Milcz dziewko! Dziś za żonę, biorę posag twój!

"Szyc" - reż. Ana Nowicka - Teatr BARAKAH w Krakowie

Najpierw żona, potem córka, następnie zięć. I wszyscy razem! I jeszcze raz! Więcej, więcej - Pephes Szyc pieniądze ma! Więcej, więcej! Wszyscy razem! I jeszcze raz! Więcej, więcej – Pephes Szyc pieniądze da!

Co byś zrobił, gdyby Twoja córka była tak bardzo pozbawiona aparycji, ale za to, przejawiała wielką potrzebę przekąszenia schabowego tuż po skończeniu poprzedniego? Czy obraziłbyś się, gdyby twoja żona gotowała i gotowała od rana do wieczora? I czy byłbyś szczęśliwy śpiąc i jedząc na przemian?

Sztuka autorstwa Hanocha Levina to tykająca bomba, jej lont jest krótki, a iskrą zapalającą są sami widzowie. Natomiast wybuch to ogromna eksplozja, która pamięć po sobie zostawia na długi czas.

Każdy z bohaterów, a jest ich czworo, cierpi na zupełnie inną chorobę. Córka żre, matka zapragnęła wdrapać się o szczebel wyżej, a najlepiej o tyle, ile się da szczebli w górę drabiny społecznej, ojciec zarabia, a przyszły zięć chce wydoić tyle banknotów od wszystkich, ile tylko może, a nawet więcej. Jednak jeżeli przyszłoby się tej rodzinie leczyć, każdy doktor skierowałby ich do jednego specjalisty – poborcy podatkowego, który pozbawiłby domowników ukochanej mamony. Gdyż to właśnie ona jest centrum życia bohaterów sztuki. Za każdym pragnieniem stoi cel – pieniądze, środek dający możliwość, wymiennik umożliwiający zmianę źle funkcjonujących części maszyny, w tym przypadku rodziny.

Jednak „Szyc" porusza nie tylko kwestię pieniędzy. W spektaklu wybrzmiewa relacja między starym pokoleniem (ojciec, matka), a młodym (córka, zięć). Przed widzem maluje się obraz córki pozostawiającej matkę, która zapowiada otwarcie, że nie chce się nią zajmować, bo woli swoją wygodę. A jedyną osobę którą powinna winić za taki obrót sprawy, może być jedynie ona sama, ponieważ ją rozpieszczała.

Postacią, która staje się elementem łączącym i jednocześnie przepływającym pomiędzy wszystkimi bohaterami jest córka Szyców – Szeprahci (Monika Kufel). Bohaterka staje się mianownikiem dla charakterów wszystkich postaci. To właśnie Szeprahci jest naiwna, bardzo podatna na wpływy, chce wszystkiego, co jej potrzebne do wygodnego życia i nie obchodzi ją to, co czują i czego chcą inni. Sytuacja się zmienia, gdy przychodzi wojna, nagle beztroska córka staje się bezwzględna, zaś po drugiej wojnie widzimy jej łzy. Może ta przemiana i łzy – zewnętrzna oznaka żalu, następuje, gdyż na jakiś czas zostaje pozbawiona osoby, która mówi jej co ma robić - a bez tego zaczyna się gubić. Tą osobą jest oczywiście jej mąż – Czerhes (Karol Śmiałek), który jako oficer zostaje powołany do wojska.

Przychodzące wojny stają się swoistymi zwrotnicami spektaklu. Po nich następuje coraz większe upodlenie bohaterów, odkrycie czarnych zakamarków dusz, lecz nie ich przemiana. Te drastyczne sytuacje, jakim są konflikty zbrojne, ugruntowują światopogląd bohaterów, zamurowują postaci w miejscu i czasie, ustawiając ich tym samym, tylko w jednym kierunku, gdyż oni nie chcą zmian.

Hanoch Levin, zdecydowanie wyśmiewa społeczne postawy, lecz nie robi tego w sposób standardowy. Nie ubiera swoich postaci w drugie dno. W tym świecie pieniądz jest pieniądzem, obiad obiadem, a seks seksem. Wyjątek to przekaz sztuki, który autor chce podarować widzom. Hanoch Levin skrywa go w szczegółach, które wbrew teorii skrywania, znajdują się na samym wierzchu. A to na pewno nie oczywiste - jest na tyle zrozumiałe, na ile chce zrozumieć to widz.

Sam tekst, budziłby o wiele mniejsze „zniesmaczenie" u niektorych odbiorców, gdyby nie jego forma. Jednak sztuka, bez prowokacyjnej formy, wzbogaconej wulgaryzmami i agresją, w jaką autor ubrał tekst, po prostu by zubożała i była niepełna.

Nie jest to z całą pewnością spektakl, w którym mogą grać aktorzy pozbawieni „odwagi zawodowej" - osoby, którym obce jest pokazanie czegoś więcej. Przede wszystkim takie role nie są dla aktorów, którzy nie chcą poddać się tekstowi, a być ponad nim - na swój indywidualny sposób.

Krakowska obsada „Szyca" świetnie poradziła sobie ze wszystkimi szczegółami sztuki, w których naprawdę tkwił diabeł. Świetny efekt końcowy pracy, jaki można zobaczyć, to również zasługa reżysera, Anny Nowickiej. Praca nad tym tekstem na pewno nie należała do łatwych, jednak Nowicka pokazała, że bardzo dobrze sobie z nim poradziła, dając widzowi niecodzienny i zapadający w pamięci obraz.

Pomimo iż końcowa część spektaklu zdaje tracić na ekspresji, przede wszystkim ze względu na dużą ilość piosenek, to nadal jest to przedstawienie na dobrym poziomie. Utwory pomimo większej częstotliwości nie przytłaczają - jedynie rozleniwiają akcję. Muzyka stworzona przez Renatę Przemyk, jest świetnym tłem, na którym malowane są kolejne sceny, będąc jednocześnie indywidualną częścią całości.

Chyba więc, pytania, które zadałam na początku, powinny brzmieć tak: co byś zrobił, gdyby Twoja córka była tak bardzo bez świadomości, ale za to z tak wielką potrzebą posiadania pieniędzy i brania ich? Czy obraziłbyś się, gdyby twoja żona wydawała pieniądze od rana do wieczora? I czy był byś szczęśliwy, gdy po czterdziestu latach harówki zorientowałabyś się, że przetrwoniłeś życie, na spaniu i zarabianiu na przemian?

Pieniądze mieć – posiadać. Bo gdy będę stara, z utęsknieniem zapragnę ponownie otworzyć stronę z kontem elektronicznym w banku, aby wejść w zakładkę rachunki i zacząć opowiadać moim drogim dzieciom moje zarobione życie. Gdyż wszystko robiłam dla was...

Katarzyna Prędotka
Dziennik Teatralny Warszawa
9 grudnia 2013

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia