Moniuszko po bożemu...

"Straszny dwór" - reż. Krystyna Janda - Teatr Wielki w Łodzi

A nawet po bogobojnemu. Bo tak wystawiła Krystyna Janda (to jej debiut w roli reżyserki operowej) jedno z kanonicznych dzieł polskiej opery. Okazja była zacna: jubileusz 60-lecia teatru, zamówienie - na całkowicie tradycyjny spektakl.

Tak więc się stało, a pomogli doświadczeni współpracownicy. Ruch sceniczny opracował Emil Wesołowski (sztuczna chichotliwość dziewcząt tańczących w II akcie była chyba jednak pomysłem reżyserki). Szaroczarne kostiumy a la Artur Grottger symbolizowały przeniesienie akcji w czas po powstaniu styczniowym. Koncepcję umieszczenia akcji w tym właśnie okresie miał też swego czasu Andrzej Żuławski w kontrowersyjnej inscenizacji w Operze Narodowej, ale to jedyne, co te wystawienia łączy (poza osobą dyrygenta Piotra Wajraka).

Innowacją u Jandy jest właściwie tylko rozpoczęcie dzieła, już na dźwiękach uwertury, mszą polową; ksiądz zresztą pokazuje się niemal w każdej scenie (może to nieświadoma aluzja do dzisiejszej wszechobecności kleru?). Poza tym wszystko jest jak trzeba, nawet zima i śnieg, łącznie z nieprzewidzianymi efektami akustycznymi, wywoływanymi przez maszynę do robienia dymu. Piotr Wajrak dyryguje może chwilami zbyt nerwowo - podczas premiery było wiele nieprecyzyjności. Obsada premierowa jednak była atrakcyjna, zwłaszcza główne role żeńskie. A publiczność na tyle zadowolona, że biła brawa nawet po podniesieniu kurtyny w każdym akcie.

Dorota Szwarcman
Polityka
30 października 2014

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...