Moje sny są piękniejsze od waszego życia

"Sen" - chor. Wojciech Misiuro - Bałtycki Teatr Tańca

Taneczny dyptyk w Operze Bałtyckiej to najważniejsze wydarzenie teatralne Wielkiego Miasta w roku 2011 (jak dotąd), pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się odbiorcy kultury

W stanie wojennym, gdy nic nic nie miało sensu i wszystko zostało zabite, zdarzały się cuda bardziej niezwykłe niż w czasach pokoju. Jednym z nich był XVII program Wrocławskiego Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego pt. Rycerze Króla Artura.  Całość była tak bardzo z innego, niż ten na zewnątrz świata, że była bezwzględnie cudem i dodatkowo pokrzepieniem. Koroną spektaklu była kreacja Marka Oleksego(Mordred), który ciągle zajmuje centralne miejsce w moim poliptyku polskiego teatru ruchu i  tańca, któremu patronuje Ryszard Cieślak. Pozostałe skrzydła  to Rafał Gąsowski i... aktorzy Wojciecha Misiury. Nie porównuję, ani nie zrównuję  gatunków, warsztatu czy techniki, kieruję się tylko sercem,wrażeniem i pamięcią.

Legendarny, ale zdecydowanie wciąż żywy, Wojciech Misiuro, powrócił po długiej przerwie na Wybrzeże i do pełnej odpowiedzialności za spektakl już dwa lata temu (Tamashii  w Operze Bałtyckiej). Sen według  estońskiego kompozytora Arvo Parta to potwierdzenie i nadzieja, że Misiuro wrócił na stałe. Przez blisko trzy kwadranse oglądamy ciąg niezwykłych obrazów wyobraźni i odwagi choreografa i reżysera w jednej osobie. Snu nie da się opowiedzieć i nawet nie spróbuję, to trzeba odebrać i poukładać samemu, a najlepiej po prostu poddać się. Dawno już nie zapamiętałem tylu ujęć i scen jak po tym krótkim spotkaniu. Na co dzień kaskader filmowy i taternik jaskiniowy, Andrzej Słomiński,  dla jednych husarz, dla innych anioł, ale dla wszystkich ze skrzydłami z pawich piór, przykuł na kilka minut uwagę całej sali schodząc pod kątem 90 stopni spod sufitu nad sceną, „ekspresjonista” Jacek Krawczyk  na poły samuraj, na poły kulturysta zachwycał grą mięśni, ciałem doskonałym w geście i w ruchu (świetna scena na ścianie wspinaczkowej), wiele innych obrazów, gestów i układów ciągle staje przed oczyma (choćby:marynarze z Jean Paul Gaultiera czy rowerzyści). To wszystko przyprawione niezbędnymi elementami stylu Misiury: powtarzalnością, zatrzymaniem, obsesyjnymi motywami Erosa i Thanatosa (tutaj także nawiązanie do obrazu Jacka   Malczewskiego), seksualnością, ujawnieniem dominacji popędu nad obowiązkiem, natury nad kulturą. Dobry, „stary” Misiuro, choć w krótszej całości.

Dla wielu tylko sen jest wolnością, ale autor „Miasta mężczyzn” nie potrzebuje chować się za oniryczną poetyką, by wyodważnieć.Misiurę interesowali zawsze autorzy trudni i niebezpieczni. Pasjonuje go Pasolini, co już samo w sobie jest prawie manifestem – w Polsce tak naprawdę nikt  prawie nie zna autora „Salo...” (ostatnio trochę się zmieniło, m.in. Teoremat Jarzyny w TR Warszawa – będzie na tegorocznym Wybrzeżu Sztuki i Orgia  Rubina w Teatrze Wybrzeże), a jeśli już zna, to wstydzi się uznać za mistrza czy punkt odniesienia, bo jak tu uznać za autorytet homoseksualistę i marksistę ? Nowe odkrycie Misiury, montażysta Opery Bałtyckiej Mariusz Rychalski, raczej nie  pójdzie w ślady Sergio Cittiego, ale Krzysztofa Balińskiego czy Franco Cittiego i być może.Być tancerzem u Misiury to zdecydowanie niecodzienność i zdecydowanie nie dla każdego...Dziś dominuje tchórzostwo, niestety także w sztuce, a żeby nie wypaść zbyt patetycznie, trzeba by powiedzieć, że panuje raczej poprawność, choć ja wolę bliższe prawdy tchórzostwo. Młodzi,  aspirujący, nie chcą walczyć, przekraczać, wytyczać granic, w akademizmie i kaligrafii ścigają się ze starymi. Kawiarniani buntownicy, wyabstrahowani z rzeczywistości społecznej tworzą dla garstki przyjaciół, ani razu chyba nie zeszli do piekła, nie  przeżyli choćby jednego dnia jako dnia ostatniego. Dlatego odwaga i konsekwencja Misiury są cenniejsze od wszystkich kwiatów Holandii i  diamentów Afryki. Duchowy ojciec założyciel trójmiejskiej sceny tańca pokazał najnowszą inscenizacją, że jest w formie i po raz kolejny zadeklarował  publicznie chęć stworzenia   nowego, autorskiego zespołu. Naszym obowiązkiem moralnym i społecznym jest  umożliwienie mu tego.

Dość niespodziewanie, ale konsekwentnie, Opera Bałtycka staje się wśród scen repertuarowych Wielkiego Miasta liderem w coraz rzadszej u nas konkurencji poszukiwania wyzwań i przekroczeń. Takie spojrzenie na aktywność twórczą wydawało się zanikać w oficjalnych instytucjach kulturalnych, tym większe słowa uznania dla „międzytorowej” społeczności, która nie poddaje się nienormalnym warunkom, w których funkcjonuje. Opera Bałtycka odważnie otwiera się na wyzwania, może więc kiedyś i na co dzień jak w Royal Albert Hall i u nas regularnie będą odbywać się niemożliwe z pozoru bliskie spotkania, które mieszają krew różnych grup.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świetojanska1
29 marca 2011

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski