Moc, humor, Polony

sylwetka Anny Polony

Wielka aktorka o mocnym charakterze. Zadebiutowała w 1959 na scenie Starego Teatru w utworze "Wojny trojańskiej nie będzie", pracowała tam od 1964 do 2002 roku. Współpracowała m.in. z Konradem Swinarskim.

Spotkałyśmy się siedem lat temu. Początkowo nie chciała słyszeć o wywiadzie, ale kiedy jej powiedziałam, że zamierzam zatytułować go, "Kto się boi Anny Polony?", roześmiała się i zgodziła. Zaprosiła mnie do swojego gabinetu w krakowskiej PWST, w której była wówczas prorektorem. Weszłam i powiedziałam: "Ja się pani boję. Nigdy nie zapomnę jak, jako debiutująca dziennikarka, zadzwoniłam z prośbą o komentarz jakiegoś wydarzenia i usłyszałam ostry głos: " Czy pani naprawdę nie ma nic lepszego do roboty, tylko zawracać ludziom głowę głupotami?!". Nie ja jedna się pani obawiałam, dodałam. 

Poskromienie złośnicy

- Wcale się nie dziwię! - odparła Anna Polony. - Mam trudny charakter, jestem gwałtowna, wybuchowa, potrafię nawet uderzyć! Nigdy nie wiem, co i kiedy mnie rozwścieczy. A jak wybuchnę, to nie mogę się zatrzymać. "Prawdziwie węgierski temperament", jak mawiała moja mama. Sama siebie się boję!

Nic dziwnego, że w słynnym "Poskromieniu złośnicy" świetnie zagrała główną rolę.

Kiedyś nie mogła sobie poradzić z rolą Horodniczyny w "Rewizorze" u Jerzego Jareckiego. Chciał, by na scenie była zimna i drapieżna, a ona grała emocjonalnie, więc ciągle zwracał jej uwagę, aż wypalił: "Tak to można grać u Moliera!"

- Zdjęłam but, pogroziłam mu i oznajmiłam, że więcej nie przyjdę. Zrezygnowałam z roli, a potem okazało się, że ta uwaga wcale nie dotyczyła mnie. Do premiery zostały trzy tygodnie. Koledzy nie chcieli zastępstwa, bo to oznaczało dodatkową ilość prób. W końcu przyszedł Jurek Trela: "Prosimy cię, wróć". Tak to ładnie powiedział, że wróciłam.

Ci, którzy ją znają, wiedzą, że czasami tylko gra złość.

- Tak było w przypadku koleżanki, którą chwyciłam za ubranie i mocno potrząsnęłam. Oznajmiła poważnie: "Jeśli jeszcze raz to zrobisz, to cię zabiję". A to był żart! Fakt, jestem bardzo szczera, nawet do przesady, bo nie umiem dyplomatycznie kłamać, a ludzie nie lubią słuchać prawdy. Tylko nieliczni to doceniają.

Jako pedagog

Wobec studentów była apodyktyczna, wymagająca, nieznosząca sprzeciwu. Potrafiła w nich nawet rzucać szklankami! Początkowo, jak sama przyznaje, była okropnym pedagogiem, krzyczącym i niecierpliwym. Potem nabrała dystansu i poczucia humoru. - Nauczyłam się współżycia z ludźmi i obracania w żart mojej złości. Mówić: "przepraszam".

Studenci doceniali to, że wiele od nich wymaga, że uczy ich, by grali z sercem, z potrzeby ducha, a nie dla pieniędzy, od których ważniejsze jest poczucie własnej godności. Przekazywała im to, czego sama nauczyła się od Konrada Swinarskiego

Rodowita krakowianka


Jej dziadek był rodowitym Węgrem. Ona sama jest rodowitą krakowianką.

Przez lata mieszkała w centrum miasta w mieszkaniu, w którym przed wojną rodzice mieli zakład introligatorski. Ojca nie znała, bo zmarł nim się urodziła, ale on także miał wybuchowy charakter. A matka?

- Była niezwykle silną osobowością. Wpoiła mi uczciwość, prawdomówność i pracowitość. Potrafiła stworzyć dom, w którym czuło się ciepło, bezpieczeństwo i miłość. Surowa, ale i wyrozumiała. Zdarzało się, że dostawałam lanie, ale też tolerowała moje wybryki. Choć jako dziecko byłam nie tylko grzeczna, ale i nieśmiała. Do tego stopnia, że bałam się chodzić do szkoły!

Dopiero na studiach pokazałam swoją diabelskość. Do dziś jestem niecierpliwa, gadatliwa, nie potrafię się ubrać, bo zwyczajnie tego nie lubię i zwykle kupuję niewłaściwe rzeczy.

Baletnica, pianistka?

W dzieciństwie wcale nie chciała być aktorką, tylko nauczycielką. Potem w jakimś starym filmie zobaczyła "Jezioro łabędzie" i zapragnęła zostać baletnicą.

W Krakowie nie było szkoły baletowej, więc wymyśliła, że będzie pianistką. Nie miała jednak cierpliwości do ćwiczeń i postanowiła śpiewać,

Kiedy jednak w liceum wygrała konkurs recytatorski (zakochana w poezji romantyków) ostatecznie zdecydowała się na aktorstwo.

Aktorka!

Znalazła się w kółku poetyckim Jana Niwińskiego, który, jak mówi, "nadał jej pierwsze szlify, rozbudził wyobraźnię i przygotował na egzamin".

Mówiła fragmenty... Orcia z "Nie-Boskiej" i zdała. Niewysoka, chuda o chłopięcej urodzie... dręczyły ją kompleksy.

Jeden z profesorów, Władysław Woźniak powiedział: "Przy tak średnich warunkach będzie pani musiała się dużo uczyć".

A jej ideałem była Helena Modrzejewska! Walczyła ze sobą i na trzecim roku ten sam profesor powiedział: "No, Polony, jest już pani prawdziwą artystką!".

- Nigdy nie byłam piękna i grałam dziwne, trochę pokręcone role.

Swinarski

W wieloznacznym teatrze Konrada Swinarskiego czuła się na swoim miejscu.

Kiedy go poznała, miała dwadzieścia pięć lat. Dostała rolę Zuzanny w "Tragedii Pana Ardena" w jego reżyserii.

- Ledwie epizod, co mnie ogromnie zezłościło, bo ówczesny dyrektor teatru, Zbigniew Hubner obiecywał, ze będę grała duże role. "Nie będę tego grać i koniec!", powiedziałam. On spokojnie wytłumaczył, że to wcale nie jest epizod, bo Zuzanna po każdej scenie wchodzi i śpiewa kilka zwrotek pięknej ballady do słów Agnieszki Osieckiej. Trochę mnie to udobruchało, ale wciąż najeżona przyszłam na próbę i wtedy zobaczyłam Swinarskiego. Był taki uroczy, przystojny...Wspólnie próbowaliśmy piosenkę: on, gitarzysta i ja. Zakochałam się i w roli, i w balladzie. A Konrad mnie zauroczył. Na scenie odniosłam sukces.

Potem Swinarski zaproponował jej rolę Orcia, niewidomego syna hrabiego Henryka w "Nie-Boskiej komedii".

- To była naprawdę duża, poważna sprawa. Ale on miał inną wizję tej postaci, a ja inną. Zamiast posłusznie go słuchać, od razu się postawiłam i powiedziałam, że nie będę grała niedorozwiniętego umysłowo debila, bo Orcio jest dzieckiem ułomnym fizycznie, ale niezwykle wrażliwym. O dziwo, Swinarski poszedł na kompromis. Do jego interpretacji dodałam własną i wyszło coś niezwykłego! Po raz pierwszy przeczytałam w recenzji, że jestem wielką aktorką. Byłam strasznie dumna i... zakochałam się w Swinarskim wielką duchową miłością. Zaczęliśmy rozumieć się bez słów. Wystarczyło spojrzenie i znaliśmy swoje myśli. Pozwolił mi zrozumieć świat i mechanizmy, jakie rządzą ludźmi. Godzinami spacerowaliśmy po Krakowie, a ja go słuchałam. Często chodziliśmy na Kanoniczą, na Wawel... Śmiało mogę powiedzieć, że Swinarski mnie stworzył, i jako aktorkę, i jako kobietę. Był moim Pigmalionem. Uczył, jak mam się opanowywać. Powtarzał: "Haniu, nie gadaj tyle. Zagraj to w odpowiedniej roli, w odpowiednim momencie".

I spadł samolot

Aż do pewnego słonecznego, sierpniowego dnia, kiedy samolot, którym leciał, spadł na ziemię.

W teatrze trwała właśnie ostatnia próba do "Wyzwolenia". Po wieczornym przedstawieniu Anna Polony poczuła się źle i szybko wróciła do domu.

- Myślałam, że zemdleję. Natychmiast położyłam się do łóżka. Obudziłam się o szóstej rano, co raczej dotąd mi się nie zdarzało.

Zaczęła czytać "Przekrój", opowiadanie o piegowatej dziewczynie, która miała dziurę w sercu.

- Nie wiem, dlaczego, ale poczułam z nią więź. Poszłam do teatru i razem z koleżanką zaczęłyśmy przymierzać kostiumy do zaplanowanego na październik "Hamleta". Włożyłam suknię Gertrudy z ostatniego aktu, czarną z czerwonymi, krwawymi plamami.

I wtedy zadzwonił telefon.

- Odebrała kierowniczka pracowni krawieckiej i jakoś tak dziwnie na mnie popatrzyła. "Pan Konrad...zginął w katastrofie samolotu", szepnęła. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś koszmarny żart, przecież on był nieśmiertelny! Do tego ten piękny, słoneczny dzień. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego niebo jest tak niebieskie, liście tak zielone, a ludzie tacy uśmiechnięci.

Życie dla teatru

Od jego śmierci poświęciła życie teatrowi.

- Szkoda, że świat zapomina o Swinarskim. Chciałabym, by pamięć o nim była kultywowana.

Skończyła już siedemdziesiąt lat. Jej charakterystyczną postać można spotkać na ulicach Krakowa. Wciąż tryska energią, wciąż ma poczucie humoru;

 I wciąż jest złośnicą, choć już nieco poskromioną.

Katarzyna T. Nowak
Polska Gazeta Krakowska
12 października 2012
Portrety
Anna Polony

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia