Miłość zawsze warto ratować

"Małe zbrodnie małżeńskie" - reż. M. Sosnowski - Teatr Kochanowskiego w Opolu

Ogromnie popularna sztuka Schmitta to psychodrama z zagadką kryminalną w tle, niepozbawiona także elementów komediowych. Jej bohaterowie - Lisa i Gilles - od 20 lat są małżeństwem. Wystarczająco długo, by się znienawidzić i rozstać, wystarczająco długo, by walczyć o związek, który kiedyś przepełniony był miłością. "Małe zbrodnie małżeńskie" to materiał na aktorski popis. Beata i Leszek Malcowie świetnie go wykorzystali

Gilles spadł ze schodów i stracił pamięć. Kiedy na scenie zapalają się światła, właśnie wraca do domu ze szpitala. Lisa pomaga mu odbudować utraconą tożsamość. Opowiada, jakim był wspaniałym mężem. Ale czy był nim naprawdę, czy tylko Lisa chce zaszczepić w nim cechy, o których marzyła, a których brak zawsze ją ranił? Nic tu nie jest takie, jak się nam zrazu pokazuje. Lisa i Gilles prowadzą grę, zaskakującą i przewrotną, odsłaniając stopniowo swe tajemnice i w kilkadziesiąt minut scenicznej akcji dokonując głębokiej i bolesnej analizy swego związku. Raz ona wydaje się ofiarą, raz on, a nasza sympatia przychyla się to w jedną, to w drugą stronę.

Realizacja tego tekstu opartego głównie na słowie może być sukcesem tylko pod jednym warunkiem - jeśli aktorom uda się pokazać życiową prawdę. Beata Wnęk-Malcc i Leszek Malec są w pełni wiarygodni, bezbłędnie oddając całą różnorodność emocji od rozczarowania, złości i nienawiści, po bezradność, poczucie krzywdy czułość i oddanie. Oboje poruszają i wzruszają, ale to od Beaty nie mogłam oderwać oczu. Po prostu po babsku się z nią identyfikuję. W ich historii każdy może się przejrzeć. Schmitt chciałby, żeby na świecie wszystko układało się dobrze. Ta historia też ma happy cnd. Prawdziwą miłość, nawet poranioną, zawsze warto ratować. To banał, ale mądry.

Iwona Kłopocka
Nowa Trybuna Opolska
13 września 2011

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia