Miłość na równi pochyłej

"Tosca" - reż. Marek Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

Marek Weiss po raz trzeci poważył się wystawić nieśmiertelną "Toskę" Giacomo Pucciniego, tym razem w scenerii gdańskiej Opery Bałtyckiej, z solistami, na których dojrzałość artystyczną czekał. I tak jak wielokrotnie właśnie ta mała przestrzeń drażniąco przeszkadzała, tym razem realizatorom udało się uzyskać efekt współmierny do tematu, energii i wymowy tego niezwykłego dzieła. Wyjątkowość "Toski" zasadza się na wielkiej, różnorodnej muzyce, kreującej własną dramaturgię zdarzeń, zbudowanej z kilkudziesięciu motywów muzycznych, pozwalających chłonąć operę z rozkoszą i w całości.

Popisy wokalne solistów pozostaną na długo w pamięci, przede wszystkim ze względu na rzadkie w operze współgranie z akcją dramatycznych wydarzeń. Składnikiem zasadniczym była również jawna deklaratywność reżysera, ujawniająca się od lat kreśleniem portretów silnych kobiet, wyznaczających sobie szlachetne cele, gotowych poświęcić życie w imię prawdy, miłości, idei. Wszystko razem pozwoliło stworzyć dzieło o uniwersalnym przekazie.

"Tosca" to historia romantycznych kochanków uwikłanych historycznie i ludzko w mieście Rzymie w ostatnim roku XVIII wieku. Nie poznajemy przeszłości bohaterów, tylko współczesne ich lokowanie społeczne i zawodowe. Ona - Floria Tosca - jest słynną śpiewaczką operową, on - Mario Cavaradossi - malarzem, jej kochankiem. Psychologicznie bogata, jak na operę oczywiście, jest Tosca, która pokazuje swoją kobiecą różnorodność, od zazdrości wobec malowanej w kościele Marii Magdaleny, która ma rysy znanej jej kobiety, przez płomienne wyznania miłosne, po morderstwo znienawidzonego Scarpii i samobójstwo. Cavaradossi początkowo ujawnia się jako artysta z fantazją podchodzący do swojej pracy i z życzliwym dystansem wobec niedorzecznych zarzutów Toski. Ostatecznie zostaje bojownikiem w sprawie wolności. Umiera zgodnie z podstępnym planem Scarpii, chroniąc do końca swojego przyjaciela, Angelottiego, cierpiąc za niego tortury i jednocześnie jawnie opowiadając się za wolnymi Włochami i sprawiedliwością. Dwoje kochanków umiera w imię prawdziwej miłości, której Scarpia nie mógł zdobyć u Toski siłą ani podstępem. Umierają z powodu zawiści jednego człowieka, knującego intrygę w sposób przemyślany i systemowy, nie bojącego się żadnych konsekwencji, stojącego poza prawem, choć na czele prefektury policji.

Marek Weiss potraktował dzieło Pucciniego z należytą uważnością, nadając mu jednocześnie autorski ryt interpretacyjny. Weryzm, tak wysoko podnoszony w przypadku tej opery, został uwypuklony w innych, niż spodziewane, momentach. Widz zostaje poinformowany o zwycięstwie Napoleona pod Marengo, akcja nie przenosi się dosłownie do trzech różnych miejsc włoskiej stolicy, tylko umownie adaptuje się w scenograficznie pomysłowej przestrzeni. Trzyaktowe dzieło zostało zaprezentowane w dwóch częściach, nadając całości dynamiki. Egzekucyjny patos reżyser ogranicza do rozciągnięcia sceny więziennej, w której Cavaradossi próbuje napisać list do ukochanej, a następnie wydłuża scenę, kiedy Tosca "instruuje" kochanka, jak ma udawać trupa. Śmierć bohatera następuje szybko, z rąk strażnika więziennego, poruszającego się jak zombie, który strzela do niego z pistoletu, tym samym "ogałacając" postać z wielkości czynu, za jaki poniósł śmierć. Tosca, demonstracyjnie w gdańskiej inscenizacji, pozbawia się życia, korzystając z pistoletu pozostawionego przez "nieumarłego", czym nie przypomina diwy skaczącej w przepaść, aby zjednoczyć się z kochankiem po śmierci.

Najwyższy poziom prawdy emocjonalnej, zarezerwowany tylko dla opery, osiągnął Weiss w dwóch warstwach: muzycznej i symbolicznej. I tak jak można mieć pewne zastrzeżenia do premierowych ujawnień solistów, szczególnie Katarzyny Hołysz jako Toski, to absolutnym majstersztykiem okazało się połączenie orkiestry pod batutą Tadeusza Kozłowskiego oraz chórów: Opery Bałtyckiej i Dziecięcego Canzonetta. Trzy sceny na długo zapiszą się w pamięci widzów: finałowe, z pierwszego aktu z "Va Tosca" i "Te Deum laudamus" oraz scena więzienna, w której Scarpia przesłuchuje Cavaradossiego ("Ha pi forte sapore"), a z offu chór śpiewa swoją partię, zdając się walczyć o duszę bohatera. Ogromną przyjemnością było również towarzyszenie solistom w ich scenicznych kreacjach wokalnych. Bezbłędny był Mikołaj Zalasiński, oddający aktorsko i wokalnie poziomy interpretacyjne swojej postaci. Reżyser przypisał Scarpii znamiona demona, przebiegłego, bezwzględnego, traktującego innych instrumentalnie, który mimo że umiera z rąk Toski, osiąga swój cel, jakim było dysponowanie cnotami tytułowej bohaterki. Cnota niewinności Toski zostaje bezpowrotnie zbezczeszczona przez morderstwo naczelnika. Jednak sama bohaterka w gdańskiej inscenizacji nie przegrywa. Jej deklaracja "Żyłam dla sztuki, żyłam dla miłości" tłumaczy akceptująco jej działania, zarezerwowane silnym osobowościom, gotowym dopełnić życiem swoje manifestacje. Tak więc Zalasiński gra swobodnie, pozwalając sobie na komediowe zacięcie, w rezultacie sarkastycznie dławiące boleść Toski. Nie posługuje się sztuczną egzaltacją, a formę wykorzystuje do podkreślania uniwersalnego zła tkwiącego w Scarpii. Dopełnieniem aktorskiego popisu, wychodzącego poza klasyczne ramy opery, jest wirtuozeria wokalna, jaką uraczył słuchaczy Mikołaj Zalasiński. Aktorsko ciekawy był Paweł Skałuba w roli Cavaradossiego, podążał jednak znanymi sobie metodami interpretacyjnymi, tłumiącymi jego możliwości. Sprostał wymaganiom wokalnym niemal idealnie, dojrzale wpisując swoją postać w miłosny dramat. Brawa zebrał zakrystianin, czyli Daniel Borowski, za potraktowanie swojej postaci z przymrużeniem oka.

Najtrudniejszą rolę miała niewątpliwie Katarzyna Hołysz, która musiała zmierzyć się nie tylko z mitem tego dzieła i tytułowej postaci, ale również z wyznacznikami koncepcyjnymi reżysera. Pokazała, że posiada dojrzałość, aby udźwignąć tragiczny wymiar swojej bohaterki, rozpiętej między bogobojną, cnotliwą kobietą, stającą również mężnie w obronie dobra, którego egzekucja jest nieuchronna. Od składającej kwiaty Maryi, konfrontację z wizerunkiem Marii Magdaleny, wyznania miłości, buntu wobec cierpienia, niesprawiedliwości i nikczemności, po odgrywanie śmierci i próbę jej oszukania, Tosca dociera do kresu swej kobiecości. Szkoda, że w kilku momentach solistka podparła śpiew falsetem, jednak w całości jej wykonanie wielu partii wokalnych należy uznać za bardzo udane.

Wszyscy główni soliści mieli okazję na wyśpiewanie się, dlatego łatwiej jest ocenić ich wysiłek. "Tosca" jest pod tym względem wyjątkowa. Muzycznie bogata, inspirująca, różnorodna, w wielu momentach zaskakuje płynnością i lekkością kompozytorską. Soliści śpiewem podążają za rozgrywanymi dramatycznymi wydarzeniami, nie spowalniając tempa. To bez wątpenia opera, która przetrwała próbę czasu jako dzieło muzyczne i sceniczny dramat.

Scenografia Hanny Szymczak dawała złudzenie przestrzeni, tak potrzebne w Operze Bałtyckiej. Równia pochyła zbudowana na scenie pozwalała na naturalny ruch sceniczny, co znacznie uwiarygadniało zachowania postaci. Zabudowana scena była po prostu funkcjonalna. Ponure kolory sygnalizowały o mającym rozegrać się dramacie. Nie do końca zagrały wizerunki Marii Magdaleny wyświetlane z rzutników w kościelnej przestrzeni, być może dlatego, że niezbyt widoczne były zmiany, jakie na oczach widzów miały się dokonywać. Owieczka stanowiąca rekwizyt pastuszka ostatecznie była zabawna, chociaż symbolizowała niewinną ofiarę, jaka złożona została w celu uwiarygodnienia siły zła.

Trzecia wersja "Toski" według Weissa zrobiona jest według klasycznego kanonu wystawiania dzieła operowego w przestrzeni, według reżysera, dla niej zarezerwowanej, czyli budynku teatralnym. Mimo że ciekawym byłoby podążanie niczym w procesji po różnych przestrzeniach miasta, jak w inscenizacjach rzymskiej z 1992 roku czy zeszłorocznej we Wrocławiu, gdańska propozycja nie rozczarowuje brakiem pomysłów. Szkoda, że reżyser nie doprowadził do jasnego sądu dotyczącego roli Marii Magdaleny i skonfrontowania jej postaci z Toską, bo mógłby być to wątek ciekawy, także w odniesieniu do wolnomularza Pucciniego. Mimo pewnych zastrzeżeń "Tosca" jest jednak najlepszą od czasów "Ariadny na Naxos" inscenizacją Marka Weissa.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
3 czerwca 2014

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia