Miasta śląskie są odwrócone do siebie plecami

felieton Tadeusza Bradeckiego

Decyzja o starcie Katowic w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury oznacza, że świadomość europejskiego horyzontu wyzwań śląskiej kultury stała się już wśród radnych i urzędników powszechna. No i chwalą Bogu. Zgłoszenie to dobitnie podkreśla jednocześnie najpilniejszą obecnie dla Katowic i dla innych miast regionu potrzebę: ustanowienie sprawnie, skutecznie działającej śląskiej metropolii. Bez realnie działającej metropolii marzenie o europejskiej stolicy pozostanie bez szans.

Bez skumulowanego wysiłku całego Zagłębia Ruhry ów tytuł miastu Essen w pojedynkę by w tym roku nie przypadł. To właśnie skala i niezwykła różnorodność górnośląskiej aglomeracji stanowi o jej atrakcyjności. To miejsce nadaje się wprost idealnie dla przyszłościowych inwestycji, i to dla inwestycji właśnie na skalę europejską. Lecz zanim taka fala nastąpi, górnośląskie skupisko miast i gmin musi wypracować trwały mechanizm i sprawnego współdziałania na poziomic całej aglomeracji. Sfera kultury to zaledwie cząstka tego mechanizmu, tu chodzi o skoordynowane planowanie rozwoju, inwestycji przemysłowych, finansowych, edukacyjnych, o całą infrastrukturę. Chodzi o zasadnicze przekształcenie zgrupowania poprzemysłowych, chaotycznie zabudowanych miast i osiedli w jeden, wspólną ambicją i energią ożywiany organizm. 

Niby to wszyscy wiemy, więc dlaczego ów niezbędny proces postępuje z takim trudem? O barierach biurokratycznych czy też o zazdrośnie strzeżonych kompetencjach lokalnych mówić nie chcę, bo niewielki mam na nie wpływ. Lecz właśnie w sferze kultury wyraźnie widać, jak daleko nam jeszcze do wspólnego poczucia jednej aglomeracji miejskiej. Widzowie z Sosnowca nie odwiedzają teatrów w Katowicach, zaś widzowie katowiccy nie jeżdżą na spektakle do Sosnowca. Do Gliwic zresztą też nie jeżdżą, zaś dla gliwiczan z kolei wyprawa na spektakl w Katowicach to wciąż pomysł egzotyczny. 

Jestem w Katowicach już od dwóch sezonów i nadziwić się nie mogę: świetne (jak na Polskę) drogi pozwalają przemierzyć aglomerację wszerz i wzdłuż dosłownie w kwadrans, a pomimo to poszczególne dzielnice tego organizmu miejskiego funkcjonują odwrócone niejako "tyłem" do siebie nawzajem. Jednocześnie kilkakrotnie już w ciągu tych dwóch lat naciskano mnie intensywnie w sprawie pomysłów - z mojego punktu widzenia - absurdalnych, takich jak wożenie spektakli z Katowic do Gliwic czy do Sosnowca i odwrotnie. To tak, jakby nagle warszawski Teatr na Woli zaczął eksportować swoje przedstawienia na Pragę, a praski Powszechny woził w rewanżu swe dekoracje na Wolę. Uporczywe trwanie tego typu rozumowania o śląskiej przestrzeni miejskiej dowodnie wykazuje, jak wiele jeszcze brakuje mieszkańcom Górnego Śląska do osiągnięcia metropolitalnej świadomości. Bez sprawnie funkcjonującej metropolii, powtarzam, nasze europejskie ambicje i marzenia zawsze skazane będą, moim zdaniem, na przegraną. 

Czy zatem Katowice mają jakiekolwiek realne szansę na zwycięstwo w tym wyścigu? W roku 2016, obawiam się, jeszcze nie. Wcale nie dlatego, by aglomeracji brakowało artystycznych czy kulturalnych dokonań na skalę kontynentu albo artystów rozpoznawalnych szeroko poza granicami kraju. Braki, i to niemałe (choć stopniowo odrabiane), są w kulturowej infrastrukturze. Dopóki w ponadtrzystutysięcznym mieście Katowice istnieć będzie zaledwie jedna przyzwoicie wyposażona scena dramatyczna (Teatr Śląski wybudowany przed ponad stu laty), dopóty materialne podstawy rozkwitu życia teatralnego w tym mieście pozostaną wątłe. Wiem, inwestycje trwają, buduje się nowe Muzeum Śląskie, za chwilę ruszy budowa nowej siedziby NOSPK-u - ba, nawet i naszemu teatrowi udało się pozyskać niedawno europejskie środki na generalny remont sceny w Malarni. Za trzy lata dysponować będziemy świetnie wyposażoną, w atrakcyjnym, zabytkowym budynku umiejscowioną sceną. Chętnie wierzę, że za lat pięć ów proces odrabiania braków na Górnym Śląsku jeszcze przyspieszy, że nowych inwestycji w sferze kultury nie zabraknie. Jednak osiągnięcie inwestycyjnego nasycenia w tym zakresie na miarę "stolicy kultury", i to aż "europejskiej", jest kwestią, mam wrażenie, nieco bardziej odległej niż rok 2016 przyszłości. Lecz właśnie po to, aby w tej niedalekiej, choć zapewne nieco dalszej niż pięciolecie, przyszłości możliwe było kiedyś uzyskanie europejskiego tytułu, warto zgłaszać się do konkursu już dziś. Robić remanent, rozpoznawać braki, potrzeby, a także i dawać upust wyobraźni -jakie oryginalne pomysły i rozwiązania w dziedzinie kultury zapewnić mogą śląskiej metropolii europejski status za lat kilkanaście? 

Kilkakrotnie pytano mnie już o moje doświadczenia związane ze zdobyciem tego wyróżnienia przez Kraków w roku 2000. Odpowiadam: te dwie sytuacje, Kraków dziewięć lat temu oraz Górny Śląsk dziś, są zasadniczo odmienne, nieporównywalne. Kraków zdobył ten tytuł, bo jeśli w końcu padło na nasz kraj, to Kraków narzucał się niejako sam przez się. Zaprocentowały niezwykłe osiągnięcia artystyczne Krakowa na przestrzeni kilku poprzednich dekad, a także i dziedzictwo stuleci. Dla Krakowa tytuł Europejskiej Stolicy Kultury był zwieńczeniem jego imponującej przeszłości. Natomiast dla śląskiej metropolii udział w tym szlachetnym wyścigu to kwestia gry o Górnego Śląska prawdziwie europejską przyszłość. Gry o standard życia naszych dzieci w samym środku Europy oraz dzieci ich dzieci. Co dla Krakowa było nagrodą, dla Śląska jest historyczną szansą.

Tadeusz Bradecki
Gazeta Wyborcza Katowice
25 lipca 2009
Portrety
Tadeusz Bradecki

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...