Możemy zmieniać czyjś świat i to jest dla nas wielka sprawa

rozmowa z Iwoną Kempą

- Działamy w strukturach Teatru im. Juliusza Słowackiego, ale jesteśmy często postrzegani jako odrębna instytucja. Wspólnie z dyrektorem naczelnym i artystycznym, Krzysztofem Orzechowskim, spróbujemy opowiedzieć, czym MOS jest, czym nie jest i czy można w ogóle mówić o jego niezależności - szefowa MOS-u IWONA KEMPA opowiada o nowym otwarciu kulturalnej instytucji.

Debata o Małopolskim Ogrodzie Sztuki jest potrzebna?

- Moim zdaniem tak. Dlatego 14 kwietnia o godzinie 14 chcemy spotkać się nie tylko z widzami, ale także z artystami i kuratorami naszych projektów. Zapraszamy też propagatorów kultury i wszystkich tych, którzy chcą nas poznać, dowiedzieć się, jak funkcjonuje MOS i jakie są nasze plany na przyszłość. Będziemy dzielić się z Państwem naszymi doświadczeniami i wnioskami, jakie wyciągnęliśmy po dwóch latach działalności, kiedy to stopniowo uczyliśmy się tego miejsca i zasad jego funkcjonowania. Zasady te zresztą wielokrotnie się zmieniały. Działamy w strukturach Teatru im. Juliusza Słowackiego, ale jesteśmy często postrzegani jako odrębna instytucja. Wspólnie z dyrektorem naczelnym i artystycznym, Krzysztofem Orzechowskim, spróbujemy opowiedzieć, czym MOS jest, czym nie jest i czy można w ogóle mówić o jego niezależności.

Czego się nauczyliście?

- Jesteśmy przekonani, że istnieją projekty, które najlepiej sprawdzają się w naszej sali widowiskowej. Doskonale wpisują się w nią działania korzystające z pustej przestrzeni i multimediów, np. teatr ruchu i tańca. Chcemy kontynuować Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego KRoki. Tegoroczna edycja ponownie otrzymała wsparcie finansowe Ministerstwa Kultury, tym razem w wysokości 180 tysięcy. Zależy mi jednak na tym, by otworzyć festiwal nie tylko na hermetyczne grono znawców tańca współczesnego, ale także na szeroką publiczność. "Piękno utracone?" - to hasło trzeciej edycji.

Próg MOS-u przekroczy też i młodzież społecznie wykluczona.

- To prawda. Realizujemy projekt edukacyjno-artystyczny "A co jeśli ojciec się myli, czyli Lear i my", w którym udział biorą chłopcy z Ośrodka Resocjalizacji i Socjoterapii. Pewnie po raz pierwszy zetknęli się z Szekspirem, ze sztuką wysoką. U nas mierzą się z trudnymi tematami skupionymi na relacji rodzice - dzieci, ojcowie - synowie.

MOS oddala się od doklejonej mu etykiety, że jest kolejnym teatrem w Krakowie, nową sceną Teatru im. J. Słowackiego?

- MOS nie powinien być kolejnym teatrem czy salą koncertową, co nie znaczy, że nie mogą tu powstawać ważne spektakle. Tegoroczną premierą będzie autorski spektakl Pawła Miśkiewicza "Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna?" oparty na motywach "Króla Leara", z Jerzym Trelą w roli głównej. Ale Lear stał się również tematem warsztatów, o których wspomniałam i będzie tematem wystawy fotograficznej towarzyszącej premierze. Poszukujemy różnych dróg, by budować tożsamość MOS-u. Podejmujemy w tym celu próby łączenia różnych dziedzin sztuki, a jednocześnie pragniemy wypełniać nisze i luki, których nie mogą wypełnić inne instytucje.

Jaką niszę Pani zauważyła?

- Nie mamy w Krakowie teatru zaadresowanego do nastolatków. To specyficzna - pomijana na gruncie sztuki grupa. Chcemy to zmienić. Projekt "Teatr 13 plus" zakłada, że będziemy realizować spektakle oparte o współczesną światową dramaturgię, która jest pisana dla nastolatków i o nastolatkach. Poszczególnym spektaklom będą towarzyszyły spotkania z psychologami, psychoterapeutami, wychowawcami. Możemy uczyć młodych ludzi, że teatr jest czymś wartościowym i jednocześnie dawać im wsparcie w drodze ku dorosłości.

Ten projekt "chodził" za Panią od początku przygody z MOS-em. To zasługa determinacji? Dodatkowych pieniędzy?

- Budżet MOS-u wcale nie jest większy. Szukamy pieniędzy, pisząc wnioski do MKiDN, jak wszyscy. Spośród 5 złożonych projektów, dwa otrzymały dotacje ministerialne, w sumie 250 tysięcy. To dla nas sukces. Pomyślałam: koniec marudzenia, mamy to, co mamy i róbmy wszystko, co możliwe, realizujmy nasze plany, najlepiej jak możemy.

Są jednak tacy, którzy zarzucają Pani brak w MOS-ie spektakularnych wydarzeń.

- Wszystko zależy od punktu widzenia. "Spektakularne " często oznacza to, co głośne i sławne, czasami jedynie przez chwilę. Szum medialny, prowokacja, hałas nie są moją specjalnością. Wolę rozmawiać niż krzyczeć. Wykonujemy w MOS-ie ciężką pracę u podstaw, dochodzimy do upragnionych celów małymi krokami. Myślę, że aby zbudować coś naprawdę wartościowego, potrzebny jest czas i wysiłek. Chcemy być miejscem alternatywnym dla tego, co już znane iuznane, ciągle też zadajemy sobie pytania o sens i cel współczesnej sztuki. W warsztatach poświęconych "Królowi Learowi" uczestniczy tylko 10 chłopców. Mamy jednak świadomość, że pracując z nimi odmieniliśmy ich świat. Jeżeli będziemy mogli to powtórzyć wprzyszłosci, to będzie dla nas wielka sprawa. Legendarna Susanne Linke w MOS-ie, która wystąpi na tegorocznym festiwalu KRoki, to niewątpliwie spektakularne wydarzenie, ale młodzi chłopcy, niekiedy będący na bakier z prawem, recytujący Szekspira, to dla nas nie mniej istotne i spektakularne.

Urszula Wolak
Dziennik Polski
8 kwietnia 2015
Portrety
Iwona Kempa

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...