Migające światła

"Merylin Mongoł" Nikołaja Kolady w reżyserii Piotra Dąbrowskiego - Studio Aktorskie STA w Poznaniu

Pierwszy weekend września w Poznaniu to otwarcie sezonu dla teatrów zarówno tych publicznych jak i prywatnych, ale to także początek dla licznych pracowni. Studio Aktorskie STA przywitało widzów spektaklem „Merylin Mongoł" Nikołaja Kolady w reżyserii Piotra Dąbrowskiego.

Wszyscy zainteresowani zajęli już miejsca na widowni, a na scenie nadal panuje ciemność, po krótkiej chwili żarówka oświetla Olgę (Paulina Zwierz), chwilę później zapala się druga lampka, a pod nią Misza (Hubert Caban) w bokserkach kuca na stole. Na scenie jest jeszcze jedna postać – kobieta w kombinezonie (Anna Elisabeth Bloem), która jest niejako duchem tej opowieści urzeczywistnieniem przewijającej się w opowieściach matki i być kimś więcej niż bohaterką w spektaklu. Misza ma romans z Olgą, ale gdy dziewczyna chce go zakończyć, przypominając bohaterowi, że ma dziecko w drodze ze swoją partnerką, ten rzuca się na nią i znęca się nad nią zarówno psychicznie, jak i fizycznie.

Z wymiany zdań między nimi wynika, że niedługo wprowadzi się do mieszkania nowy lokator, któremu pokój wynajmuje właścicielka domu, matka Olgi.

Jak powiedzieli, tak się stało, a na scenie pojawił się kolejny bohater – Alosza (Maksymilian Cichy). Poukładany, wykształcony mężczyzna przyjechał tutaj w celach naukowych, ale dla Olgi jest niczym nadzieja na nowy początek. Alosza nie jest tak wulgarny i agresywny jak Misza. Ich wspólne rozmowy pomagają widzom lepiej poznać bohaterkę, a smutek obecny dotychczas tylko w jej oczach urzeczywistnia się w wypowiedzianych przez nią słowach. W spektaklu pojawia się jeszcze jedna bohaterka, siostra Olgi – Inna (Paulina Wójcik). Nieszczęśliwa wdowa notorycznie się upija, jednak kreacja stworzona w tym spektaklu bywa dla widowni zabawna, lekko przerysowana. Ten dom, to mieszkanie to takie miejsce, w którym nie ma przemiany i rozwoju. Nic w tym miejscu nie urośnie, nie zakwitnie, a jedynie zwiędnie.

„Merylin Mongoł" to spektakl o gasnącym świetle nadziei, kryzysie uczuć wyższych i pułapce, w której znaleźli się bohaterowie, a może i każdy z obecnych na widowni czasem odczuwa taką pustkę, która aż kłuje w serce. Bohaterowie zdzierają z siebie pozory, obnażają swoje prawdziwe oblicze i wyraźnie błagają o pomoc, ale od widzów dzieli ich czwarta ściana.

Całość dzieje się w mieszkaniu, które podzielono na pokoje liniami tak, że przypomina to plan z filmu „Dogville" Larsa von Triera. Widzowie widzą dzięki temu wnętrze każdego pomieszczenia i mogą obserwować, co robią bohaterowie będący poza pierwszym planem. Wnętrze jest surowe – kilka mebli, rośliny i oświetlające to wszystko zwisające z sufitu żarówki. Łukasz Mleczak odpowiedzialny za scenografię oraz kostiumy w podobny sposób potraktował stroje bohaterów – są proste i odpowiednio dopasowane, w taki sposób, że podkreślają osobowość postaci. Piotr Dąbrowski, czyli reżyser tego spektaklu zadbał również o oprawę muzyczną, która chwilami wzbudza w widzach niepokój, a czasem oddaje stany wewnętrzne bohaterów.

„Merylin Mongoł" w reżyserii Piotra Dąbrowskiego w siedzibie Studia Aktorskiego STA to udany początek sezonu, o czym świadczą chociażby gromkie brawa publiczności. Niezwykle wiarygodna w swojej roli była Paulina Zwierz, jej mimika twarzy, a w szczególności zagubienie i smutek widoczny w jej oczach mówiły więcej niż wszystkie słowa, które padły na scenie.

Najbardziej uderzającym widza momentem tego spotkania był czas oklasków, gdzie zarówno Paulina Wójcik, jak i Paulina Zwierz zostały w swojej roli - po policzkach spływały im łzy, a tym samym dalej wołały o pomoc.

Natasza Thiem
Dziennik Teatralny Poznań
10 września 2021

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...