Możliwości i pułapki bezkresnej sieci

"Mroczna gra albo historie dla chłopców" - Teatr PWST w Krakowie

Po powodzi reanimowanych dziś modnymi kostiumami klasycznych ramot, jakie serwują nam ostatnio teatry, z ogromną przyjemnością obejrzałam autentycznie współczesny spektakl oparty na napisanej w 2007 roku sztuce Carlosa Murillo "Mroczna gra albo historia dla chłopców".

To wspaniały, głęboko psychologiczny dramat, który naprawdę trafia do tego, kto każdą wolną chwilę spędza przy komputerze, do człowieka XXI wieku. Ale to nie tylko historia o zagrożeniach czających się w internetowej rzeczywistości, lecz i o przekraczaniu granic etycznych, za którymi czyhają pułapki, jakich się nie spodziewamy. 

Czternastoletni Nick nawiązując, jako dziewczyna, wirtualny romans z równolatkiem nie podejrzewa, że sam się w nim zakocha i że ta zabawa całkowicie odmieni jego życie. Uważa się za dojrzalszego od naiwnego Adama, tymczasem, tak jak i on, wpada w tę historię po uszy.

Można by powiedzieć, że Internet to jak przysłowiowe zapałki w rękach dziecka. Ale czy do końca o losie obu bohaterów zadecydował przypadek? Wszakże Nick nie wszedł na portal gejowski, ale odpowiedział na ogłoszenie chłopca szukającego dziewczyny. Dlaczego? Bo nie chciał dopuścić myśli, że jest homoseksualistą. Przed samym sobą udawał, że to tylko gra, manipulacja emocjami naiwniaka, piszącego w Internecie, że chciałby się zakochać. Poza tym, gdzieś w głębi duszy Nick chciał być nie -gejem, ale właśnie - dziewczyną. A Internet, choć na chwilę, dał mu tę szansę. 

Ciekawa jest konstrukcja spektaklu. Występuje dziewięcioro studentów krakowskiej szkoły teatralnej. To ich dyplomowe przedstawienie. Reżyser Iwona Kempa chciała dać młodym ludziom równe szanse zaprezentowania swoich umiejętności, więc podzieliła spektakl na trzy części. W każdej inna trójka gra główne role. Bo obok Nicka i Adama jest jeszcze wymyślona na potrzeby internetowej zabawy postać Rachel. Pary chłopców są nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie doskonale dobrane do etapów rozwoju ich znajomości. Wszyscy w tym spektaklu grają bardzo dobrze. Ale największe wrażenie wywierają Ryszard Starosta jako Nick oraz Antoni Paradowski i Arkadiusz Walesiak w roli Adama. Emanują takim pokładami autentycznych emocji, jakie nieczęsto ogląda się nawet u dojrzałych aktorów. Paradowski przy tym swoją fizycznością i młodzieńczą świeżością przypomina Tadzia z filmu zrealizowanego przez Luchino Viscontiego na podstawie noweli Tomasza Manna "Śmierć w Wenecji", chłopca w którym zakochał się stary literat Gustaw von Aschenbach.

Uwagę zwracają też dwie postaci kobiece. Bardzo ciekawy warsztat pokazały Maja Łukowska jako Nauczycielka i Anna Kaszuba jako Matka. Choć do koncepcji samych postaci miałabym tu zastrzeżenia, wykonanie było świetne. Niełatwo młodym dziewczynom zagrać starsze kobiety, więc sięgnięcie po pewne przerysowania można tu usprawiedliwić; można też założyć, że jest to karykaturalne postrzeganie tych postaci przez młodych chłopców.

Aby pokazać możliwości aktorskie zespołu, a przede wszystkim nie zakłócać niczym napięcia tak między postaciami, jak i między sceną a widownią, Iwona Kempa zrezygnowała prawie całkowicie ze scenografii. Na tylnej ścianie sceny jest tylko wielki ekran, na którym czasem pojawiają się pytania, czasem nicki bohaterów, a na końcu wyświetlany jest film z projekcją przypuszczalnych dalszych losów bohaterów. 

W spektaklu jest też trochę tańca, śpiewu. Zachwyca doskonała kompozycja wszystkich elementów tego przedstawienia. 

Bardzo dobrze, że inscenizacja ta wchodzi na stale do repertuaru Teatru im. Wilama Horzycy, bo z całą pewnością ściągnie na widownię całe rzesze także i tej ateatralnej młodzieży, dotąd trafiającej tu tylko z panią od polskiego na adaptacje literackie z kanonu lektur szkolnych.

Anita Nowak
Teatr dla Was
2 maja 2012

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...