Modrzejewska: Sława i chwała

czy Helenę Modrzejewską warto jeszcze przypominać?

Dla rodzimych artystów, zgłodniałych globalnej sławy i przygniecionych ciężarem zaściankowości, Helena Modrzejewska może służyć za krzepiący wzór kosmopolitycznego sukcesu. Oczywiście osiągniętego w skrajnie innych warunkach niż dzisiaj, ale chyba właśnie z tego względu jeszcze bardziej imponującego. Przypadająca w tym roku setna rocznica śmierci Modrzejewskiej to święto triumfu determinacji i indywidualizmu nad mocno hierarchiczną rzeczywistością, gdzie wydawałoby się nie ma miejsca dla słabo mówiącej po angielsku aktorki z kraju, który nie istnieje na mapie.

Historia ambitnej Polki robiącej w Stanach zawrotną karierę jest mitem podtrzymywanym od dawna i zdążył się on już co niektórym znudzić. Czy Helenę Modrzejewską warto jeszcze przypominać? Bezsprzecznie tak, gdyż jej biografia w zależności od podejścia ujawnia fascynujące tajniki ludzkiego charyzmatu. Dla teatrologów losy aktorki pokazują kreowanie osobowości scenicznej w oparciu o będące coraz większym wyzwaniem role, osobowości, która dla widzów nie jest przeźroczysta. Zwolennicy feminizmu dojrzą w Modrzejewskiej porównywalny z pozytywistycznymi pisarkami przykład niezależnej kobiecości, torującej sobie w męskim świecie drogę do artystycznej niezawisłości. A wreszcie i historycy uszczkną coś z dziejów aktorki, śledząc, jakie było społeczne tło kariery osoby, z Polski pod zaborami przedostającej się do wielkiego świata Ameryki. 

Jeśli myśleć o dorobku polskich artystów w kategoriach towaru eksportowego, to spuścizna Modrzejewskiej jest powodem do szczególnej dumy. O żywej pamięci otaczającej legendę aktorki świadczy chociażby bogactwo anglosaskich publikacji, ukazujących się w druku i internecie. W 2000 roku Modrzejewska była zresztą pośrednią bohaterką skandalu na szczytach amerykańskiego życia intelektualnego. Wybitna badaczka i pisarka Susan Sontag napisała fabularyzowaną i zawoalowaną biografię Polki pt. "W Ameryce", która była przedmiotem oskarżeń o plagiat. Okazało się bowiem, iż w powieści znalazły się fragmenty niemal żywcem wzięte z czterech innych publikacji na temat Modrzejewskiej. Już to świadczy, że Polka bywa chętnie obieraną bohaterką tamtejszej kultury.

Dla Amerykanów Modrzejewska jako Modrzewska to wybitna postać teatru. Zanim jednak zyskała uznanie musiała przebyć doprawdy spory dystans. Przyszła na świat w 1840 roku, w Krakowie, jako córka wdowy po majętnym kupcu. Imię Jadwiga wpisane do rejestru, na chrzcie zostało zmienione na Helena. Była nieślubnym dzieckiem, jak później twierdziła muzyka Józefa Opida, ale wielu biografów wskazuje na księcia Władysława z rodu Sanguszków.

Młodziutka Helena z racji na dwóch przyrodnich braci aktorów, wychowywała się w domu o silnych tradycjach teatralnych. Punktem zwrotnym dla niej było jednak poznanie Gustawa Zimajera, aktora i dyrektora prowincjonalnej trupy teatralnej. Dzięki niemu nie tylko debiutowała na scenach południowej Polski, ale i zyskała sceniczne nazwisko Modrzejewska (po używanym przezeń pseudonimie). To ze związku z Zimajerem przyszedł na świat Ralph, późniejszy wybitny inżynier i konstruktor mostów. Co dla biografów ciekawe, para właściwie nie była małżeństwem. Zimajer bowiem formalnie pozostawał w związku z pierwszą żoną. 

Po rozstaniu ze swoim protektorem w 1865 roku, aktorka trafiła pod skrzydła krakowskiej sceny Stanisława Koźmiana. To tu w pełni rozwinęła swój talent dramatyczny, stawiając podobnie jak cały zespół Koźmiana na psychologiczną głębię i emocjonalną empatię. Po czterech latach sukcesów na tej scenie, przeniosła się do Warszawy. Dzięki umowie z dyrekcją kierującą tamtejszymi teatrami, zyskała status pierwszej scenicznej gwiazdy zaborów. Jej pozycja była na tyle mocna, iż gdy kilkunastu gimnazjalistów ofiarowało jej po spektaklu bukiet kwiatów w narodowych barwach, władze odebrały to jako manifestację patriotyzmu, wymuszając stosowne kroki na dyrekcji szkoły. 

Już za czasów krakowskiej kariery aktorki, mówiło się, że zasługuje na sławę na deskach międzynarodowych teatrów. Sama Modrzejewska zdawała jednak sobie chyba sprawę, iż nie ma specjalnych szans w konfrontacji ze śmietanką światowej sceny. Gdy jeszcze Zimajer próbował załatwić jej angaż do wiedeńskiego teatru, musiała zrezygnować z powodu nieznajomości niemieckiego. Kilkanaście lat później, kiedy jako żona ziemianina Karola Chłapowskiego emigrowała do Stanów Zjednoczonych, z rodziną i bliskimi (m.in. Henrykiem Sienkiewiczem), nie miała złudzeń co do swoich szans. Stąd początkowe plany, by w Ameryce zająć się pracą na...rancho przy projekcie utopijnej bohemy.

Kto wie, gdyby farma faktycznie spełniła idealistyczne postulaty (inspirowane poglądami Charlesa Fouriera), być może legenda Modrzejewskiej pozostałaby jedynie cząstką polskiej historii teatru z drugiej połowy XIX wieku. Marzenie szczęśliwej izolacji z dala od kraju i w okolicznościach surowej, amerykańskiej prowincji, nie spełniło się jednak i polska artystka postanowiła wrócić do zawodu. Jadąc do Stanów, ledwo mówiła po angielsku, przed amerykańskim debiutem postanowiła więc przejść przyspieszony, acz intensywny kurs języka. Efekt był zadowalający, gdyż jej występ na scenie California Theatre w San Francisco został przyjęty z aplauzem. 

Na fenomenalnym przyjęciu zbliżającej się do 40tki aktorki przez amerykańską publiczność musiał zaważyć nie tylko osobisty magnetyzm, o którym pisali jej biografowie, ale i chłodny profesjonalizm. Modrzejewska bez wątpienia była świadomą warsztatu artystką, uwzględniającą pełne spektrum aktorskiej profesji. Prócz lekcji języka, szkoliła dykcję i natężenie głosu, przywiązywała także wagę do formy fizycznej. Repertuar jej ról był szeroki. Choć specjalizowała się w szekspirowskich sztukach, nie stroniła od współczesnych dramatów. Jako pierwsza sprowadziła do Stanów "Norę" Ibsena.

Z końcem XIX wieku Modrzejewska jako Modjewska, z obywatelstwem amerykańskim, była już prawdziwą instytucją narodowego teatru USA. Nie zapomniała jednak o ojczyźnie, często powracając na okazjonalne tournee. Poza działalnością aktorską, angażowała się także w sprawy społeczne, biorąc np. udział w konferencji kobiecej w Chicago, gdzie mówiła o trudnym położeniu kobiet w Polsce pod zaborami. Choć karierę oficjalnie zakończyła dwuletnim tournee w latach 1905- 06, pojawiała się na charytatywnych spektaklach. Zmarła w 1909 roku w Newport Beach. Jej szczątki spoczęły na krakowskim Cmentarzu Rakowickim.

Po tym zarysie biografii widać już, ile niezwykłych przeżyć, anegdot i tajemnic musiała kryć egzystencja polskiej aktorki. Sama Modrzejewska co nieco ujawniła w wydanych pośmiertnie "Wspomnieniach i wrażeniach" (1910), ale sporo też przemilczała. Stulecie jej śmierci ponownie kieruje uwagę ku detalom jej nie tylko scenicznego bytu. Mnóstwo ich znalazło się w opublikowanej 8 kwietnia przez W.A.B. ,książce Józefa Szczublewskiego "Modrzejewska. Życie w odsłonach", będącej nowym, zrewidowanym wydaniem pracy z 1975. To nietypowa, licząca blisko 700 stron biografia, oparta na chronologicznie uporządkowanych wypisach i dokumentach. Poprzez szczątki wspomnień, archiwalnych artykułów, recenzji, ale też anegdot czy plotek, autor przedstawia Modrzejewską jako kobietę- zagadkę, zdolną wodzić za nos mężczyzn, lecz i energicznie walczyć o lepsze sprawy.  

Z publikacją książki zbiegają się inne przedsięwzięcia dokumentujące postać wybitnej aktorki. 8 kwietnia Muzeum Historyczne w Krakowie zainaugurowało wystawę "Helena Modrzejewska. Z miłości do sztuki". Składa się na nią ponad 300 różnych eksponatów; fotografii, obrazów, rysunków i szkiców, związanych z polską aktorką. Ekspozycja została podzielona na cztery części, odpowiadające różnym etapom kariery, a towarzyszy jej specjalna prezentacja multimedialna. Wystawę można oglądać do 20 września, po czym zostanie ona przeniesiona do warszawskiego Muzeum Teatralnego przy Operze Narodowej (tutaj więcej informacji). Z kolei legnicki Teatr im. Heleny Modrzejewskiej czci swą patronkę wystawą unikatowych fotogramów, którą można oglądać w godzinach spektakli Sceny na Piekarach.

Poza granicami kraju pamięć o polskiej aktorce również jest silnie kultywowana. Szkoda, że nic nie słychać o projekcie Jerzego Skolimowskiego, który w 2005 roku planował ekranizację wspomnianej powieści Susan Sontag. W postać Modrzejewskiej miała wcielić się wybitna francuska aktorka - pamiętana z "Pianistki" Isabelle Hupert. Ponadto w obsadzie znalazł się m.in. Dennis Hopper. Jeśli projekt wejdzie wreszcie w fazę realizacji, można wróżyć mu spory rozgłos. Dla Amerykanów Modrzejewska to przecież ikona. Nie tylko jako matka chrzestna stryjecznej babci hollywoodzkiej gwiazdy Drew Barrymore.

Łukasz Badula
Kulturaonline
10 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia