Mój jest ten kawałek podłogi

Rozmowa z Krzysztofem Respondkiem

- W Teatrze Rozrywki zacząłem swoją zawodową przygodę. Od razu po ukończeniu szkoły teatralnej we Wrocławiu, dyrektor tego teatru, Dariusz Miłkowski, zaproponował mnie i Robertowi Talarczykowi pracę w Rozrywce - wspomina aktor Krzysztof Respondek.

Dwa dni i sześć miejsc na mapie Śląska. Z różnych powodów istotnych dla Krzysztofa Respondka. Tuż przed koncertem promującym jego pierwszą płytę wybraliśmy się na spacer.

Człowiek renesansu. Takie stwierdzenie pasuje w przypadku Krzysztofa Respondka. Bo to wszechstronny aktor, artysta kabaretowy od kilkunastu lat związany z kabaretem Rak. I jeszcze wokalista. Zdolny. Dwa tygodnie temu ukazała się jego pierwsza solowa płyta nosząca tytuł "Taki świat kupuję".

A jak wygląda jego świat? Namówiliśmy artystę na sentymentalny spacer. Tym razem nieco inny od naszych poprzednich, bo obejmujący kilka ważnych dla bohatera miejsc na Śląsku.

Sprzątaczki były testerem

O tym, że muzyka w duszy mu gra od dawna, mieliśmy okazję przekonać się, gdy dwukrotnie wygrał telewizyjny program "Jak oni śpiewają", apotem nie dał szans konkurentom na Festiwalu Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze.

Z Krzysztofem umówiliśmy się w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Miejscu, gdzie o jego talencie aktorsko-wokalnym wielu mogło się przekonać. Tu zagrał m.in. rolę Che Guevary w musicalu "Evita", za którą zresztą w 1995 roku otrzymał Złotą Maskę.

- W Teatrze Rozrywki zacząłem swoją zawodową przygodę. Od razu po ukończeniu szkoły teatralnej we Wrocławiu, dyrektor tego teatru, Dariusz Miłkowski, zaproponował mnie i Robertowi Talarczykowi pracę w Rozrywce - wspomina Respondek. - Najlepszym musicalem, w jakim brałem udział, był "Skrzypek na dachu" z rolą Stanisława Ptaka. To było przedstawienie, na którym ludzie płakali, przychodzili na niego po kilka razy. Ja zagrałem tu małą rolę żebraka - dodaje.

Dzięki uprzejmości pracowników teatru, możemy trochę "pospacerować" po nim. Kierujemy się w stronę sceny. Krzysztof opowiada o adrenalinie, jaka towarzyszyła mu zawsze, gdy pojawiał się na deskach teatru. I wspomina, jak badał, czy przygotowywany przez niego występ ma szansę trafić do serc publiczności.

- Jak widziałem, że pani sprzątaczka zamiata widownię albo wyciera krzesła, to szybko przychodziłem na scenę i odgrywając rolę patrzyłem, co robi. Jeśli nadal sprzątała, to wiedziałem, że jest do kitu, a jeżeli usiadła, czułem, że jest dobrze. Bywało, że jak przygotowywałem jakąś piosenkę, na przykład w "Evicie", to brałem maszynistów czy stolarza i sadzałem ich na widowni. Byłem ciekaw ich wrażeń. Jak pytali, czy mam jakąś inną piosenkę, znów wiedziałem, że coś trzeba zmienić - opowiada.

A gdzie jest twoje ulubione miejsce w teatrze? - pytam.

- Garderoba. Działa jak konfesjonał w kościele. Tam wszyscy aktorzy wylewają swoje żale. My mieliśmy taką garderobianą Aldonkę, która była najlepszym psychologiem pod słońcem. Czuła, gdy coś jest nie tak i potrafiła jednym, słowem rozbroić - uśmiecha się, gdy powoli opuszczamy teatr.

Podryw "na misia"

Biegniemy do auta, by udać się do kolejnego miasta. Tym razem Ruda Śląska. Bo to miejsce wiąże się z kabaretem Rak, w którym Krzysztof Respondek występuje od 1999 roku.

- To może wasza sala prób? - nieśmiało sugeruję. Pudło.

- W przeciwieństwie do innych kabaretów nie mamy własnej bazy, sali prób. Rak jest kabaretem bardziej estradowym. Monolog, piosenka kabaretowa. Uplastyczniamy występ w zależności od okoliczności. Przyjeżdżam na występ, patrzę, jaka jest widownia i ryzykuję: co i jak zaśpiewać czy powiedzieć- zdradza kulisy pracy.

Miejsce, gdzie trafiamy, też nadawałoby się na estradę. Okazała hałda przy kopalni Bielszowice. "Dasz radę" - myślę sobie, wspominając, jak przed rokiem razem z Jolą Fraszyńską pokonywałyśmy pagórki i nasypy kolejowe w Mysłowicach.

- Nie wejdę - informuję w połowie drogi. Na szczęście z pomocą przychodzi Krzysztof i na górę idę już z nim "za rękę".

- Ruda Śląska jest takim specyficznym miastem, gdzie te hałdy są najpiękniejsze. Pamiętam, jak będąc na studiach przyjeżdżałem z Wrocławia pociągiem. I gdy pociąg już tu wjeżdżał, to się czuło w ustach taki specyficzny posmak. Ołów, cynk, pył z kominów...

Wielu tego nie lubi i przejeżdżając zamykają wtedy okna. A dla mnie to był smak najpiękniejszych "słodyczy" z dzieciństwa - mówi.

Czas biegnie i trzeba jechać dalej. Droga wiedzie nas na katowicki Nikisz. A po drodze mam okazję przekonać się, na czym polega "podryw na misia". Bo rozmowa schodzi na drugą połówkę Krzysztofa, jego żonę Kasię.

- Żona jest moją pierwszą miłością. Zaczęło się w liceum Ogólnokształcącym im. Stanisława Staszica - opowiada. Poznali się w pierwszej klasie i... bardzo nie lubili. Dopiero w trzeciej klasie coś zaiskrzyło. - Na wycieczce szkolnej zagrałem na gitarze "Białego misia", ona położyła mi głowę na ramieniu. I już było po nas - uśmiecha się artysta.

Jesteśmy na Nikiszu. Krzysztof oglądał kręcone tu filmy Kazimierza Kutza, sam też miał okazję zagrać, ale w filmie "Barbórka" Macieja Pieprzycy. Tu też nagrywał teledysk do swojego pierwszego singla, m.in. sceny, gdy czarna wołga wyjeżdżała z bramy, a dzieci przed nią uciekały. - Nikisz to dla Śląska tak kultowe miejsce jak dla Pragi Hradczany, wieża Eiffla dla Paryża czy Kreml dla Moskwy - podkreśla. Na placu Wyzwolenia jeszcze tylko wstępujemy do piekarni po "najlepszy chleb" i umawiamy się na kolejny dzień.

Chechło jak Majorka

A drugi "spacerowy dzień" mamy zacząć w Tarrnogórskin Centrum Kultury, gdzie od rana trwa próba z zespołem przed pierwszym koncertem promującym płytę, zaplanowanym na następny dzień.

- Nie chciałem nagrywać płyty śląskiej, bo do tej pory robiłem to z kabaretem Rak. Tu są piosenki o Śląsku, ale nie po śląsku. Choć w moim śpiewaniu i tak zawsze słychać śląski akcent - opowiada Krzysztof. - Poza tym ostatnio świetne płyty wydal Grzesiu Poloczek i zespół Ligocianie. Trzecia śląska płyta to byłoby już za dużo - dodaje.

Czas zatem jechać. Wybieramy się więc nad zalew Nakło-Chechło. - W dzieciństwie to była moja Majorka, Floryda, Egipt... tyle że nie było rekinów, słońca i pogody, nic nie było - śmieje się artysta.

Pierwszy raz był tutaj na wagarach. Dodajmy, w przedszkolu.

- Z moją siostrą uciekliśmy z przedszkola. Szliśmy wtedy półtorej godziny, nie umieliśmy do domu trafić. A potem już jako uczeń bywałem codziennie w trakcie wakacji. Pamiętam słowa mamy, gdy wychodziłem nad zalew. Mówiła: "Jak się utopisz, to mi pieronie nie wracaj do domu" - mówi.

Pogodę mamy piękną, zachęcającą, by wszystko rzucić w diabły i korzystać ze słońca, ale spacer trzeba kontynuować. Jedziemy do Miasteczka Śląskiego, gdzie Krzysztof się wychował.

Ministrant i kradzież

Docelowy punkt: parafia Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W wieku 7 lat został tu ministrantem.

- Za moich lat był taki ksiądz Władysław Branny. Starego pokolenia, przeżył Oświęcim. Prawdopodobnie zawierzył Matce Boskiej swój los i powiedział: jeżeli przeżyje Oświęcim, to z pierwszej parafii, w której się znajdzie, będzie organizować pielgrzymki do Częstochowy. Trafił tu, do Miasteczka Śląskiego. Mówi się, że prawdziwy aktor powinien umrzeć na scenie. Nasz proboszcz Władysław Branny umarł w konfesjonale podczas porannej mszy, na której miałem zaszczyt służyć - wspomina.

Ale tu też jako ministrant pierwszy i ostatni raz dokonał... kradzieży. - Kiedyś przekazano nam pieniądze, by przenieść z kościoła na probostwo. Zrobiliśmy "mały skok". Symbolicznie, parę groszy. Poszliśmy za to kupić sobie dropsy i galaretki. Po zjedzeniu doszło do nas, co zrobiliśmy, i postanowiliśmy się przyznać. Nie dość, że ksiądz nam wybaczył, to jeszcze wytłumaczył, gdzie po drodze był błąd. Od tamtej pory nigdy nic nie ukradłem, a co wtedy wzięliśmy z koszyczka, do dziś każdorazowo zwracam podczas kolekty. Z nawiązką -podkreśla, gdy zmierzamy w stronę ostatniego punktu wycieczki.

Miałem być kolejarzem

Skansen maszyn parowych na terenie kopalni zabytkowej w Tarnowskich Górach.

- W tej kopalni byłem kiedyś przewodnikiem i oprowadzałem wycieczki. Śpiewałem tam na dole w Sztolni Czarnego Pstrąga. To było moje dorabianie do zawodu, ale zawsze też interesowała mnie historia tych ziem - mówi.

Zdjęcie robione mu przy parowozie to nie przypadek.

- Mój dziadek był kolejarzem, ojciec był kolejarzem i ja też miałem nim być. Dziadek był kolejarzem na niemieckich kolejach państwowych w czasie wojny. Jak wyjechał do Niemiec, zaliczyli mu, że był urzędnikiem w czasie wojny i dostał wtedy kilka tysięcy marek emerytury. Potem zamieniono je na euro. Marki babcia trzymała w Starym Testamencie, euro zaś w Nowym Testamencie. Raz w tygodniu był u niego ksiądz "po kolędzie" - śmieje się Krzysztof. - To byli bardzo oszczędni ludzie. Tyle lat mieszkali w Niemczech, a nigdy nie kupili sobie żadnej nowej rzeczy. Przeżyli lata wojny, biedę, kryzys. Babcia miała szacunek do chleba, do wszystkiego. Oszczędność posunięta czasem do granic absurdu. Ale historia dziadków to opowieść już na inne spotkanie - podsumowuje.

***

Aktor, kabareciarz, wokalista. 18 kwietnia wydał swój debiutancki album Krzysztof Respondek (ur. 17 lipca 1969 r.). Dzieciństwo spędził w Miasteczku Śląskim. Teraz mieszka w Tarnowskich Górach. Ojciec Florentyny i Antoniny. Poza aktorstwem zajmuje się kabaretem, śpiewem, hodowlą szczygłów syberyjskich (obecnie ma ich ponad 20), działalnością charytatywną, grą w tenisa (jest w czołówce rozgrywek artystów - tenisistów).

Szerokiej publiczności dał się poznać z ról w serialach telewizyjnych. Gościnnie wystąpił w "Hotelu 52" "Na dobre i na złe" czy "Święta wojna". Zagrał ważne role w serialach "Kryminalni" i "Odwróceni". Regularnie można go oglądać w "Barwach szczęścia", Jednym z najistotniejszych w jego filmografii był film "Laura" (2010), gdzie zagrał główną rolę u boku Mariana Dziędziela.

Nigdy nie krył, że śpiewanie jest jego wielką pasją. Zaczął od konkursów i udziału w programach telewizyjnych, poświęconych śpiewaniu. Wygrał trzecią i szóstą edycję programu "Jak oni śpiewają". Teraz przyszła pora na własną płytę. Nad albumem "Taki świat kupuję" pracował z Aleksandrem Woźniakiem.

Ola Szatan
Polska Dziennik Zachodni
2 maja 2013

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski