Masochistyczna drwina

"Farinelli" - reż. Łukasz Twarkowski - Teatr Polski we Wrocławiu

Hasło: Farinelli. Pierwsze skojarzenia: kastrat, ogłuszający głos, piękny, kobiecy, opera, tłumy u stóp, sława, problemy z seksualnością, problemy, płeć-zaburzenia, film Gérarda Corbiau, pióra, homoseksualizm, zmagania artysty. Bo "Farinelli" Bartosza Porczyka, Anki Herbut i Łukasza Twarkowskiego uszyty jest właśnie ze skojarzeń o genialnym śpiewaku, ostatnim kastracie, kimś ogołoconym z płci i własnej tożsamości.

Dlatego do dziś budząca tyle zgorszenia co fascynacji postać osiemnastowiecznego włoskiego śpiewaka wydaje się tylko asumptem do dyskusji o seksualności, a przy okazji o kondycji współczesnego artysty. Nie ma tu jednak mowy o próbie przybliżenia widzowi, kim był Carlo Broschi (tak naprawdę nazywał się Farinelli). Twórcy próbują raczej wgryźć się trochę w kogoś, kto dla kariery zrezygnował z siebie. Próbują namalować wyobrażenie o kimś, kto pozbawiony własnej osobowości tym bardziej potrafi wchodzić w skóry innych. O kimś, kto być może więcej czuje i widzi niż oni. Wreszcie o artyście łechtanym i rozpieszczanym przez publiczność, która oklaskami i kwiatami daje mu tlen. W jego krwi płynie przecież więcej próżności i zepsucia niż w Casanovie i Don Juanie razem wziętych.

Takiego narcystycznego potwora próbuje odtworzyć na scenie Bartosz Porczyk. Z powodzeniem zresztą. Uwodzi publiczność już w pierwszym monologu. Mówi jak chirurg, który przeprowadza kastrację, ale tak naprawdę to Farinelli, który wszedł w skórę medyka. Sączy słowa do mikrofonu od niechcenia, beznamiętnie, jakby trawił każde z nich. A jednak, przy ledwo tlącym się świetle i pulsującej muzyce (robota Bogumiła Misali), które podsycają nastój tajemniczości i niepokoju, bucha z niego namiętność i seksapil. Schodzi ze sceny jak półczłowiek, półrobot - wyjałowiona maszyna. Wraca w damskiej sukience i koturnach. Jest kobietą, "nierozłączką" Farinellego. Zachowuje się jak dzikie zwierzę w zamkniętej klatce umysłu. Wyje z bólu, wije się po scenie (przerobionej na współczesne studio nagraniowe), pręży się przed kamerą niczym pierwszej klasy celebryta. Jego dwie natury wyłażą w każdym geście i mrugnięciu okiem. Bohater mówi o pragnieniach występowania w piórach egzotycznego ptaka, o marzeniach bycia "pierwszą intelektualno-muzyczną kurwą", wyznaje "Jesteś mną bardziej niż ja. () Jest tylko czarna dziura między tobą i mną, a ty udajesz, że mnie nie widzisz!" Oto mamy zatem przed sobą do bólu samotną, dotkniętą zanikiem woli s/he, która nie radzi sobie ze sławą i nie umie odnaleźć się w świecie chwilowych wartości.

W ostatniej części przedstawienia twórcy zdają się porównywać włoskiego kastrata do współczesnego artysty. Porczyk gra bowiem siebie - aktora, który mierzy się z rolą Farinellego. Kokietuje publiczność, przekonując, że boi się śmieszności i banału. Odwołuje się do własnych doświadczeń, problemów z budowaniem scenicznej rzeczywistości, sztuczności. Jest trochę żałosnym kabotynem, a trochę megalomanem, kiedy mówi, że chleje, pali i bawi się, jak każdy porządny aktor...

Całość układa się w teatralny esej, w którym gęsto od znaczeń. Tym bardziej że twórcy dopełniają spektakl filmami wyświetlanymi z tyłu sceny. Część z nich to obrazy przedstawiające małego chłopca (Kacper Kuryś) błądzącego po ulicach, ciemnych zaułkach i tunelach, a część to swoisty wywiad z Porczykiem o jego wyobrażeniach dotyczących Farinellego. Ktoś powie, że esej powinien mieć mocną podstawę literacką, a w przypadku inscenizacji Twarkowskiego ta kuleje, a niektóre fragmenty ocierają się wręcz o grafomanię, niezrozumiały żart. I pewnie będzie miał trochę racji. Jednak wydaje się, że twórcom zależało na narysowaniu dość ostrą kreską niespójność myśli, chaosu, wariacji wcieleń, zamętu, jaki może mieć ktoś z amputowaną tożsamością. Farinelli Porczyka jest przecież śmieszny i tragiczny zarazem. Masochistycznie drwi z własnej degradacji oraz aktorstwa. I ta drwina długo jeszcze po opuszczeniu widowni siedzi w głowie.

Agnieszka Michalak
Materiały Konkursowe
7 stycznia 2012

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia