Mickiewicz na boisku

rozmowa z Radosławem Rychcikiem

- Grażyna jest - lubię to porównanie - przeciwieństwem Heleny Trojańskiej, przez którą mężczyźni zabijali się przez dziesięć lat, godzi braci i wskazuje właściwego wroga. Ten spektakl ma być o wygranym meczu - mówi reżyser Radosław Rychcik przed premierą "Grażyny" Adama Mickiewicza w Tarnowskim Teatrze.

Z RADOSŁAWEM RYCHCIKIEM, reżyserem teatralnym, laureatem Paszportu Polityki, twórcą inscenizacji Mickiewiczowskiej "Grażyny" w Tarnowskim Teatrze, rozmawiała Beata Stelmach-Kutrzuba:

Gratuluję zdobycia prestiżowej nagrody - Paszportu Polityki. Czym dla Pana jest to wyróżnienie?

- Jest to oczywiście powód do radości, do satysfakcji. Zdobycie takiej nagrody podtrzymuje wiarę, że jak się bardzo chce, to można osiągnąć wszystko. Ale jest to także głos "na tak" ze strony publiczności, rodzaj sygnału, że w tym, co robię, jestem na właściwej ścieżce.

Nagrodę otrzymał Pan za inscenizację "Dziadów" w Teatrze Nowym w Poznaniu, która zapoczątkowała większy projekt - później była "Balladyna" w Rzeszowie, teraz "Grażyna" w Tarnowie. Proszę zdradzić genezę tego przedsięwzięcia.

- Kiedy rozpoczynałem pracę przy "Dziadach", nie planowałem jeszcze dalszego ciągu. Dopiero po sukcesie poznańskiej inscenizacji ja i moi współpracownicy zaczęliśmy myśleć o "Balladynie", a "Grażyna" w sposób naturalny zamknęła ten tryptyk. To była taka buńczuczna myśl - postawienie sobie zadania, które teraz finalizujemy. W tym zamierzeniu nie ma logiki tematycznej, oprócz może tego, że zarówno "Balladyna", jak i "Grażyna" są opowieściami o kobietach, a ich imiona wymyślili autorzy. Jednak to "Dziady" są taką matrycą, melodią dobrze znaną wszystkim, której naruszenie, możliwość usłyszenia jej w innym kontekście, było dla nas znaczące i przełomowe. Dlatego rozpoczynając pracę nad "Balladyną", mieliśmy świadomość, że trudno będzie o powtórzenie sukcesu i wykonanie czegoś równie oryginalnego. Zdecydowaliśmy się więc zastosować w dwóch następnych inscenizacjach niektóre elementy wypróbowane w "Dziadach". I to łączy te trzy spektakle.

Czy literatura romantyczna fascynuje Pand jakoś specjalnie, że sięgnął Pan po nią?

- Fascynuje mnie to, że Polacy są nią tak zauroczeni. Obserwując odbiór "Dziadów", zauważyłem, jak ważna dla widzów była ta inscenizacja i to na różnych poziomach - od politycznego do artystycznego. Ponadto dla wielu, którzy pamiętają, że byli kiedyś uczniami w szkole, lektury romantyczne są jak powrót do młodości, są źródłem szczególnego sentymentu.

Jak na trasie Poznań - Rzeszów znalazło się miasto nad Białą?

- Znam się dobrze z Kubą Porcari (dyrektor artystyczny Tarnowskiego Teatru - przyp. red.) i na temat zrobienia w Tarnowie przedstawienia rozmawialiśmy już jakiś czas temu. Niedawno natomiast wymyśliliśmy, że to właśnie będzie teraz i właśnie "Grażyna", jako trzeci spektakl z mojej "trylogii romantycznej".

Dlaczego z bogatej skarbnicy romantycznej literatury wybrał Pan tę powieść poetycką Mickiewicza?

- Chciałem przyjrzeć się dwóm postaciom kobiecym stworzonym przez naszych poetów. "Balladyna" jest oczywiście tworem bardziej skomplikowanym, bogatszym w porównaniu z "Grażyną", wprawką poetycką Mickiewicza, z której nie był zadowolony. To powieść poetycka, w której mało się dzieje, a dużo opowiada. Poeta w usta mężczyzn wkłada zdania o bohaterce, która pojawia się na chwilę i mówi bardzo niewiele. Jednak dokonując adaptacji scenicznej tego tekstu, postanowiłem zaprosić do współpracy chór Gospel pod kierownictwem Anny Podkościelnej-Cyz i sądzę, że próba muzycznej opowieści o Grażynie może być bardzo piękna.

"Dziady" przeniósł Pan w lata 60. i amerykańskie realia, "Balladynę" w czasy I wojny światowej. W jakich realiach rozegra się akcja "Grażyny"?

- W przypadku "Grażyny" możemy mówić o naszych czasach współczesnych. Będzie to opowieść z boiska do koszykówki, gdzie spotykają się dwie drużyny, które dzieli odwieczny konflikt polsko-krzyżacki czy litewsko-krzyżacki. W tej przestrzeni przed rozpoczęciem meczu rozgrywają się wszystkie najważniejsze rozmowy wynikające z braku zaufania Litawora do Witolda, czyli po prostu z kryzysu rządowego. Grażyna natomiast swoim czynem musi ponieść ofiarę. Jest ona - lubię to porównanie - przeciwieństwem Heleny Trojańskiej, przez którą mężczyźni zabijali się przez dziesięć lat, godzi braci i wskazuje właściwego wroga. Ten spektakl ma być o wygranym meczu.

Lubi Pan wprowadzać do swoich realizacji elementy pop-kultury i testować różne konwencje...

- Tak. W tarnowskiej inscenizacji pop-kulturowym elementem jest koszykówka, a konwencją wspomniany mecz, który zresztą też kieruje nas w stronę kultury popularnej. Buduje Pan tak swoje przedstawienia, aby jak najmocniej działać na emocje widzów.

Czy dla tarnowskiej publiczności przygotował Pan jakieś specjalne efekty?

- Zarówno ja, jak i odpowiedzialna za scenografię i kostiumy Ania Kaczmarska oraz Michał Lis i Piotr Lis, autorzy muzyki do widowiska, wspólnie staramy się wzbudzić u widzów emocje. Jakimi środkami? Chcę prowadzić akcję w taki sposób, aby słowa poety były wyraźnie słyszane, a losy bohaterów i to, co mówią, obchodziły publiczność. Te działania w połączeniu ze scenografią i muzyką powinny wywoływać całą siatkę wzruszeń. Jeśli widz choć przez chwilę poczuje sympatię do swojej drużyny i będzie jej kibicował, to wtedy ten mechanizm emocji zacznie funkcjonować.

Znany jest Pan z wysokich wymagań stawianych aktorom. Czy tarnowski zespół jest w stanie im sprostać?

- Absolutnie tak! Są to utalentowani aktorzy i pracuje mi się z nimi świetnie. Wszystko jest na dobrej drodze, żeby "Grażyna" była udanym przedstawieniem. Litawora zagra Tomasz Wiśniewski, Rymwida - Karol Śmiałek, Grażynę - Dominika Markuszewska. W role strażników wcielą się Jerzy Pal i Tomasz Piasecki, a w role giermków (cheerleaderek), młodego i starego - Karolina Gibki i Bogusława Podstolska-Kras. Zaprosiliśmy do spektaklu także dwóch aktorów pochodzenia niemieckiego do ról kom-tura i posłów niemieckich - Martina Bogdana, który jest na II roku krakowskiej PWST, oraz Radomira Rospondka. Swoje kwestie wypowiedzą oczywiście po niemiecku. Towarzyszyć nam będą również amatorzy, jak w poprzednich romantycznych realizacjach - "Dziadach" i "Balladynie", w tym przypadku będą to koszykarze z pobliskiej szkoły, którzy zagrają w naszym meczu. Sceniczny skład uzupełni wspaniały chór.

Który zaśpiewa...

- Tekst Mickiewicza do muzyki specjalnie skomponowanej do widowiska przez Piotra i Michała Lisów z zespołu Natural Born Chillers. Współpracuję z chłopcami od 2009 roku, czyli kieleckiego przedstawienia "Samotność pól bawełnianych". Za muzykę do "Dziadów" zostali nagrodzeni na ostatnim festiwalu Boska Komedia w Krakowie. Powiem krótko: bez ich pracy, podobnie jak bez Ani Kaczmarskiej, nie wyobrażam sobie własnego języka artystycznego. Uważam, że tworzymy znakomity team, który współtworzy bardzo dobre rzeczy.

Rozumiem, że na tarnowskiej "Grażynie" kończy Pan swój romantyczny projekt. Co dalej? Ma Pan już jakieś plany?

- Romantyzm pojawi się jeszcze na pewno w moim myśleniu. Mogę zdradzić, że w listopadzie w Teatrze Śląskim w Katowicach zacznę pracę nad "Weselem" Wyspiańskiego.

Na razie będzie więc to nie tyle romantyzm, co neoromantyzm.

- Dziękuję za rozmowę i niecierpliwie czekam na mecz koszykówki w Tarnowskim Teatrze.

***

Prapremiera "Grażyny" Adama Mickiewicza w inscenizacji Radosława Rychcika odbędzie się w Teatrze im. L. Solskiego w Tarnowie 23 maja 2015 o godz. 19.

Beata Stelmach-Kutrzuba
Temi
23 maja 2015

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia