Musique mon amour

"Dwa ukochania" - reż. Andrzej Sadowski - Teatr Rozrywki w Chorzowie

Czego oczekuje widz wybierający się na spektakl muzyczny do zorientowanego na rozrywkę teatru? Odpowiedź jest tak oczywista, że niemal od razu przchodzi na myśl: oderwania się od codzienności, zabawy, relaksu. A może wcale nie? To bez znaczenia. W przypadku najnowszego przedstawienia Teatru Rozrywki wartościowanie to tylko i wyłącznie kwestia odpowiedniej klasyfikacji.

W kategorii recital Marzeny Ciuły, „Dwa ukochania" bez wątpienia otrzymałyby dobre noty. Ocena wypada mniej korzystnie w momencie, gdy tak jak twórcy, nazwiemy interpretację sonetów Szekspira spektaklem muzycznym i będziemy się upierać przy koncepcji widowiska, którym nowa propozycja Teatru Rozrywki nie jest. Zastanówmy się zatem czym jest...

Po części jest afabularną refleksją na temat szeroko pojętej miłości. A poza tym? Przygnębiającym namysłem nad życiem człowieka i jego przemijaniem. Obydwa podejmowane w przedstawieniu wątki oczywiście nie dezawuują całości. Problem tkwi gdzieś indziej i nie jest nim treść, tylko pomysł, a właściwie jego brak.

Na ubogą scenografię składają się ekrany (czyżby radykalne cięcie kosztów?), a ich wykorzystanie w spektaklu wydaje się być dość przypadkowe i nie do końca uzasadnione. Podobnie jest z postaciami niebieskich Kupidynów (Joanna Rynkiewicz, Maciej Cierzniak), które do złudzenia przypominają bohaterów filmu „Avatar". W moim odczuciu ich mocno ograniczona rola, nie niesie za sobą żadnego głębszego sensu, oprócz zdublowania efektu uniwersalności przekazu. I chociaż warstwa wizualna nie należy do najmocniejszych stron tej realizacji, to przywoływanie postaci występujących w poetyckim cyklu sonetów Szekspira: Młodzieńca, Czarnej Damy i Poety, za pomocą zmian kostiumu to warty uwagi zabieg. Takie nawiązanie osadza tekst w pierwotnym kontekście, który nie zatraca się w chwili połączenia słowa z bardzo współczesną muzyką Piotra Lali Lewickiego. Utwory w tej aranżacji są energetyczne, nowoczesne... i tak niezwykle podobne do siebie, że właściwie zlewają się w jedną piosenkę. Jednostajnny rytm, powtarzalność dźwięków i statyka na scenie po jakimś czasie stają się po prostu męczące.

Poza tym za dużo w tym wszystkim oczywistości. Myśl filozoficzna podana jest ze sceny jak przysłowiowa kawa na ławę. Bez metafor i aluzji, za to z niebywałym wdziękiem. Imponujący wokal Marzeny Ciuły to bez wątpienia najmocniejszy punkt spektaklu. Aktorka przyciąga uwagę barwą głosu i bezpretensjonalnym sposobem interpretacji tekstu w genialnym przekładzie Stanisława Barańczaka. Kameralność i inymny charakter przekazu to z uwagi na tematykę sonetów ogromna zaleta, jednak przez nietrafione rozwiązania inscenizacyjne słowo nie wybrzmiewa w pełni, a w rezultacie nie zmusza do żadnych przemyśleń. Wielka szkoda.

Wniosek jest jeden. Liczy się miłość. Bo to właśnie ona może ocalić lub zabić, odmienić życie lub je zniszcyć. Bywa rozczarowująca, ale w pewnych okolicznościach pozwala uniknąć rozczarowań. No cóż, wystarczy kochać naprawdę. Kochać muzykę, bo tylko dzięki temu, można wyjśc usatysfakcjonowanym ze spektaklu w reżyserii Andrzeja Sadowskiego. Prawdziwy meloman nie powinien być zawiedziony. A co z resztą  społeczeństwa? Nie wiem.

Magdalena Tarnowska
Dziennik Teatralny Katowice
14 października 2013

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Malta Festival Poznań ...
Michał Merczyński
Dziś ogłaszamy kolejne wydarzenia, kt...