Między misją a komercją

Konflikt w Małopolskim Ogrodzie Sztuki

Dyrekcja rezygnuje z etatów dla koordynatorów merytorycznych. To formalność czy nowa polityka małopolskiej instytucji?

Małopolski Ogród Sztuki (MOS) zmienia zasady współpracy z dwoma pracownikami merytorycznymi - koordynatorami do spraw sztuk wizualnych oraz muzyki. Obaj od czerwca przestaną być etatowymi pracownikami i mają być zatrudnieni na kontraktach.

Piotr Sikora, który zajmował się sztukami wizualnymi, zarzuca pracodawcy, że MOS stał się instytucją nastawioną głównie na komercję, a cierpi na tym misja instytucji - otwartej rok temu z wielkim hukiem i świetnie wyposażonej placówki, działającej w strukturach Teatru im. Słowackiego.

- Budżet przeznaczony na sztuki wizualne został ograniczony o 50 procent - twierdzi Piotr Sikora - Zatraca się program i wizja, które nam towarzyszyły.

Sikora nie widzi możliwości działania w takich warunkach. - Chciałem, by w mieście kultury, jakim jest Kraków, MOS znalazł swoją niszę - mówi. - Mogła nią być współpraca międzynarodowa. Przez ostatni rok rozwijaliśmy projekty z Pragą i Bordeaux. W perspektywie było też nawiązanie relacji z Mediolanem. Były to moje inicjatywy, jednak spotykałem się wiełokrotnie z oporem ze strony dyrekcji Teatru im. Słowackiego. Trudno mówić o wizji rozwoju, skoro decyzyjny głos ma zawsze teatr.

Sikora pracował w MOS-ie przez 14 miesięcy. W tym czasie zorganizował 14 wystaw, nawiązał współpracę z Miesiącem Fotografii w Krakowie, Akademią Sztuk Pięknych czy Art-Boom Festival. Zdaniem Sikory MOS stawia teraz na komercję i szuka raczej osób, które będą przyciągać wydarzenia zewnętrzne, a co za tym idzie - zarabiać dla instytucji pieniądze z wynajmu sal lub biletów.

- MOS-em zarządza de facto Teatr im. Słowackiego - tłumaczy Sikora. - Wszystkie decyzje muszą być zatwierdzone w teatrze. To pokazuje, że MOS nie jest osobną instytucją. Jest tak naprawdę dodatkową sceną teatralną.

Jako przykład uzależnienia od teatru podaje problem z obsługą techniczną. Często nie mógł z niej korzystać podczas przygotowywania wystaw, bo techniczni pracowali w tym samym czasie w Teatrze im. Słowackiego. - Kończyło się na tym, że albo sam szpachlowałem i malowałem ściany, albo wynajmowaliśmy z koniecznościfirmę zewnętrzną - opowiada Sikora.

Jego zdaniem MOS nie do końca spełnia rolę instytucji kultury. - Jest raczej administratorem budynku, a kreuje znacznie mniej wydarzeń, niż powinien - twierdzi Sikora. Dlatego, choć otrzymał propozycję nowego kontraktu, nie zamierza przedłużyć swojej współpracy.

Trudno jednoznacznie orzec, czy zarzuty Sikory są zgodne z prawdą, czy też są tylko głosem człowieka rozżalonego utratą pracy. Tym bardziej, że z MOS-em nie chce się żegnać Bartosz Chajdecki, drugi z koordynatorów, który odpowiadał za wydarzenia muzyczne, a teraz ma przejść z zatrudnienia w formie etatu na kontrakt.

- Czekam na nową umowę - mówi.

- Mam wiele nowych pomysłów na koncerty, zarówno muzyki poważnej, jak i rozrywkowej czy eksperymentalnej. Mam nadzieję, że uda sieje realizować w MOS-ie od przyszłego roku.

Zapytaliśmy Krzysztofa Orzechowskiego, dyrektora Teatru im. Słowackiego o zarzuty Piotra Sikory. Dyrektor Orzechowski kategorycznie zaprzeczył, by doszło do ścięcia budżetu na sztuki wizualne aż o 50 procent. Jego zdaniem w funkcjonowaniu MOS nic się nie zmieni i nie można mówić o komercjalizacji. Koordynatorzy nie zostaną usunięci, ma to być jedynie zmiana formalna, która pozwoli - zdaniem dyrektora Orzechowskiego - na elastyczność działań.

Rafał Stanowski
Dziennik Polski
21 maja 2014

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...