Mayday 2

"Mayday 2" - reż. Krystyna Janda - Och-Teatr w Warszawie

Wszystkim panom ku przestrodze, albowiem: "Mimo tak wielkie płci naszej zalety,

My rządzim światem, a nami kobiety" - ["Pieśń VI" - Ignacy Krasicki]

"Mayday 2", to kontynuacja perypetii głównego bohatera Johna Smitha [Rafał Rutkowski], jakie przeżywał w części pierwszej, czyli w Mayday. Pomimo upływu prawie dwóch dziesięcioleci, w jego życiu nic się nie zmieniło: te same dwie żony, te same dwa adresy zamieszkania, taka sama praca (jazda taksówką), dzieci, które pojawiły się w tzw. międzyczasie też te same, najlepszy przyjaciel / współlokator [Artur Barciś] ten sam, nawet kajecik, w którym John zapisuje swój codzienny rozkład dnia też. Zmieniła się tylko jedna rzecz - pojawił się Internet, a tym samym raz na zawsze wymazana została z powierzchni ziemi anonimowość. Smith nie do końca orientuje się, że można w nim wyszukać, bądź przypadkowo natrafić na wszelkie informacje chciane i nie chciane. A jego dzieci i owszem, są tego świadome. No i właśnie takie internetowe "czatowanie" córki [Olga Sarzyńska / Justyna Schneider] i syna [Bartłomiej Firlet / Adam Serowaniec] Johna staje się przyczyną kolejnego zawiązania akcji przypominającej węzeł gordyjski, połączony z trzęsieniem ziemi.

Ci widzowie, którzy oglądali część pierwszą, znają już doskonale dwóch głównych bohaterów - Johna i Stanleya i znają ich reakcje na spadające na nich nieprzewidziane sytuacje. Obydwaj panowie: Barciś i Rutkowski utrzymują poziom z części pierwszej, tzn. są przezabawni w swoich działaniach i reakcjach na przeciwności losu. Dwójka dzieci jest z życia wzięta. Kto miał / ma potomka w tym wieku, wie jak zachowują się kolejne pokolenia wychowane na telefonach komórkowych, Internecie i forach społecznościowych. Młodzi aktorzy nie muszą nawet zbytnio grać, aby swym zachowaniem zaznaczyć, co myślą o pokoleniu swoich rodziców i jak traktują ich wszystkie dobre rady (w tym wszelkie nakazy i zakazy). To mocny punkt komicznogenny. I młodzi zupełnie dobrze sobie z nim radzą. Dwie żony (czyli Maria Seweryn i na zmianę Monika Fronczek i Małgorzata Klara) znakomicie grają połowice Johna Smitha. Dbają o niego, martwią się gdy się spóźnia, przygotowują smakowite śniadanka do pracy i w ogóle są kochającymi żonami. Każda w innym stylu ale dzięki temu John ma dodatkowe urozmaicenie w życiu. W "Mayday 2", odnosi się wrażenie, że obydwie panie zdecydowanie rozkręcają się w miarę upływy czasu. Zarówno przed, jak i po przerwie początki są raczej spokojne ale im bliżej końca, tym większy "power" w nie wstępuje.

Kilka słów należy poświęcić nowej postaci, której nie było w części pierwszej ("Mayday"), czyli ojcu Stanleya. W spektaklu 23 lutego 2015 r. grał go Stanisław Brudny. To ogromna radość móc oglądać na scenie tego aktora. W tej chwili jest w wieku predestynującym go do grania dziadków lub co najmniej ojców bardzo już dorosłych bohaterów. Brudny, to stara (w najlepszym tego słowa znaczeniu) szkoła polskiego aktorstwa. Można powiedzieć, że to jeden z ostatnich, który "poloneza tak wodzi". Przez wiele lat był podstawowym aktorem w zespole Józefa Szajny, a jak wiadomo nie był to teatr stanisławowski. Później stanowił filar teatru Grzegorzewskiego, który też nie zaliczał się do tradycyjnych. Zarówno Szajna, jak i Grzegorzewski tworzyli teatr plastyczny, wizualny, wysublimowany, nazywany wręcz niszowym. A jednak, w każdej swej roli Brudny był zauważalny i należy cieszyć się, że teraz coraz częściej ma możliwość pokazania szerszej publiczności swój kunszt aktorski. I to zarówno w rolach dramatycznych (np. rola Ojca w filmie Las - reż. Piotr Dumała) ale także w lżejszym repertuarze, jak np. właśnie "Mayday 2". Bardzo dobra rola.

A skąd wziął się cytat z księdza biskupa na samym początku tej recenzji? Żeby poznać odpowiedź trzeba pójść na spektakl, pośmiać się przez dwie godziny i zobaczyć ostatnie sceny. Znakomite. Godne finału.

Krzysztof Stopczyk
http://kulturalnie.waw.pl
3 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...