Mianownik wspólny burzy i milczenia, czyli o kakofonii pantomimy.

"Wyspa" - reż. Piotr Cieplak - Wrocławski Teatr Pantomimy

Kakofonia i pantomima wydają się stać w opozycji. Czyżby? Spektakl Piotra Cieplaka udowadnia, że te pozornie wykluczające się terminy uzyskują całkiem nowy wydźwięk, gdy żyją w symbiozie.

Jak zauważono podczas rozmowy po spektaklu – Wyspa leży daleko od szekspirowskiej Burzy. Ewidentnie z niej czerpie, siedemnastowieczny dramat był niezaprzeczalną inspiracją, jednak to nie jest adaptacja. Wszakże pantomima mówi przez gesty, nie słowa – ich role ogranicza do absolutnego minimum. Niemniej pozwala to na potraktowanie ruchu, jako swoistego ekwiwalentu wyrazu werbalnego – jest to synteza doznań i wrażeń, którym zwykle akompaniuje muzyka.

Aczkolwiek trudno jednoznacznie ocenić, czy to ruch wypływa z muzyki, czy to ona go opisuje w tym przedstawieniu. Tworzą niezaprzeczalną całość, która w szczególności opowiada emocje i doznania bohaterów, a poprzez to dotyka warstwy fabularnej. Zabieg ten kreuje kolejną możliwość – teatr i koncert na żywo („2 w 1"). Choć pantomima zwykle funkcjonuje z muzyką, w tym spektaklu ruch i dźwięk stają się jednym. To jeden z czynników, który kreuje poczucie kakofonii, gdyż nagromadzenie intensywnych bodźców nie stwarza sielankowej atmosfery.

Kolejnym elementem, który składa się na ten wciąż dopracowywany przekaz teatralny (muzyka przedstawienia jest w dalszym ciągu modyfikowana – podejmuje nieustanny dialog z ruchem) jest intensywna gra aktorska. Jedynie ośmiu aktorów wciela się w dwadzieścia siedem postaci scenicznych. Przeważają sceny zbiorowe, gdzie dwa zgrupowania stają naprzeciw siebie – by podjąć konfrontację, by odnaleźć pokój, gdy opadną czarodziejskie szaty i zostaną jedynie ich własne siły.

Wyłącznie Kaliban (Eloy Moreno Gallego) tańczy partie solowe, to on pozostaje samotny na scenie/wyspie. W jego postaci została zawarta podwójna narracja – obcego. Skondensowana nietutejszość przejawia się w odmienności narodowej aktora (hiszpańskiej, pozostali wykonawcy pochodzą z Polski), a także „inność" jego postaci. Stał się odmieńcem na rodzimej wyspie, ponieważ przybysze postanowili wprowadzić własne prawo. Zostaje wykluczony. Skądinąd to „alochtoniczny" odmieniec wypowiada jedyne słowa na scenie (w języku hiszpańskim), które padają w momencie, gdy trzyma flagę – symbol władzy na zamkniętej przestrzeni wyspy.

Warto także zaznaczyć, że scenografia zaproponowana przez Andrzeja Witkowskiego współgra z wymową spektaklu. Minimalistyczna jak milczenie, lecz wymowna jak kakofonia dźwięków i ruchów. Wyspa/lustro odbija nieustannie sylwetki aktorów, podwaja przepływ gestów, pomnaża wykreowany obraz. To „podwójne" spojrzenie potęguje doświadczenie percepcyjne.

Nie tylko ruch uległ w tym spektaklu gradacji. Także ilość poruszanych wątków nieustannie się pomnaża. Wyspa podejmuje próbę rejestracji podstawowych pigmentów ludzkiego życia, takich jak: kobiecość, męskość, relacje ulegające przemianom, dojrzewanie jednostki, rolę ambicji i władzy oraz odmienność. To spektakl, który męczy wykonawców i widzów, lecz dzięki temu ukazuje skomplikowaną sieć powiązań pomiędzy pierwiastkami życia.

Agnieszka Jurec
Dziennik Teatralny Kraków
3 grudnia 2020
Portrety
Piotr Cieplak

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...