Mel i Fel

"Kolega Mela Gibsona" - reż: Waldemar Patlewicz - Teatr Korez w Katowicach

Wybija godzina 19.00. W Teatrze Korez powinien właśnie rozpocząć się "Scenariusz dla 3 aktorów". Jednak tego wieczoru na pewno nikt go nie zobaczy. Nastąpiła nagła zmiana w repertuarze. W zamian "Scenariusza dla 3 aktorów" zaproponowano nam monodram - "Kolegę Mela Gibsona" w wykonaniu Mirosława Neinerta.

Niektórzy widzowie, przychodząc na \'Scenariusz..." poczynili już nawet odpowiednie przygotowania!  Grupa licealistów wiedząc, że aktorzy podczas grania "Scenariusza..." „pożyczają” od widzów torebki, postanowiła umieścić w nich przeróżne niebanalne przedmioty m.in. płytę, na której nagrali swoje pozdrowienia dla Teatru Korez. Czy pyta dotarła do właścicieli? O tym opowiem na końcu. Teraz przedźmy do meritum, czyli do "Kolegi Mela Gibsona".

Większość widzów postanowiła pozostać na spektaklu. Czy warto było zostać i zobaczyć spektakl? Pytanie postawione powyżej wydaje się być pytaniem retorycznym, albowiem spektakl został wielokrotnie nagradzany na różnych festiwalach (zdobył m.in. nagrodę główna na VI Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Warszawie) co świadczy o jego klasie.  

„Nos wielki może mieć tylko człek uczony”- od tych słów rozpoczyna swój monodram Mirosław Neinert. Widzimy aktora ubranego w więzienny strój, rozmawiającego z komisarzem policji. Osoba prowadząca dialog to artysta. Ba! I to nie byle jaki! Oto stoi przed nami prawdziwa gwiazda! Zwykł się podpisywać Feliks Rzepka czyli Cyran de Bergerac. I niech strój nikogo nie zmyli! To aktor, artysta, wirtuoz, który jest dumny, pewny siebie, który rozdawał setki „autosów” (autografów) i, który zawsze gra do końca - nawet, gdy na sali znajduje się tylko jedna osoba. 

Osobę Feliksa poznajemy podczas całego półtoragodzinnego monodramu. I co ważne - ciągle nas ta postać zaskakuje. Wpływ na to ma przede wszystkim znakomita, wręcz perfekcyjna gra Mirosława Neinerta. Jego gesty, mimika - zwłaszcza mimika! - intonacja głosu są tak autentyczne, prawdziwe, realne, że jesteśmy w stanie przenieść się wraz z bohaterem w jego wspomnienia, być i odczuwać to, co on, przeżywać i wierzyć, że to się naprawdę wydarzyło, że ta osoba stojąca przed nami tam była i wszystko to, o czym mówi zobaczyła. Między innymi dlatego, że Neinert potrafił doskonale naśladować głos Andrzeja Wajdy czy Bogusława Lindy, co w znaczny sposób wzbogaciło spektakl. 

„Kolega Mela Gibsona” grany jest od 2007 roku. Musi więc być w nim coś takiego, co ciągle przyciąga ludzi jak magnes. Tym czymś, według mnie, jest jego aktualność. Treść monologu jest wciąż zmieniania i aktualizowana przez Neinerta. Muszę się odnieść tutaj do naszego niemalże narodowego bohatera - Feliksa Rzepki. To osoba tak znana, że wszystkie gazety chcą znać jego poglądy. Pytają go więc o aktualne sprawy, wydarzenia: czy miasto Katowice może być Europejską Stolicą Kultury? co zrobić z dworcem w Katowicach - zburzyć czy modernizować? Aktualność odnajdziemy w polityce - „lubię Lufthansę, zwłaszcza za to, co zrobili Jasiowi” czy sporcie - „Majewskiego wzięli, Beenhakkera wyrzucili”. I właśnie lecąc Lufthansą w business class Fel poznał Mela. Ale co to było za spotkanie! Pełne nieoczekiwanych splotów, z których dowiemy się, że Mel Gibson to osoba straszliwie zazdrosna.  

Ci, którzy mieli nadzieję zobaczyć półtoragodzinny maraton śmiechu, jakim jest "Scenariusz dla 3 aktorów" myślę, że się nie zawiedli. Śmiech towarzyszył temu przedstawieniu od samego początku do samego końca. Sama historia jest zabawna. Dochodzi do tego wspaniała gra aktorska oraz zaangażowanie publiczności. I tu muszę koniecznie coś podkreślić. Poza wspólnym śpiewem z widownią pieśni „O rozmarynie”, demonstrowaniu jak powinien wyglądać uścisk dłoni, zdarzyło się coś niezaplanowanego... Na widowni, podczas gdy Feliks Rzepka wygłaszał monolog o swej wspaniałości, nagle rozlega się dźwięk telefonu komórkowego. Aktor może zrobić dwie rzeczy: zbyć ten odgłos milczeniem, albo nawiązać do niego. Neinert wybrał drugą opcję i do swej przemowy dorzucił jeszcze, że na jego spektaklach „nigdy się telefon komórkowy nie włączył. No, może raz się włączył, ale ten człowiek później popełnił samobójstwo.” Doskonały kontakt z publicznością to ogromna zaleta Neinerta i całego Teatru Korez. 

A o czym właściwie jest spektakl? Czy to tylko historia zwolnionego z teatru aktora? Dla mnie to także ukazanie życia aktora. Aktor - wiecznie zagoniony, rzadko przebywający w domu, zwracający się do swojej żony „żabcia”. Z drugiej strony obraz życia artysty zostaje tu ujęty w ramy stereotypowe. Aktor - jak się dowiadujemy - nawet normalnie prezentów nie odpakowuje. Normalnie ręki nie podaje - „on patrzy w oczy, ściska mocniej, ale nie za mocna, żeby flapa nie podać”. Normalnie „na kibel nie siada” - dla niego publiczność to kafelki, choć nic nie mówią, ale za to błyszczą. Co robi aktor, gdy zostaje zwolniony z teatru (choć tak właściwie sam chciał odejść, tylko dyrektor go uprzedził) ? Otóż kupuje sobie zeszyt 32 kartkowy i zapisuje w nim swoje pomysły, co może robić, czym się zająć. Np. pomysł 896 - nagrywanie się do wind itd. I w tym miejscu zostaje przytoczona przezabawna historia, o tym, gdzie owa myśl ma początek. W końcu jednak artysta bez pracy, bez etatu jest tak zdesperowany, że napada na kantor. Ów napad pokazywany jest przez wszystkie stacje telewizyjne na całym świecie, ale nie zdradzę szczegółów... 

„Kolega Mela Gibsona” to doskonale zrealizowany monodram. Pragnę jeszcze raz podkreślić fenomenalną grę Mirosława Neinerta - każdy jego gest, ruch są idealnie dobrane do słów, intonacji głosu. I powrócę na koniec do licealistów, którzy tak solidnie przygotowali się do odwołanego spektaklu ("Scenariusza dla 3 aktorów"). Ich płyta dotarła mimo wszystko do rąk aktora, oni sami zaś śmiali się do łez. Wszyscy wychodzili z teatru w iście szampańskich nastrojach. Cóż jeszcze można dodać - to po prostu trzeba zobaczyć!

Magdalena Loska
Dziennik Teatralny Katowice
7 października 2009

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia