Mężczyzna jest towarem deficytowym

rozmowa z Hanną Śleszyńską

O relacjach damsko-męskich (i nie tylko) opowiada Hanna Śleszyńska, aktorka, która 10 listopada wystąpi w Olsztynie w Centrum Konferencyjnym UWM z komediowym monodramem "Kobieta pierwotna"

Czy z mężczyzną można się dogadać, czy to kompletnie nierealne?

Można, można! "Kobietę pierwotną" napisał przecież facet, poeta litewski. Wiele osób mówi, że ten spektakl doskonale oddaje charakter kobiet, więc na pewno mężczyzna może zrozumieć kobiety.

A może czegoś się od nas nauczyć?


My jesteśmy takie emocjonalne, wszystko rozdrapujemy, rozpamiętujemy. Ale nie wiem, czy tego faceci się powinni uczyć. Czy to nasza słabość, czy nasza broń. Oni przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego.

No, nad katarem nie, bo lekka choroba to u mężczyzn koniec świata.


Racja. Jak chorują, to już umierają. Wtedy my jesteśmy dzielniejsze. Ale chyba powinniśmy uczyć się siebie nawzajem. My od nich możemy na przykład nauczyć się dbania o swoją samorealizację. Faceci prędzej pójdą na siłownię czy tenis, a my ciągle mamy to w planach. Kobieta ciągle będzie mówiła: - Wybieram się, mam zamiar, a mężczyzna rach, ciach i to robi! Tego możemy się od nich uczyć. W pewnych sytuacjach mogłybyśmy sobie też czasami odpuścić.

Kobiety sto lat temu miały łatwiej niż my dzisiaj?


Na pewno nie mamy łatwiej. Bo choć dziś kobiety są niezależne, to nie zawsze to daje szczęście. Za moich czasów szkolnych to słowo "rozwód" wymawiało się szeptem. Może dwie, góra trzy osoby w klasie miały rozwiedzionych rodziców. A teraz mój młodszy syn mówi: - Mamo, teraz to wszyscy są rozwiedzeni! Na pewno czasy się pod tym względem zmieniły. Kobietom łatwiej podejmować decyzje, ale i trudniej z drugiej strony, bo ciężko znaleźć coś na dłużej. Znajdujemy szybciej, ale na krócej. Kobiety zawsze mają jakieś problemy.

Woli pani towarzystwo kobiet czy mężczyzn?


Dobrze się czuję w męskim towarzystwie. Zresztą głównie w takim ostatnio pracuję. Ale z kobietami też dobrze mi się rozmawia. Choć gdy trafiłam do szkoły żeńskiej, to czym prędzej się przeniosłam do zwykłej, koedukacyjnej. Wolę mieszane towarzystwo. Kobiety są wobec siebie nawzajem bardziej krytyczne. Ale i komplement od kobiety, którą się zna, znaczy o wiele więcej. Jak mówią, to wiedzą, co mówią. Facetów łatwiej skokietować, choć są tacy, co widzą nie tylko nową fryzurę czy sukienkę, ale widzą wszystko.

Oprócz kolorów...


No tak, o kolorach raczej z facetami nie należy rozmawiać, bo to po prostu śmieszne. Nie rozróżniają odcieni: granat to jest granat. Pytam kiedyś kolegę: -Ale jaki granat? - No granat, taki granatowy.

Jak w tłumie mężczyzn znaleźć tego dla siebie? A może czekać aż przywiedzie go do nas przeznaczenie?

O nie, trzeba szukać! Z tych wszystkich przygód Ewy, bohaterki spektaklu, wynika, że to kobieta musi być taką stroną czynną. Nie może siedzieć i czekać z założonymi rękami, tylko musi działać i łowić. Wiadomo, że dzisiaj mężczyzna jest towarem deficytowym. Oczywiście, to wszystko jest z takim dużym przymrużeniem oka. Na poważnie o stosunkach damsko-męskich już się wszyscy naczytaliśmy i co z tego? Jest łatwiej? Kurczę, wcale nie! Więc może trzeba się z tego pośmiać. Kiedyś Adam Hanuszkiewicz mówił nam, że jeżeli małżeństwo potrafi się rozśmieszyć nawzajem, to nie jest źle. Więc się śmiejmy!

Paulina Lipka
Gazeta Olsztyńska
6 listopada 2010

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...