Miłość nie wybiera

"Szkoda, że jest nierządnicą" - reż. Dan Jemmett - Teatr Polski w Warszawie

Przygotowanie inscenizacji, która byłaby od początku do końca perfekcyjnie dopracowana nie jest rzeczą łatwą. Nie każda wizja reżyserska jest możliwa do przeniesienia na scenę, dlatego kiedy ogląda się w stu procentach przemyślany spektakl należy chłonąć jego atmosferę. Okazję do tego stwarza „Szkoda, że jest nierządnicą", przedstawienie wyreżyserowane przez Dana Jemmetta w Teatrze Polskim w Warszawie.

Reżyser sięgnął po pochodzący z XVII wieku tekst brytyjskiego dramaturga Johna Forda, który na łamach swojego utworu opisał historię kazirodczej miłości pomiędzy rodzeństwem. Młody i światły Giovanni (w tej roli Maksymilian Rogacki), potomek możnego rodu darzył swoją piękną siostrę występnym uczuciem. Miotany emocjami ośmielił się wyznać ukochanej całą prawdę, Annabella (Marta Kurzak) nie widziała w jego uczuciu niczego niestosownego. Co więcej, odwzajemniała je. Młodzi zostali kochankami. Choć motyw kazirodztwa pojawia się w wielu dramatach, postacie najczęściej żałują swoich słabości. W przypadku głównych bohaterów „Szkoda, że jest nierządnicą" sytuacja była odwrotna. Ich związek był namiętny, pełen gwałtownych emocji, jednak nie było w nim mowy o opamiętaniu się. Wątpliwości moralne Giovanniego znikały, kiedy na horyzoncie pojawiała się kusząca postać Annabelli, dziewczyna zaś do ostatniej chwili życia nie żałowała swoich kroków.Kazirodcza relacja była centralnym punktem historii, do której doklejono wątki poboczne. Oficjalnie o rękę Annabelli starali się zalotnicy, których kondycja moralna (i psychiczna) pozostawiała wiele do życzenia. Miłość była transakcją, choć ojciec dziewczyny twierdził, że pozostawił jej wolność ostatecznego wyboru. Jak przystało na siedemnastowieczny dramat, w tle pojawiła się zemsta za dawne krzywdy, zdradzona kochanka, kilka morderstw. Każdy widz znalazł coś dla siebie.

Aktorzy zamiast statycznie wypowiadać kolejne frazy, wyrzucali je z siebie dosadnie, z gwałtownością. Ich postacie nie były przy tym przerysowane, choć nie raz zdawały się stać tuż przy granicy z przesadą. Nie jest to z mojej strony zarzut, wręcz przeciwnie. Spektakl opowiadał o zdarzeniach, do których nie można podchodzić z opanowaniem. Nieprzeciętna miłość wymagała nieprzeciętnych środków wyrazu. Reżyser zdecydował się osadzić akcję we współczesnych realiach, przy czym zachował rytm białego wiersza, jakim napisano tekst dramatu. Uszanował również konwencję gry na boku i zwrotów do widzów. Scenograf Dick Bird stworzył na Scenie Kameralnej przestrzeń oscylującą pomiędzy modnym klubem (na co mógłby wskazywać bar i podświetlany podest do tańca), a wybiegiem, na którym postacie prezentują się jak modele i modelki. Wystawieni na ocenę widzów mogą chronić się w dymie, jakim otulano przestrzeń gry oddzielając od siebie kolejne sceny. Tłem do namiętności bohaterów była dyskotekowa muzyka. Postacie czasami poruszały się do jej rytmu, częściej wykraczając poza niego. Skoro moralność w tym świecie nie istnieje, kto by się przejmował rytmem?

Przestrzeń, dym, kolorowe światła, kula stroboskopowa i dudniąca w uszach muzyka nie wystarczyły do przeniesienia widzów do tego pełnego rozrywek świata. Sylvie Martin-Hyszka dopełniła dzieła przygotowanymi dla aktorów kostiumami. Postacie noszące garnitury, koronkowe sukienki, połyskujące kurteczki i gorsety są gotowe zarówno na dobrą zabawę w klubie, jak i lansowanie się na wybiegu. Jednak dla większości z nich to pozory, przecież walczą ze sobą o władzę, miłość i życie.

Giovanni i Annabella kochali się prawdziwie, choć wbrew zdrowemu rozsądkowi i normom moralnym społeczeństwa. Jednak argument o moralności nie brzmi najlepiej w zetknięciu z pozostałymi wydarzeniami ukazanymi na scenie. Hipolita wystawiła męża na (prawie) pewną śmierć ku radości swojego kochanka Soranza (Piotr Cyrwus), który później zdawał się nie pamiętać o swoich przewinieniach i ośmielał się mieć za złe Annabelli, że poślubiła go, aby ustrzec się przed ludzką obmową. Ojciec kochającego się rodzeństwa zajmował się wyłącznie interesami, podobnie jak Donado. Dopiero morderstwo Bergetta ustanowiło wyrwę w życiu mężczyzny, jednak nie na długo.

Postacie obserwowane na scenie wywoływały emocje, ale czy sympatię? Kazirodczemu uczuciu kibicowałam przez cały spektakl, ponieważ żadne z rodzeństwa nie użalało się nad swoim losem, obawiając się ognia piekielnego, którego dopominał się dla nich Ojciec Bonaventura. Żyli chwilą obecną, w świecie pełnym występków, na tle których ich własny zdawał się tylko kolejną rysą. Interesujący i nie żałujący swoich błędów bohaterowie pojawiają się w teatrze tak rzadko, że kiedy się zjawiają, życzę im powodzenia, nawet wbrew logice. Szczerą sympatię wzbudzał Bergetto (w tej roli Krzysztof Kwiatkowski), dziecinny i ekscytujący się całym światem chłopak. Do stworzenia jego postaci Kwiatkowski wykorzystał trochę stereotypów, kilka utartych tricków i na Scenie Kameralnej przedstawił widzom postać naiwną, lecz bodajże jedyną prawdziwie niewinną w tej opowieści. Poza nim przed oczami publiczności przetoczył się cały szereg person reprezentujących sobą różne stany społeczne i mniej lub bardziej nadszarpniętą kondycję moralną. Dla każdego coś dobrego. Jednak warto zapamiętać zakończenie tej historii, finał z morałem. Prawie zawsze za zło otrzymuje się karę - w tym temacie nic się nie zmieniło od siedemnastego wieku. Choć przysłówek „prawie" pozostaje w widzach jak niechciana drzazga.

„Szkoda, że jest nierządnicą" zaskakuje i będzie zaskakiwać. Jednak nie użyłabym do określenia tematyki tego przedstawienia słowa „szokujący". Motyw kazirodztwa od czasu do czasu pojawia się w teatrze, w kulturze, a popularność serialu „Gra o tron" sprawiła, że wątek fizycznego związku dwójki rodzeństwa kojarzy się młodym widzom wręcz pozytywnie, gdyż gwarantuje wartką fabułę. Jednak przedstawienie wyreżyserowane przez Dana Jemmetta jest całością stworzoną ze wszystkich komponentów: ze scenografii, muzyki, aktorów i ich sposobu gry oraz fabuły dramatu. Dlatego uznanie jednego elementu za nieudany powoduje zaburzenie odbioru całego spektaklu. „Szkoda, że jest nierządnicą" może podobać się jako samo napędzająca się siła, lub nie podobać się wcale.

Agata Białecka
Dziennik Teatralny
12 stycznia 2017
Portrety
Dan Jemmett

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia