy okaże się, że Aleksemu bardziej niż na zbawianiu świata przez literaturę zależy na uratowaniu własnej skóry, a Olga pozostaje dla niego jedynie niewygodą, osobą która wpakowała go w poważne tarapaty, wzbudzając zazdrość w osiedlowym typie spod ciemnej gwiazdy.

Spektakl można podzielić na dwie części – w pierwszej poznajemy Olgę i wulgarnego osiłka Michała (Marcin Dorociński), który mieszka w tym samym bloku, a posiadanie żony i dzieci nie przeszkadza mu w figlach z młodą i ponętną sąsiadką. Dorociński przekonująco przedstawił portret człowieka prymitywnego, skoncentrowanego tylko na własnych żądzach. Tutaj też zauważamy opozycję, w jakiej pozostają męscy bohaterowie spektaklu: gruboskórny Michał dresiarz oraz delikatny i wrażliwy Aleksy, w którego wcielił się Dariusz Wnuk. Do tego momentu przedstawienie jest interesujące, ale mało barwne. Sytuacja zmienia się, gdy na scenę wkracza Agata Kulsza w roli Inny, siostry Olgi, od tej chwili zaczyna się druga część spektaklu zdominowana przez Kuleszę. Aktorka znakomicie zagrała zniszczoną życiem, ale wciąż jeszcze młodą rozwódkę, która wszelkie nieszczęścia rekompensuje dużą dozą wódki. To ona wyznacza rytm spektaklu. Choć Inna kocha swoją siostrę, miłość jej nie jest silniejsza od miłości własnej – postanawia dołączyć do Aleksego pospiesznie wyjeżdżającego z miasteczka i Olgi uczepionej jego boku, której nie w smak jest podróż z pijaną siostrą.

Scenografka Małgorzata Szczęśniak wiernie odtworzyła typowe mieszkanie w prowincjonalnym mieście. Po lewej stronie sceny stara wersalka, metalowe umywalki z matowym lustrem, pod którym jedyną rzeczą jest krwistoczerwona szminka, Olga pomaluje nią usta, by oczarować nieśmiałego studenta. Po prawej drewniany stolik (to tu Aleksy usilnie będzie próbował napisać największą powieść od czasów Dostojewskiego), za nim łóżko, obok drewniana szafa, z tyłu sceny okna i wyjście na balkon, z którego Olga nasłuchiwać będzie, czy przypadkiem nie zbliża się zapowiedziany przez sąsiadkę koniec świata. Umiejętnie dopracowane szczegóły scenograficzne sprawiają wrażenie, że scena rzeczywiście znajduje się na jednym z wyższych pięter szarego wieżowca. Jest też malutki pokoik bohaterki (lekko wysunięty po lewej stronie sceny). Panująca w nim na ogół ciemność i ubogość sprzętów (raptem jedno łóżko, nic więcej) oddaje klaustrofobiczny nastrój duszy Olgi. Sama Szarzyńska zagrała interesująco, jednak rola jej blednie przy kreacji Kuleszy.

„Merylin Mongoł” to smutny, ale w swym realizmie przekonywający obraz tragicznego zderzenia młodzieńczych marzeń z wszechogarniającą beznadzieją. Linda pozostając wiernym Koladzie potrafił poprowadzić aktorów przez prowincjonalny świat niszczejących nadziei, nie rezygnując jednocześnie z poczucia humoru. I choć spektakl śmieszy tylko do pewnego stopnia (cudze nieszczęścia poprawiają humor, jak mało co), to śmieszność tę reżyser zgrabnie przeniósł w polskie realia.

Paulina Aleksandra Grubek
Dziennik Teatralny Warszawa
5 marca 2014
Portrety
Bogusław Linda

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia