Miłość nie umiera nigdy

"Love story" - reż. Zbigniew Kułagowski - Nowy Teatr w Słupsku

Nowy Teatr w Słupsku od 1 września może stać się samotnie dryfującym statkiem-widmo, pozostającym pod pręgierzem koncepcji na kulturę i oszczędności w mieście zawiadywanym przez Roberta Biedronia.

Niepewność i determinacja to najgłośniej wypowiadane kwestie przez zespół pozbawiony stałej sceny i czekający na decyzje magistratu w sprawie być albo nie być. Mimo wielomiesięcznych rozterek egzystencjalnych, udało się dyrektorowi i jednocześnie reżyserowi, Zbigniewowi Kułagowskiemu, doprowadzić do polskiej prapremiery musicalu "Love story". Po udanym wystawieniu w mieście nad Słupią "The Sound of Music" (ocenionym pozytywnie przez Londyńską Agencję Josefa Weinbergera), teatr otrzymał prawa do "Love story", z licencją na półtora roku, z prawem do 30 pokazów w Nowym Teatrze (bez możliwości prezentacji wyjazdowych).

Scenariusz do musicalu napisał Stephen Clark na podstawie bestsellerowej powieści "Love story" Ericha Segala z 1970 roku. Historia niby banalna na wskroś, jednak traktująca o niezniszczalnej sile miłości, która wbrew przeciwnościom, daje nadzieję i wiąże po grób. Powieść i film na jej podstawie, odniosły komercyjny sukces, jak będzie z polską prapremierą musicalu? Odbiór premierowej publiczności jak zawsze bezcenny, bo nawet mężczyźni byli wyraźnie poruszeni, panie ocierały łzy, ale może to tylko wysokie tony śpiewanych piosenek? Jak wypowiadał się reżyser, dla niego wartością są ponadczasowe problemy młodych z adaptacją społeczną, wynikającą z uwarunkowań rodzinnych czy finansowych, brak komunikacji w rodzinie, powierzchowność relacji. Oczywiście gatunek musicalu nie upoważnia do psychologicznej głębi, co osłabia siłę przeżyć i może prowadzić do prostych skojarzeń z sentymentalnymi i niskiej jakości komunałami. Ale nie musi tak być

Nowy Teatr przygotowywał premierę bardzo pieczołowicie. Powołano "sztab" specjalistów, m.in. sopranistkę, Magdalenę Witczak, Andrzeja Ozgę do tłumaczenia tekstów piosenek czy Rafała Kłoczko, dyrygenta i kompozytora związanego z Gdyńską Orkiestrą Symfoniczną. Był casting do głównych ról (wybrano utytułowanych, zdolnych oraz młodych artystów), prasowe "zajawki" pracy nad spektaklem, a nawet flash mob w lokalnym Centrum Handlowym "Jantar". Wyłoniono dwie pary odtwórców głównych postaci, a sobotnia premiera miała dwie odsłony, aby można było zobaczyć dwie obsady. W takim zresztą systemie musical będzie pokazywany w najbliższym czasie.

Spektakl pod względem muzycznym (muzyka na żywo siedmioosobowego zespołu instrumentalnego) i wokalnym zasługuje na słowa uznania. Starannie przygotowani soliści pierwszej obsady, Katarzyna Tapek w roli Jennifer i Marcin Franc jako Oliver zaprezentowali się wybornie (najciekawiej podczas przygotowywania macaroni), choć potrzebowali kilku scen, aby czuć się swobodnie. Tapek i Franc mieli pomysł na swoje postaci, pokazali, jak bardzo można być w miłości zdeterminowanym. Doświadczona solistka operowa, Magdalena Witczak jako matka Jenny, nie miała niestety rozbudowanej roli, dużo więcej do zaśpiewania miał ojciec głównej bohaterki Phil, w tej roli bas Cappelli Gedanensis, Piotr Macalak. W pierwszym akcie sytuacja sceniczna mogła usypiać widza, jednak akt drugi zdawał się być przygotowany w zawrotnym tempie. Klamrowa budowa musicalu, zbiorowe sceny wokalne, wycisnęły "potoki" łez.

Ambitny plan muzycznego podboju serc widzów wydaje się wykonany z nawiązką, choć najsłynniejszy motyw mógł być wykonany wyłącznie raz. Zastrzeżenia mogą budzić kostiumy, nie pasujące do epoki współczesnej i minionej, irytował nadmiar szczegółów przy jednoczesnym braku pomysłu na styl. Bolączką w Słupsku jest również niewielka scena, która zdecydowanie ogranicza możliwości ruchu, szczególnie w tym spektaklu, gdzie było dużo scen zbiorowych. Nie zawsze przekonywało mnie polskie tłumaczenie tekstu reżysera spektaklu, ponieważ mało miało wspólnego ze współczesną nomenklaturą młodzieżową.

Gratulacje za łamanie schematów - po raz kolejny Nowy Teatr w Słupsku zabiera się z powodzeniem za musical, goszcząc nowych artystów i tym samym rozszerzając pole widzenia wiernej publiczności. Gratulacje za trwałe dowody na to, że miłość do teatru może wyrażać się ponad podziałami, ponadlokalnie i wbrew przeciwnościom. Gratulacje dla dyrektora, Zbigniewa Kułagowskiego, który 1 września obchodzi 30-lecie pracy artystycznej.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
3 września 2015

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia

WIELKIE GORĄCE SZYBKIE...
Zapowiedź reżysera.
W jaki sposób powstał wszechświat i c...