Montownia świętuje na scenie

"Aaa zatrudnimy clowna" - reż: Marcin Hycnar - Och-Teatr w Warszawie

"Aaa zatrudnimy clowna" w reż. Marcina Hycnara Teatru Montownia w Och-Teatrze w Warszawie. Pisze Lidia Raś w Polsce Times. Warszawa

Przyjaciele z Akademii Teatralnej i jednocześnie 4-osobowy zespół teatralny: Perchuć, Rutkowski, Wierzbicki, Krawczuk. 15 lat temu postanowili, że będą robić teatr. I robią. Choć stałej siedziby nie mieli i nadal nie mają, to jednak udało im się spełnić marzenia, a w tym roku obchodzą jubileusz. Na tę okazję zaproponowali premierę sztuki rumuńskiego pisarza Mateia Visnieca, której sceniczną adaptację przygotował Marcin Hycnar, reżyser "Aaa zatrudnimy clowna".

Tekst Visnieca jest materiałem dobrym, choć nie wybitnym, podobnie jak "Aaa zatrudnimy clowna" nie będzie z pewnością najlepszą sztuką Montowni. I bardzo dobrze, bo to przecież dopiero pierwsze 15 lat. Natomiast historia clownów weteranów, którzy znają się jak łyse konie, a na scenie zjedli zęby, idealnie sprawdza się podczas jubileuszu, gdy czas na pierwsze podsumowania. Mogło być nudno i drętwo, jak często przy takiej okazji bywa, a jest w konwencji Montowni czyli: zabawnie (choć chwilami na granicy kiczu i dobrego smaku), refleksyjnie (nawet z odrobiną klasyki z przymrużeniem oka) i oczywiście także autotematycznie (czyli "okolicznościowo").

Sztukę "Zatrudnimy starego clowna" Visnieca, Marcin Hycnar, zaproszony przez Montownię do wyreżyserowania spektaklu, zaadaptował na potrzeby czterech aktorów (w oryginalnym tekście jest ich trzech).

Jej bohaterami są clowni, którzy szmat czasu spędzili na scenie, a najlepsze lata mają już za sobą. Brak perspektyw niestety przekłada się na wzajemne relacje. Kiedyś łączyła ich

przyjaźń, pasja i wiara, że to co robią ma sens. Dziś rządzi nimi zawiść i frustracja. Zgodnie przyznają tylko, że "Dzisiejszy cyrk to gówno. To nędzna amatorszczyzna. Dziś już nikt nie wie, co to jest prawdziwe zawodowstwo. []Jeśli my zdechniemy, sztuka zdechnie z nami." To jedna z istotniejszych konstatacji clownów, a może i czwórki z Montowni?

Obok popisów w iście cyrkowym stylu (Rutkowski ze sztuczką z balonami czy Wierzbicki z etiudą pantomimiczną) jest też tragikomiczna etiuda o sensie sztuki i aktorstwa. Gdy Filippo (Marcin Perchuć) w swym monologu utrzymanym w Konradowsko-Hamletycznej konwencji, pyta: "czy fikołki to jeszcze sztuka" widownia się śmieje. Ale gdy Filippo wzmacnia przekaz egzystencjalnym: "Być czy nie być clownem", a następnie romantycznym darciem koszuli i "samobójstwem" z wykorzystaniem kapsułki ze sztuczną krwią - jest i zabawnie, i refleksyjnie. Czy ktoś jeszcze zrobi dobry teatr, gdy nas nie będzie? Czy jest, a jeśli tak, to gdzie przebiega granica między sztuką a kiczem?

Największą niespodziankę sprawia kolegom (i widowni) Rico (Adam Krawczuk), którego pojawienie się wprowadza do spektaklu jeszcze jedno pytanie: o granice między aktorstwem a rzeczywistością. Bo tu też można się pogubić...

Nicollo, Peppino, Filippo i Rico nie mogą się pogodzić z upływem czasu, z nowymi trendami, są więc sfrustrowani, złośliwi, i jak się okazuje - także bezwzględni. Zasady upadły...

Na szczęście Montownia daje czytelny przekaz: my dajemy sobie radę; nie będzie z nami tak, jak ze starymi clownami, choć o przesłaniu sztuki pamiętać warto. W "Aaa zatrudnimy clowna" aktorzy tworzą zgrany team, który na scenie nawiązuje do wcześniejszych przedstawień. Choć niektórzy zespołu Montowni próbują też z powodzeniem sił w monodramach, tu żaden z aktorów nie "gwiazdorzy", nie wybija się przed innych. Opowiadają o teatrze i sensie aktorstwa, o tym czym jest prawdziwa sztuka i przyjaźń. A brak stałej sceny? Może w tym szaleństwie teraz już jest metoda? Wszak szkocki Teatr Narodowy z Glasgow, też nie posiada stałej sceny.

Lidia Raś
Polska Times. Warszawa online
8 listopada 2011

Książka tygodnia

Kwiatkowska. Żarty się skończyły
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marcin Wilk

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...