Marzycielki

"Amatorki" - reż. Ewelina Marciniak - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna? Historia przedstawiona na deskach Teatru Wybrzeże dowodzi istnienia dwóch, wzajemnie się wykluczających rozwiązań: kariera albo małżeństwo.

Karierą w tym wypadku jest nauka krawiectwa. Takiego losu pragnie Paula – wyjechać do Włoch i za własne pieniądze pójść do kina. Kiedy już to osiągnie, poszuka męża. W tym świecie dziewczęta mogą zostać jedynie gospodyniami domowymi albo sprzedawczyniami. Praca jest przystankiem na drodze do prawdziwego życia – założenia rodziny. Brakiem teraźniejszości w oczekiwaniu na przyszłość. Sprawą bardziej męską. Powołaniem kobiety są uczucia, każda marzy przecież wyłącznie o miłości. Brigitte nie ma tak wygórowanych ambicji jak Paula. Chce być tylko kobietą, żoną Heinza. On jest kimś niepowtarzalnym, potrzebnym, aby Brigitte mogła zaistnieć, być pełnowartościowym człowiekiem. Mimo iż, marzenia obu dziewczyn są różne, to ich życie wygląda podobnie. Powtarzają utrwalone schematy, idą tą samą drogą, co ich matki. Skoro one musiały usługiwać mężom to dlaczego córki miałyby mieć lepiej? Rola kobiety ogranicza się do seksu i prowadzenia domu. Ciało jest jej głównym atutem.

Równoległe ukazanie losów dwóch par (Brigitte i Heinz, Paula i Erich) to konfrontacja wzajemnych potrzeb, zestawienie nadziei z rzeczywistością. Odsłonięte zostają absurdy stereotypów, którymi wciąż się kierujemy, aby wypełniać społeczne oczekiwania. Powieść Elfriede Jelinek, na podstawie której zrealizowano przedstawienie jest ostrą, zaczepną, pełną ironii i paradoksów historią. To samo można powiedzieć o spektaklu. Ewelina Marciniak posługuje się podobnymi środkami, co austriacka laureatka literackiej nagrody Nobla – przemawia ironicznym językiem groteski, świadomie gra kiczem. Adaptacja zyskuje na wplecionych elementach improwizacji i ciekawej choreografii autorstwa Dominiki Knapik. Bohaterki Jelinek w teatrze nie mają w sobie nic z nijakości, jaką odnaleźć można w książce. Ich zachowania determinują rozwój wydarzeń. Pod laurką romantycznych uniesień kryje się brutalna prawda. Jednak do pewnego stopnia forma przysłania ciężar treści.
Spektakl rozpoczyna się podwórkową grą „w nogę". Podobnie jak podawana jest butelka mleka – substytut piłki, tak odbijane są wypowiedzi bohaterów. Brigitte, Paula, Heinz i Erich, czyli Dorota Androsz, Katarzyna Dałek, Piotr Biedroń i Piotr Domalewski tworzą cudownie zgrany kwartet. Język teatralnej adaptacji umiejętnie odzwierciedla formę prozy. Jest brutalny i drapieżny. Pisane małą literą początki zdań i imiona bohaterów przekładają się na brak hierarchii w przedstawionym świecie, który pozbawiony został wyższych uczuć
i wartości. Mówienie o sobie w trzecioosobowej formie, przybieranie roli bohatera – narratora stanowi przykrywkę dla emocji. Jednak postacie ściągają maski, tracą kontrolę, czego wyrazem są kwestie wypowiadane w formie pierwszoosobowej. Dobrze wypadają także Małgorzata Brajner i Krzysztof Matuszewski w epizodycznych rolach rodziców. Nie do końca uzasadniona jest jednak obecność Ali Masskotki w roli Audrey Hepburn – niedoścignionego ideału kobiecości.
Scena wydaje się być pusta. Okala ją jedynie pierwotny bluszcz, będący idealnym tłem dla prymitywnych zwierzęcych zachowań. Pomysłowo ograne zostały też rekwizyty, przede wszystkim ciasto, którym częstowani są widzowie.
Jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych 2012 roku, najlepsze przedstawienie, wyróżnienia dla aktorek – „Amatorki" zebrały wiele laurów, co jest całkowicie uzasadnione. To odważny, energetyczny spektakl, konsekwentny zarówno na płaszczyźnie gry aktorskiej, jak i scenografii oraz muzyki.

Magda Mielke
Dziennik Teatralny Trójmiasto
26 lutego 2014

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia

Encyklopedia Teatru Po...
Janusz Legoń