Mordują i bawią w Teatrze Małym

Teatr Mały w Manufakturze wystartował

A to wszystko w nowiutkim Teatrze Małym Naukę chodzenia rozpoczął Teatr Mały. Fakt, że powstał, i że w Manufakturze, gdzie tyle się dzieje, to super i brawo! Mariusz Pilawski, aktor i reżyser, prezes Stowarzyszenia Komedia Łódzka im. Ludwika Benoit, z gronem sojuszników zdołał przeprowadzić karkołomny plan i w dawnej wykańczalni fabryki Poznańskiego jest scena, widownia na 134 miejsca, a jeśli jeszcze będzie prawdziwa klimatyzacja, wtedy problemem stanie się tylko to, co jest grane.

Od szefa poczynając, działają tu głównie aktorzy, z którymi rozstał się Teatr Nowy. Mariusz Pilawski dobrze wie, że dla przyciągnięcia widowni teatr powinien mieć coś wesołego, coś dla dzieci i coś dla bardzo dorosłych. 

Wystartował więc przed tygodniem komediofarsą Clarka i Bobricka "Morderstwo w hotelu" w swej własnej realizacji. 

W trójce bohaterów postacią numer jeden jest efektowna kobieta. Zaproszono Olgę Beatę Kowalską (niegdyś z Teatru Powszechnego, obecnie mieszkającą i grającą na Wybrzeżu). Skupia uwagę, robi wrażenie, świetnie prezentuje się w seksownych kreacjach i w negliżu. Towarzyszą jej - jako mąż, którego chce się pozbyć - przystojny Marek Kasprzyk i Tomasz Kubiatowicz w roli kochanka - zamożnego, niedźwiedziowatego dentysty. W pokoju hotelowym 997 wszyscy nawzajem chcą się wymordować. Publiczność bawi się nieźle. Reżyserowi chyba nie chodziło o nic więcej, niż pokazanie akcji. Jeśli ta nabierze tempa, a gra większej finezji, to i na taki długi, trzyczęściowy skecz jest miejsce na scenie oraz w zapotrzebowaniu widowni. 

Natomiast w krzesło wciska (z zażenowania...) premiera, adresowana głównie do małolatów. Poszukiwaniem treści i formy, a do tego ukłonem wobec historii miasta miał być "Krawiec Niteczka z miasta Łodzi. Sztuka dla dzieci i rodziców". W oparciu o bajkę Makuszyńskiego adaptator Eligiusz Skowronek i reżyser Remigiusz Caban stworzyli coś, co i dzieci, i rodzice powinni omijać dużym łukiem. 

Miejsce akcji: trzepak na łódzkim podwórku. Trójka aktorów (Magdalena Kaszewska, Joanna Stasiewicz, Marek Lipski) w stylu postaci z komedii del\'arte, a jednocześnie z realnego życia, tworzy historię bajkowego krawca, który ma zostać królem Łodzi. 

Odrażający niby-Niteczka wciąż czyści nos rękawem, który potem wyciera o spodnie. Kontuzji ulega Cyganka i trzeba jej zszyć kolano. Sytuacja pachnie horrorem. Dwoje dzieci na sobotnim spektaklu darło się: "do domu". I nie pomogło, że na scenie odbyła się np. lekcja zagrania libacji - wystarczy pusta butelka po wodzie, kieliszki i można udawać, trzeba tylko wołać "polej" i "bęc", modulować głos zgodnie z ilością wchłoniętego napoju... A że na podwórku fajnie jest pośpiewać, to można zaintonować o tym jak "wargi nasze chwalą Pannę Świętą", zaś wyliczankę fajnie jest zacząć od "Marsz, marsz Dąbrowski". Są też uwagi o chińskim handlu, ruskiej mafii i udzielaniu kredytów... 65 minut samych "niespodzianek". Groza i - jak mówią małolaty - obciach. 

A teraz (3 lipca) w zapowiedziach coś melodyjnego i pikantnego. Na afisz wejdzie widowisko oparte na piosenkach Brassensa. Jaki będzie Teatr Mały, zdecydują realizatorzy, wykonawcy i zapraszani tam goście. Oby w nauce chodzenia nie było zbyt wielu "dziwnych kroków".

Renata Sas
Express Ilustrowany
30 czerwca 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia