Młodość – na scenę!

"Zimowa opowieść" - reż. Cezary Morawski - Teatr Collegium Nobilium Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza

Problem zdrady, będący siłą napędową wielu ludzkich działań, niemal od zawsze stanowił jeden z ulubionych tematów pisarzy, poetów, artystów. Motyw to niezwykle nośny i ponadczasowy. Ponad czterysta lat po tym jak William Szekspir napisał jedno ze swych ostatnich dzieł, studenci Akademii Teatralnej pod kierownictwem Cezarego Morawskiego, postanowili przedstawić tę późną, szekspirowską tragikomedię na deskach Teatru Collegium Nobilium.

W życiu niczego nie należy być pewnym. Miłość, przyjaźń, wierność, uczciwość – wszystko można poddać w wątpliwość z różnych powodów. Kiedy powody te okazują się być uzasadnione (przyjaciel rzeczywiście zdradził, żona faktycznie okazała się niewierną) łatwo usprawiedliwić najokrutniejszą nawet zemstę. Gorzej, gdy człowiek sam wplątuje się w niebezpieczną sieć własnej, niczym nieuzasadnionej podejrzliwości, która doprowadzić może do tragedii. Tak jak to było w przypadku króla Sycylii, Leontesa, dla którego gościnność żony względem jego serdecznego przyjaciela, władcy Czech, Poliksenesa, okazałasię do tego stopnia podejrzana, że posądza ich o zdradę.Za karę wtrąca brzemienną królową do więzienia, gdzie wkrótce po porodzie umiera. Umiera również ukochany syn króla Mamiliusz, a rzekomy fałszywy przyjaciel ucieka do rodzinnych Czech. Nowonarodzoną córkę niepohamowany w swej zazdrości król rozkazuje zabić, a jednak jego dobry i wierny sługa Antygonus wywozi ją do Czech, gdzie znajduje ona bezpieczne schronienie w domu pasterza. Oczywiście prawda zawsze musi wyjść na jaw, zwłaszcza jeśli jest niewygodna. I tak nasz król za sprawą wyroczni dowiaduje się, że żona była wierna, a przyjaciel niewinny. Nie zmienia to jednak biegu wydarzeń – co się stało, to się nie odstanie. Po szesnastu latach „wygnana" księżniczka zakochuje się w nikim innym, jak w synu Poliksenesa. Na szczęście dla wszystkich bohaterów, dzięki pomyślnemu splotowi wydarzeń następuje pomyślny finał.

Jak widać, w kilku zdaniach można streścić „Zimową opowieść". Jednak to, co w niej najważniejsze, nie zamyka się w intrygujących wydarzeniach, czy ciekawej fabule. Ta szekspirowska tragikomedia jest znakomitym dziełem, w którym niezwykle barwnie i sugestywnie przedstawione zostały ludzkie namiętności, będące osią dla przedstawianych wydarzeń, zwłaszcza, gdy nieuzasadniony i urojony „dramat" jednego człowieka (niepohamowanego w swej zazdrości Leontesa) okrutnie oddziałuje na wszystkich bohaterów.

Przed studentami Akademii Teatralnej postawiono nie lada wyzwanie przedstawienia tej historii w taki sposób, by ukazując baśniowy wydźwięk szekspirowskiego dzieła nie dopuścić do tego, aby widz pogubił się w wielobarwnej opowieści.

To, co najbardziej uderza w przedstawieniu to niezwykła żywiołowość młodości, która emanujeze sceny niemal w każdym geście i słowie młodych aktorów. Kamil Mrożek w roli królewskiego syna magnetyzuje poprzez ruch sceniczny – pełen dziecięcej radości i niewinności skacze po scenie, biega z zachwytem w oczach, a wraz z nim szczęśliwy uśmiech pojawia się na twarzy każdego, kto na niego patrzy. W podobnym tonie przedstawiono sceny z drugiego aktu, kiedy młodzi zakochani,Perdita (córka Leontesa) i Floryzel(syn władcy Czech) planują ślub. Radosny festiwal barw i ogólnej wesołości przeplata się z żywiołowymi tańcami. To właśnie w tych scenach najbardziej uwidoczniają się młodość i zapał bijący ze sceny.

Scenografia „Zimowej opowieści" jest nieinwazyjna, doskonale wkomponowana w treść przedstawianych wydarzeń, podobnie jak stroje bohaterów dopasowane do charakterów i konkretnych wydarzeń – gdy jest smutno, dominuje czerń i różnorakie odcienie szarości, gdy mowa o radości, wnet scena rozbłyska feerią radosnych kolorów.

Iście szekspirowską klamrą kompozycyjną okazał się spersonifikowany Czas (Piotr Marzecki), który dostojnie, acz z lekką dozą humoru pojawia się na początku i końcu przedstawienia, by pełnić rolę nadbohatera opowieści. Właściwe koniec następuje po tak długim czasie, że niektórzy mają prawo zapomnieć, że Czas w ogóle przedstawienie rozpoczął. Spektakl w swej wielobarwności i intensyfikacji zdarzeń nieco zagubił istotę napięcia wobec następujących po sobie wydarzeń. Niektóre sceny okazały się za długie, nawet przeciągnięte. Niemniej żadna z nich nie była zbędna. Kto wie, może nieco wydłużony czas przedstawienia miał na celu całkowite „zatracenie" publiczności w baśniowym świecie?

Obcowanie z dziełami Szekspira nikogo nie pozostawia obojętnym. Niezależnie od rodzaju wywoływanych uczuć, siła oddziaływania jest wielka. Jednak aby tę moc przenieść na deski teatru potrzeba nie tylko odwagi, ale też dobrego przygotowania, warsztatu i przede wszystkim pewności tego, czego człowiek się podejmuje. Młodym aktorom Akademii Teatralnej nie zabrakło żadnego z tych elementów.

Paulina Aleksandra Grubek
Dziennik Teatralny Warszawa
2 grudnia 2013

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia