Mrożek zawsze widzi więcej

portret Sławomira Mrożka

Tak naprawdę, to wszyscy jesteśmy "z Mrożka". Nawet, jeśli o tym nie wiemy. Wymyślone przez autora "Tanga" zwroty weszły przecież do języka potocznego, a jego sposób komentowania rzeczywistości, uznaliśmy za własny. Pisarz odbiera dziś doktorat honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Jego książki tak bardzo splotły się z życiem - pisze Henryka Wach-Malicka w Polsce Dzienniku Zachodnim.

Wszyscy jesteśmy z Mrożka. A poniekąd zawłaszczy-liśmy nawet nazwisko wybitnego pisarza. Przywoływane jest przez Polaków zawsze wtedy, gdy otaczająca codzienność przekracza granice rozsądku. Określenie "jak z Mrożka", znaczy tyle, co "absurd sięgnął zenitu". O ile absurd w ogóle ma jakiś zenit, rzecz jasna.

Absurd dwuznaczny

Ale twórczość Mrożka nie jest prostą rejestracją idiotyzmów życia społecznego, politycznego czy obyczajowego. Absurd Mrożka jest przewrotny, podszyty goryczą i niepokojem.

Anna Polony, reżyserka i aktorka, która grała mi.in. w sztuce Mrożka "Wdowy", mówi:

- Pierwszorzędny humor sytuacyjny, genialne dialogi i niecodzienne skojarzenia, najpierw zaskakują, a potem zwyczajnie śmieszą. Rzecz w tym, że to jest humor inteligentny, posiadający drugie dno. I tego dna odbiorca musi się doszukać, bo inaczej połowę zabawy ma z głowy. Na sztukach Mrożka, choć nie na wszystkich, można śmiać się na cały głos. Ale nie z tego, że bohater wywalił się na mokrej podłodze, tylko dlatego, że jego uwagi o życiu, zawarte w kilku słowach, są błyskotliwe i odlegle od naszych przyzwyczajeń. O tym, że Sławomir Mrożek, którego mam przyjemność znać osobiście, jest mistrzem kreślenia absurdalnych sytuacji, nie ma co dyskutować. Równie dobrze wychodzi mu jednak tzw. czarny humor, który jest wyższą szkołą pisarskiej jazdy, bo łatwo przekroczyć tu granicę dobrego smaku. Sławomirowi to się nie zdarza - dodaje aktorka.

Dość przypomnieć słynne zdanie z "Tanga" : "Babcia na katafalk". Bawi, gdy jest tylko złośliwą odzywką Artura. Ale potem babcia umiera i śmiech zamiera nam w gardle... Bo gorzko-śmieszny absurd Mrożka, równie często bawi widza, co jgo krępuje . Weźmy opowieść bohatera "Emigrantów", o tym, że z oszczędności zjada konserwy dla zwierząt, bo to taniej. Ale te dla psa nigdy, pies jest przyjacielem człowieka! Co innego kot. W teatrze ta scena zawsze budzi wesołość widowni. I niemal zaraz potem zaczynamy się zastanawiać nad tym, co w gruncie rzeczy tak nas rozbawiło?

Ta dwuznaczność, a więc uniwersalność Sławomira Mrożka. przyniosła mu światową sławę.

Absurd polski

Michał Ogórek, dziennikarz i satyryk twierdzi, że Mrożka należy "kochać za całokształt", ale najbardziej za to, że dał nam... zbroję. Inaczej mówiąc: nauczył Polaków patrzeć na siebie z ironicznym dystansem. Na to, że zwykłe lenistwo część rodaków nazywa "romantycznym rozwichrzeniem", a nieufność wobec innych - "pielęgnowaniem narodowych wartości"

- Mrożek nawet tego nie wymyślił - mówi Ogórek - przed nim był chociażby Gombrowicz, któremu do dziś zarzuca się szarganie polskich świętości. Wielkość i zasługa Mrożka polega na tym, że potrafił połączyć poważną refleksję nad naturą Polaków z fenomenalnym wręcz wyłapywaniem absurdów dnia codziennego. To sprawiło, że trafił, mówię serio, pod strzechy. Do szkół, do polszczyzny i do wąskiego grona autorytetów, przywoływanych na co dzień. Mrożek dał nam zbroję, którą wkładamy w zetknięciu z sytuacjami tak głupimi, że nie powinny się zdarzać. A przecież się zdarzają. Najpierw w życiu, potem w jego sztukach. W zetknięciu z kolejnym bezsensem mówimy więc: "normalka, znowu jest jak u Mrożka". I przechodzimy dalej, bo żyć w absurdzie trudno, ale czasem nie mamy wyjścia. Pisarz podobno nie lubi określenia "jak u Mrożka", ale nie ma już wpływu na jego oczywistość. Tak celnie wypatrzył polski absurd, że niechący został jego "ojcem chrzestnym". To cena pisarskiej wielkości - podsumowuje satyryk.

Wnikliwej obserwacji , skrótowej metafory i błyskotliwej pointy nauczył się Sławomir Mrożek w swojej pierwszej działalności zawodowej. Zaczynał przecież jako rysownik i dziennikarz, m.in. w "Przekroju" i "Szpilkach". Prawdziwego życia napatrzył się także jako reporter, relacjonujący wielkie budowy socjalizmu. Oddawał ideologii, co ideologiczne, a swoje satyryczne obserwacje pożytkował w zabawnych felietonach na łamach różnych czasopism. Od pierwszych publikacji, jego pisanie wyróżniało się przewrotnym poczuciem humoru i skłonnością do tworzenia surrealistycznych sytuacji.Takie spojrzenie na rzeczywistość, odnajdziemy potem w wielu dramatach i opowiadaniach pisarza. W jego "zwykłych-niezwykłych" obrazkach i dialogach odbija się cała poplątana dusza polska. Nasz słomiany zapał, wieczny konflikt między inteligencją a resztą społeczeństwa, tromtadracja i narodowa wręcz niechęć do zbiorowego wysiłku.W "Indyku", jednej z najbardziej zabawnych, i smutnych jednocześnie sztuk Sławomira Mrożka, chór Chłopów spierających się z Poetą o sens (jakiegokolwiek) działania, brzmi strasznie, ale bardzo "po naszemu":- Może by zaorać co...

- A co?

- Ano, czy ja wiem...

- Choćby pole

- Iiii

- Albo co...

- Eeee

"Indyk" został opublikowany w 1960 roku...

Absurd cywilizacji

Polonista Jan Junosza przestrzega jednak przed zbyt płytkim pojmowaniem twórczości Sławomira Mrożka. Jego zdaniem pisarz chętnie wdziewa kostium prześmiewcy, ale w wielu dramatach pobrzmiewa głęboki, humanistyczny lęk przed upadkiem kultury (we wszystkich jej przejawach) i dyktaturą silnej pięści. Sztandarowym przedstawicielem nadchodzącej cywilizacji chamstwa jest oczywiście Edek z "Tanga", ale nie tylko. Tak przecież dzieje się w "Vatzlavie" i w "Krawcu", w którym tytułowy bohater usiłuje wprowadzić w życie obłąkaną ideę szycie ubrań z ludzkich skór.

- Nigdy nie zapomnę też - mówi Jan Junosza - inscenizacji "Rzeźni" Sławomira Mrożka w warszawskim Teatrze Dramatycznym. Ta wstrząsająca opowieść o skrzypku, który traci wiarę w moc sztuki i zostaje zmuszony do tego, by zostać rzeźnikiem-samobójcą, przejmowała autentyczną grozą. A gdy Zbigniew Zapasiewicz wchodził na widownię z gigantyczną siekierą, publiczność dosłownie zasłaniała twarz przed potencjalnym ciosem.

Napisana 30 lat temu "Rzeźnia" wydawała się czytelnikom przejmującą, ale futurystyczną makabreską, w której morderstwo sztuki wysokiej to tylko wymyślony przez autora absurd. Dziś wizja Sławomira Mrożka staje się dramatycznie prawdopodobna.

Na dobrą sprawę w twórczości pisarza trudno czasem odróżnić krzywe zwierciadło rzeczywistości od surrealistycznego żartu. Przypomnijmy sobie choćby "Policję". Akcja sztuki dzieje się w nieokreślonym kraju, w którym społeczeństwo jest tak "lojalne" wobec władzy, że nie ma już kogo zamykać za przestępstwa polityczne i funkcjonariuszom grozi bezrobocie. W tej sytuacji, policjantom nie pozostaje nic innego, jak wylosować spośród siebie tego, który, dla dobra więziennictwa, dokona zamachu na wysokiego dostojnika. Absurdalny punkt wyjścia, natychmiast został przekuty przez publiczność w aluzję polityczną.

W swoim czasie "Policja" uznawana była zazjadliwą satyrę na organy ścigania PRL.

Absurd to nie jest życie

Sławomir Mrożek, tropiciel absurdów i ich kronikarz, jest też autorem autobiografii pt. "Baltazar". Napisał ją po ciężkiej chorobie, z której dźwigał się długo i z ogromnym trudem.

W melancholijnym tonie pisze w niej o początkach twórczości, krótkotrwałej fascynacji komunizmem i sprawach rodzinnych. Ale pisze też o tym, jak odkrywał, że świat nie jest jednoznaczny, a oceny innych ludzi nie mogą być oparte na schematach, bo inaczej zamieniają się w absurdalną wizję świata.

Anna Polony mówi, że prywatnie pisarz jest osobą, która rzadko cokolwiek komentuje, a emocje i oceny skrywa przed otoczeniem. Za to wnikliwie przygląda się ludziom i sytuacjom...

Sławomir Mrożek

Wybitny polski dramaturg i prozaik urodził się w 1930 roku w Borzęcinie.

Studiował architekturę, orientalistykę i historię sztuki, ostatecznie nie skończył jednak żadnego kierunku. Szybko zyskał natomiast popularność jak rysownik. W latach 1950-1954 pracował w redakcji "Dziennika Polskiego". Jako literat zadebiutował w 1953 roku.

Twórczość Mrożka łączono z teatrem absurdu, choć jego inspiracją nie była swobodna gra wyobraźni, lecz wnikliwa obserwacja rzeczywistości politycznej i obyczajowej.

W 1963 pisarz wyemigrował z Polski. Mieszkał i tworzył m.in. we Francji (w Paryżu), USA, Niemczech, Włoszech i Meksyku.

Światową sławę przyniosło Sławomirowi Mrożkowi "Tango", wydane w 1964 roku. Dziś jest, obok Stanisława Lema, najczęściej wydawanym na świecie współczesnym pisarzem polskim. W roku 1996 pisarz wrócił do Polski i mieszkał w Krakowie. Po ciężkim udarze mózgu, w 2008 roku zamieszkał we francuskiej Nicei.

Henryka Wach-Malicka
Polska Dziennik Zachodni online
24 marca 2012

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia