Molier nadal w formie

"Szkoła żon" - reż: Ewa Kutryś - Narodowy Teatr Stary w Krakowie

"Szkoła Żon" była jedną z pierwszych komedii Moliera, która w ówczesnym konserwatywnym, francuskim społeczeństwie spowodowała niemałe zamieszanie, sprowadzając na autora szereg ataków pełnych krytyki. Z całą siłą uderzając w mieszczaństwo, ośmieszał rządzące tą grupą prawidła, wytykał kolejne, niezliczone absurdy i ogrom jego zakłamania. Dziś wszystkie zarzuty, podobnie jak i sama sztuka, są nadal w pełni aktualne, dzięki czemu stanowią znakomity, komediowy materiał.

Ewa Kutryś, reżyserka spektaklu, postanowiła wprawdzie przenieść „Szkołę żon” w realia uwspółcześnione, ingerując jednak jedynie w warstwę scenografii. Sam tekst Moliera pozostał niezmieniony i znakomicie broni się przed nieubłaganym upływem czasu.  

Akcja ma miejsce wewnątrz domostwa Arnolda, bądź tuż przed jego bramą, która uformowana z metalowych elementów nasuwa nie bezpodstawne skojarzenia z więzieniem. Tworzy także bardzo umiejętnie dwie przestrzenie, tą bliżej widza, w której mają miejsce najważniejsze wydarzenia, oraz tło, oddalone, ale niejednokrotnie równie istotne. Nieco rażą w tym miejscu natarczywie symboliczne reklamowe plakaty, przykrywające elewację remontowanej właśnie posesji bohatera – serce i bank, a zatem miłość i pieniądze. Odgrywają one wprawdzie główną rolę i są motorem napędowym działań bohaterów, ale dlatego tym bardziej ciężko byłoby te namiętności przeoczyć.  

Nie o scenografię tu jednak chodzi, gdyż jak to u Moliera, najważniejsze są postaci i ich mocno nakreślone charaktery. Na przeciwległych biegunach leżą wspomniany już Arnold oraz jego wybranka – i ofiara zarazem – Anusia. Pragnienie posiadania żony wiernej, oddanej i ślepo posłusznej w konfrontacji z rzeczywistością wypadło dla Arnolda bardzo niekorzystnie, wiedząc doskonale, że jak świat długi i szeroki, nigdzie takiej kobiety nie znajdzie. Postanowił zatem „wyprodukować” sobie wymarzoną towarzyszkę życia, zamykając oddaną mu pod opiekę dziewczynkę i kształcąc ją na przyszła idealną małżonkę. I idiotkę zarazem. Rzeczywistość okazuje się jednak nie tak prosta i wkrótce, pomimo wieloletnich starań i separacji Anusi od świata zewnętrznego, Arnold będzie musiał zmierzyć się z Horacym, zakochanym do granic możliwości pretendentem do jej ręki.  

Te trzy postaci, niezwykle barwne i ciekawe, znakomicie zagrane zostały przez Krzysztofa Globisza ( Arnold ), Joannę Kulig ( Anusia ) oraz Michała Czerneckiego ( Horacy ). Kreacja każdego z nich jest przede wszystkim intrygująco niejednoznaczna. Spodziewane skąpstwo, despotyzm czy też ignorancja Arnolda kontrastują z jego liryzmem i uczuciowością. Anusia z kolei niejednokrotnie zaskakuje zarówno swoją przerażającą głupotą, jak i niespodziewanymi przejawami bystrości. Horacy wypada na ich tle nieco mniej porywająco, ale też zbyt wielu zarzutów pod jego adresem czynić nie można.  

Na scenie co chwila mają miejsce wydarzenia, powodujące gromki śmiech widzów. Najważniejsze, że do tej reakcji publiczności reżyserka dążyła na przeróżne sposoby – od oczywistego humoru sytuacyjnego począwszy a na pojedynczych, dobrze dopracowanych gestach kończąc. Tekst Moliera jest oczywiście znakomitym źródłem komizmu, trzeba było jednak umieć umiejętnie z niego czerpać – i bez wątpienia to zadanie Ewie Kutryś się powiodło.

Michał Myrek
Dziennik Teatralny Kraków
23 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...