Miłość i pieniądze

rozmowa z Michałem Zadarą

Rozmowa z Michałem Zadarą, reżyserem spektaklu “Wielki Gatsby" Francisa Scotta Fitzgeralda, którego premiera odbyła się 4 czerwca w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Dlaczego wystawia Pan "Wielkiego Gatsby’ego" w Bydgoszczy?

"Wielki Gatsby" opowiada o wielkich marzeniach i o ludziach, którzy walczą, by nie zmarnować swojego życia. Myślę, że w mniejszych miastach te marzenia są silniejsze – że ludzie bardziej walczą o to, żeby ich życie się zmieniło, niż ludzie mieszkający w dużych miastach, i w tym sensie historia Gatsby’ego bardziej się nadaje do opowiedzenia w Bydgoszczy niż w Warszawie. Poza tym bydgoski teatr w tym momencie jest jedną z najważniejszych scen w kraju – a co za tym idzie, bydgoska widownia jest mądrą, wymagającą, i myślącą samodzielnie i krytycznie widownią.

Czy Pana inscenizacja będzie klasyczna czy bardzo nowatorska?

Klasyka jest sama w sobie bardzo nowatorska, więc nie trzeba tych pojęć sobie przeciwstawiać. Jeśli chodzi o styl inscenizacji, to dążę do tego, by stworzyć klarowną, piękną i emocjonalną opowieść o człowieku, który miał odwagę marzyć i zawalczyć o to, by stać się takim, jakim chciał być. Więc raczej klasyczna.

Jak rozumieć konstruktywistyczną scenografię Roberta Rumasa?

To wszystko jest bardzo z epoki Fitzgeralda. Kubizm jest wytworem początku XX wieku, tak jak "Wielki Gatsby". Konstrukcja na scenie jest ażurowym rusztowaniem ze schodami, która się kręci i z różnych perspektyw wygląda inaczej. Taka kubistyczna rzeźba przestrzenna. To odzwierciedla rozkład spójnego świata, jaki nastąpił w latach 20, co było wtedy odkryciem.  Wiele perspektyw może zaistnieć na raz, wiele osób może mieć racje. Nagle – u Braque’a czy Picassa – z dwudziestu stron patrzymy na gitarę i nie ma najlepszej perspektywy. Wydaje mi się, że w literaturze rozłożyło się to na teksty, w których jest wiele spojrzeń na daną sprawę i żadne nie jest uprzywilejowane. W tym duchu, mamy w mojej wersji Wielkiego Gatsby’ego jeden poziom dramatu, który widzimy przez kamery, i poza tym jest kilka perspektyw przez scenę, z punktu widzenia różnych klas społecznych. W tym sensie ten spektakl jest kubistyczny.

Czy widzi Pan swoją inscenizację jako przejaw powrotu teatru opowiadającego, o którym krytycy od niedawna piszą?

Mam wrażenie, że od zawsze szukam sposobu na powrót do teatru wielkiego, z wielkimi rolami, pięknymi scenografiami. Tęsknię za teatrem dziewiętnastego wieku, teatrem Sarah Bernhardt czy Heleny Modrzejewskiej. Ale takiego teatru nie da się odtworzyć w skali 1:1, ponieważ byłby on po prostu śmieszny – trzeba znaleźć współczesną drogę do “grand theatre”, i myślę, że w moich dużych inscenizacjach – takich jak Ifigenia, którą bydgoscy widzowie mogli oglądać na Festiwalu Prapremier kilka lat temu – właśnie tej drogi szukam.

Czy ta sztuka, podobnie jak "Ifigenia", będzie opierała się na multimediach?

Tutaj korzystamy z technologii w zupełnie inny sposób niż w Ifigenii.  Duża część "Wielkiego Gatsby’ego" jest grana na foyer teatru i transmitowana na dwa duże ekrany na scenie na żywo. Jest to więc coś, co wygląda jak film – ale nie jest filmem, ponieważ jest grane na żywo. Jest to klasyczny teatr – tyle, że zapośredniczony kamerami. Zastosowaliśmy ten zabieg, by poszerzyć pole gry tego dramatu i żeby podkreślić podział między różnymi światami, z których pochodzą rożni bohaterowie tej powieści.

Co jest na scenie, a co jest na ekranach?

Na scenie widzimy dom Gatsby’ego i warsztat biednego Wilsona – a na ekranach są wyświetlane sceny, które się dzieją w domu bogatych Buchananów. Ten dom, tak oddalony od świata zwykłych ludzi, poznajemy tylko z ekranów.

Tak jak domy celebrytów, które znamy z TV?

Nie chodzi o celebrytów i TV – ten temat sam siebie demaskuje i nie trzeba o nim robić spektakli. Chodzi o przepaść, jaka istnieje między ludźmi wzdłuż podziałów klasowych. Ludzie bogaci poruszają się po innych przestrzeniach, innych szpitalach, innych szkołach, innych samolotach, innych sklepach, jeżdżą innymi samochodami niż ludzie biedni.  Nie ma między nimi relacji oprócz relacji zatrudnienia. Multimedia są w spektaklu po to, by tę różnicę uwydatnić.

Dlaczego decydował się Pan sam przetłumaczyć "Wielkiego Gatsby’ego"?


Tak jest prościej. Gdybym korzystał z istniejącego przekładu, ciągle bym musiał sprawdzać, jak jest w oryginale. Tłumacząc sam, jestem bliżej materii, którą stworzył autor.

Czy Pana adaptacja zmienia treść powieści?


Nie. Na próbach ciągle powtarzam, że właściwym scenariuszem jest książka – i ciągle się do niej odwołujemy. Na próby chodzę z angielską wersją powieści, nie ze scenariuszem.

Jak powieść "Wielki Gatsby" znosi przeniesienie na scenę?


Dziwię się, że to nie jest napisane jako dramat. Ta powieść tak bardzo opiera się na sprzecznościach, które są motorem dramatów, że nic nie musimy zmieniać ani dramatyzować. Wystarczy wziąć na poważnie treść powieści. Konstrukcja dramaturgiczna powieści jest wręcz perfekcyjna. Co więcej, Wielki Gatsby jest napisany w sposób elegancki i ekonomiczny – nie ma zbędnych słów ani motywów. Mam wrażenie, że jest to minimum potrzebne, żeby w ogóle opowiedzieć tę historię. Ta książka jest przecież bardzo krótka.

Czy Pańska inscenizacja będzie się różniła od wersji filmowych?

Mam nadzieje, że tak. Wersja filmowa z Robertem Redfordem w roli tytułowej jest pięknie zrobionym filmem, z pięknymi kostiumami i scenografią – ale wydaje się, że reżyser nie do końca wiedział, po co robi ten film, a aktorzy nie do końca wiedzą, co mają grać.

Zawsze mi się wydawało, że w filmie na siłę zrobiono z "Wielkiego Gatsby’ego" romans.

To jest główny problem dramaturgiczny. Chcąc sprzedać tę powieść, wydawcy reklamują ją jako piękną historię miłosną, co siłą rzeczy narzuca pewien schemat. A Gatsby do tego schematu nie pasuje. Wprawdzie opowiada historię pewnej miłości, ale robi to w sposób bardzo przewrotny, osadzając tę miłość w relacjach ekonomicznych. W związku z tym, stwarza się przerażający i wzruszający obraz naszego świata, w którym emocje nigdy nie są wolne od kwestii materialnych.

Łukasz Korczak
Teatr dla Was
8 czerwca 2011
Portrety
Michał Zadara

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...