Miłość jak morfina

"Morfina" - reż. Waldemar Raźniak - Teatr Roma w Warszawie

Aktorka. Arystokratka i warszawianka z urodzenia i wyboru. Anna Czartoryska. Na Novej Scenie Romy opowiada o wielkiej miłości Michaiła Bułhakowa - Jelenie

To pierwsza rola, w której sama będzie musiała wypełnić scenę. W spektaklu towarzyszy jej, co prawda, zespół muzyczny, bo częścią opowieści są piosenki – przede wszystkim Agnieszki Osieckiej – ale to na aktorce spocznie ciężar pokazania bohaterki: Jeleny Siergiejewny Szyłowskiej, pierwowzoru Małgorzaty z głośnej powieści Bułhakowa.

Muza życia i śmierci

Kim była Małgorzata dla swojego Mistrza?

– Całym światem, wielką miłością, muzą, inspiracją – nie ma wątpliwości Czartoryska.

A kim była dla pisarza jego trzecia i ostatnia żona, Jelena, której wspomnienia stały się kanwą spektaklu?

– Tym samym, a może kimś jeszcze więcej. Tytuł przedstawienia „Morfina” jest nieprzypadkowy – podkreśla aktorka. – Jelena i jej miłość sprawiały, że nawet w ciężkiej, nieuleczalnej chorobie, z jaką zmagał się pisarz, życie stawało się lżejsze, piękniejsze. A śmierć może była mniej straszna, mniej bolesna.

Bułhakow, z wykształcenia lekarz, debiutował jako pisarz opowiadaniem zatytułowanym „Morfina”. Czerpał w nim z własnych doświadczeń. Jako młody człowiek poznał odurzającą moc tytułowego specyfiku. Pod koniec życia pozwalał mu uśmierzać ból. Zmarł, jak jego ojciec, na nieuleczalną wtedy nerczycę. Miał 48 lat.

Jelena towarzyszyła pisarzowi do końca. Przez osiem lat. Była kobietą zauroczoną osobowością i talentem ukochanego mężczyzny, ale też – jako osoba wykształcona, znająca kilka języków, tłumacząca literaturę – świadomą jego literackiego warsztatu. Pisarz do ostatnich dni dyktował żonie poprawki w tekście „Mistrza i Małgorzaty”. To Jelena zadbała, by powieść została wydrukowana.

Dlaczego właśnie Jelena Bułhakowa, z jej dramatycznymi życiowymi doświadczeniami, zainspirowała 28-letnią dziś Annę Czartoryską?

Jelena przemawia nocą

Do tej pory teatralna widownia mogła ją kojarzyć ze spektaklami „To idzie młodość” i „Moulin Noir” w Teatrze Współczesnym, z którym jest związana od 2009 roku, czy przedstawieniem Romy „Piosenka jest dobra na wszystko”. Szersza publiczność zapamiętała ją z ról efektownych serialowych bohaterek: Pauli z „Domu…” i „Miłości nad rozlewiskiem”, Anki z „Przystani” i Ewy z „Nowej”.

Aktorka – która jest nie tylko absolwentką warszawskiej Akademii Teatralnej, ale ukończyła też Państwową Szkołę Muzyczną II Stopnia im. Chopina (sekcja piosenki) i przez dwa lata studiowała muzykologię na UW – zdradza, że na początku myślała o recitalu.

– Głównie z piosenkami Agnieszki Osieckiej – mówi Czartoryska. – Przy czym nie postać autorki była tu kluczem. Wybrane utwory łączył motyw nocy.

Reżyser Waldemar Raźniak, do którego zwróciła się z pytaniem, czy by jej nie pomógł, w odpowiedzi przyniósł pamiętniki Jeleny Bułhakowej. W Polsce niepublikowane.

– Okazało się, że słowa obu kobiet idealnie ze sobą korespondują – opowiada Anna Czartoryska.

W biografii Jeleny pojawia się tak typowy dla Osieckiej motyw trudnej miłości. Bułhakowa dla ukochanego mężczyzny opuściła dawną rodzinę. – Przed takim wyborem może stanąć w pewnym momencie każda kobieta – komentuje aktorka.

Księżniczka na rowerze

Jej prywatnie nie zdarzyło się rozwiązywać dylematów tak dramatycznych. To, że pochodzi z arystokratycznej rodziny, nie przeszkodziło jej w myśleniu o aktorstwie. Mama była operową śpiewaczką, więc wniosła do domu teatralną atmosferę. Ojciec Stanisław Czartoryski, choć pochodzi z książęcego rodu i sam był dyplomatą, także nie sprzeciwiał się decyzji córki.

– Przecież ten zawód nie przynosi ujmy na honorze – śmieje się aktorka. – Ale oczywiście staram się nie schodzić poniżej pewnego poziomu.

Na co dzień Anna Maria Teresa jest osobą naturalną. W rodzinnej Warszawie, z której wyjechała za granicę jako sześciolatka, a wróciła jako nastolatka, żyje jak większość jej rówieśników. Lubi pływanie i jazdę na rowerze. Najchętniej porusza się po ścieżkach na Powiślu. Tej wiosny też się tam wybiera, tylko musi postarać się o rower. A może odnajdzie się ten, który jej skradziono jesienią, tuż pod kamerą zainstalowaną na budynku? Po cichu na to liczy.

Jolanta Gajda-Zadworna
Zycie Warszawy
16 marca 2011

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...