Mężczyźni w białych koszulach i czarnych spodniach. Oraz krzesła

8. Toruńskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora

Spotkania Teatrów Jednego Aktora dzięki jego Organizatorom mają niezwykły, kameralny klimat, na który czeka się cały rok. Jednoczą widzów wokół sceny i osobowości aktorów, dla których monodram jest szansą na zademonstrowanie sztuki niezwykłej. Zaczarowania widza. Ale nie tylko atmosfera jest wyjątkowa, artystyczna poprzeczka Spotkań ustawiona jest bardzo wysoko. Wszak to Festiwal Festiwali, ponieważ występują laureaci WROSTJI i Turnieju Teatru Jednego Aktora "Sam na scenie".

Wczorajsze święto monodramu rozpoczęło zdarzenie niezwykłe. Po krótkiej konferencji prasowej, na dziedzińcu Baja Pomorskiego posadzono dąb Antoniego Słocińskiego, byłego długoletniego dyrektora tej placówki, który w tym roku obchodzi jubileusz 65-lecia pracy artystycznej. Po tym wydarzeniu, Prezydent Torunia Michał Zaleski dokonał uroczystego otwarcia festiwalu.

Wieczór zainaugurował mistrzowski pokaz sztuki aktorskiej Andrzeja Seweryna - "Jedenaście monologów". Był to premierowy monodram, na który składają się fragmenty z największych arcydzieł europejskiego dramatu. Jest i Szekspir, i Fredro. Aktor rozpoczyna monodram słowami: - "Życie to największa scena świata" i po chwili zapełnia ją różnorodnymi postaciami. A są nimi mężczyźni, wygłaszający swe monologi głównie do kobiet. Monologi, bowiem egoistyczny, pełen wyższości charakter nie dopuszcza podjęcia z nimi dialogu. Aktor rozpoczyna fragmentem z "Romea i Julii", a po chwili zamienia się w tyrana, zmuszającego kobietę do bezwzględnego posłuszeństwa. Rozstaje się z nim natychmiast, by przybrać postać pijaczka, dla którego ważne jest, że "miłość to nie grosz na potem" Transformacje charakterologiczne pną się coraz wyżej, stają się bardziej skomplikowane, wyrafinowane. Kolejny monolog wygłasza pieniacz, któremu jest już bardzo blisko do Rejenta Milczka. Aktor przypomina też o istnieniu siedmiu grzechów głównych. Pojawia się Tymon Ateńczyk ze swoją nienawiścią do "człowieczej rasy". Jest i Hamlet ze swym słynnym monologiem, a także Gustaw z "Ślubów Panieńskich". A wszystko po to, by pokazać najciemniejsze i najdumniejsze strony mężczyzny, jego zaspokojone i niespełnione ambicje, gorycz porażki, miłość wobec kobiety. A przede wszystkim emocje, które są machiną napędową ludzkich motywacji.

Andrzej Seweryn daje popis sztuki aktorskiej. Ubrany w czarny garnitur i nieskazitelnie białą koszulę jest niczym ponadczasowy elegancki mężczyzna, podróżujący poprzez czas i przestrzeń interpretowanych fragmentów dramatów. Czy to znaczy, że wszystko w życiu jest tylko białe lub czarne? A może w ten sposób zostaje podkreślony kontrast pomiędzy ludźmi? Pomiędzy wartościami w życiu? W spektaklu razem z aktorem gra światło. To z niego wychodzi aktor i w nim znika. Ale zanim się to stanie, siedząc na krześle opowie o spotkaniu z biedakiem, ojcem chorego dziecka, pozostawionego w lesie. To bardzo emocjonalna część monodramu, obrazująca ponadczasowy problem społeczny. I chociaż aktor pod koniec monodramu mówi, że "czary się prześniły", miałam wrażenie, że tak nie jest, bo tego wieczoru talent aktorski Seweryna z pewnością mieścił się w kategoriach magii teatru. Publiczność nagrodziła aktora brawami na stojąco.

Kolejny monodram " podszyty" zaprezentował Bartosz Zaczykiewicz. Warto wiedzieć, że jego premiera odbyła się dwadzieścia lat wcześniej podczas Wrocławskich Spotkań Teatru Jednego Aktora, w roku 1993. Zaczykiewicz z powodzeniem zagrał go ponad sto razy. Pełniąc obecnie funkcję dyrektora artystycznego w toruńskim teatrze Wilama Horzycy swym monodramem przyciągnął na widownię cały zespół aktorski.

W monodram, oparty głównie na motywach powieści Witolda Gombrowicza "Ferdydurke", został włączony monolog Kordiana wygłoszony na szczycie Mont Blanc. Na scenie pojawia się jeden tylko rekwizyt, a jest nim krzesło imitujące szczyt. Aktor od samego początku skupia na sobie uwagę widzów. Szybkim i gwałtownym ruchem "gasi światło", po czym ponownie wyłania się z ciemności. Plastyczność tej sceny zapowiada ciekawą estetykę całego spektaklu. Samo zaś krzesło kilka razy znakomicie "zagra" z aktorem.

Biała koszula, czarne spodnie, to zestaw niemal ascetyczny, który podkreśla niewinność gombrowiczowskiego chłopca, kojarzy go ze szkolnym mundurkiem, strojem odświętnym, osadza w szkole, a podczas wygłaszania monologu kojarzy się ze strojem recytatora. Mamy wrażenie, że słowa padają podczas szkolnej akademii. Bartosz Zaczykiewicz zaprezentował ten rodzaj kunsztu aktorskiego, który z minuty na minuty wciąga widza do jego świata. Dzięki temu odczytywałam Gombrowicza na nowo, a sam tekst "Ferdydurke" nie tylko odkrywał swoją uniwersalność, ale także demonstrował potęgę groteski oraz ironii. Tak jak aktor zachwycił widownię swym talentem, tak samo intrygował tytuł jego monodramu: "podszyty". Bo przymiotnik ten pobudzał wyobraźnię, momentami odsyłając do samego Gombrowicza, to znów do aktora, ale i do osobowości mężczyzny, który na specjalne okazje zakłada śnieżnobiałą koszulę oraz czarne spodnie.

Ilona Słojewska
Teatr dla Was
25 listopada 2013

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia