Muzyczny pas słucki

"Straszny Dwór czyli sarmackie korzenie Niepodległej" – aut. Jacek Kowalski - Wydawnictwo PiW

Państwowy Instytut Wydawniczy wydał z okazji 200-setnej rocznicy urodzin Stanisława Moniuszki, przypadającej w roku 2019, książkę niezwykłą. Edycja bardzo staranna, która z pewnością trafi do zbiorów niejednego miłośnika książek. Ilustrowana wieloma rysunkami, rycinami pochodzącymi z epoki. A i nadającymi dzięki temu stosowny klimat.

Tę niezwykłą wysublimowaną kunsztownie postać książki zawdzięczamy Jackowi Koteli, autorowi koncepcji artystycznej i projektu. Trzeba przyznać, że ta część pracy wydawniczej, zajmująca się opracowaniem książki, została wykonana z wielkim znawstwem sztuki edytorskiej. I to pod względem technicznym, jak i wizualnym. Okładka, załączona do książki zakładka oraz etui z płytą zawierającą arie z opery, nawiązują do wzornictwa i tradycji pasów kontuszowych noszonych przez szlachtę, głównie w XVII i w XVIII wieku. Ten przedział czasowy nawiązuje do okresu, w którym dzieje się akcja „Strasznego Dworu".

Ale nie jest to jedyny, czytelnie nawiązujący element do treści książki Jacka Kowalskiego. Bo tyle, ile symboliki i informacji dostarczały pasy, wytwarzane onegdaj w polskich manufakturach (nazywanych persjarniami), a głównie w Słucku, o swym właścicielu, tyleż samo, a nawet i więcej znaków oraz tajemnic historycznych, kulturowych i obyczajowych zdradza w swej opowieści profesor Kowalski. Okładka odzwierciedla również opinię Stefana Kisielewskiego na temat „Strasznego Dworu", która w postaci cytatu otwiera to literackie dzieło. –„Wyczarował tu Moniuszko istny kalejdoskop polskości; niczym snop światła w ciemności popowstaniowej błysnąć musiał ten muzyczny pas słucki, szereg nanizanych jak perły scen z „polskiego, arcypolskiego dworu".

Ale jeszcze większe edytorskie niespodzianki czekają nas po otwarciu książki, której rozmiary, a i wewnętrzna grafika kojarzy się ze starym solidnym starodrukiem. Nawiązującym w swojej stylistyce do czasów, w których żył Stanisław Moniuszko.

Kompozycyjnie książka przypomina układ rękopisu. Bo wszystkie niezbędne informacje związane z wydaniem dzieła umieszczone zostały na jego końcu w tzw. kolofonie. Jacek Kotela zadbał też o zróżnicowanie czcionek. Niektóre kroje pisma kojarzą się z pismem ręcznym, zawierającym elementy ozdobne. Ale ta różnorodność jest bardzo głęboko przemyślana, ponieważ dzięki niej, ważne treści podawane przez prof. Jacka Kowalskiego zostają wyodrębnione z tekstu. Dotyczy to głównie cytatów. Niemniej ważnym elementem plastycznym jest zdobnictwo. Słowem – iluminacja i jej zamysł estetyczny zapiera dech w piersiach. Inicjały, dekorowanie tytułów rozdziałów, podrozdziałów, wszelkiego rodzaju ornamenty; ta różnorodność technik graficznych, w tym i stylizowanych na drzeworyt w tytułach wywołują klimat moniuszkowskiej epoki.
Duży format książki nie jest przypadkowy, sprzyjać ma bowiem zamieszczonym w nich reprodukcjom. Stąd, tak potężny wizualnie efekt artystyczny. Dzięki temu podziwiać można na licznych ilustracjach detale w kostiumach scenicznych szlacheckich kontuszy, w których prezentują się operowi śpiewacy. Oraz wyrazistość scen rodzajowych, głównie tych obrazujących rzeczywistość popowstaniową. Czy też reprodukcje obrazów zamieszczanych na stronach rozkładowych, mnóstwo rycin, przedstawiających nie tylko sytuacje i zdarzenia, ale również i architekturę Teatru Wielkiego. Dzięki temu zamieszczone afisze operowe dają się łatwo odczytać, a przede wszystkim zapis rękopisu libretta „Strasznego Dworu" autorstwa Chęcińskiego wraz z nanoszonymi przez cenzorów odręcznymi poprawkami jest nad wyraz czytelny.

Pora jednak przejść do „serca" książki. Prof. Jacek Kowalski stworzył je z przeogromnej pasji do historii, muzyki, kultury. Skonstruowanie jej treści świadczy o przeogromnej wiedzy, o niezwykłej umiejętności jej zrozumiałego zaprezentowania, o szacunku wobec przeszłości. O dbałości o każdy szczegół, bo to one w sumie tworzą panoramę czasów, w których żył kompozytor. Autor ogromny, bogaty tekst podzielił na „części składowe" wyodrębniane rodzajem czcionki, ale połączone narracją w pięknym gawędziarskim stylu, dające się zarazem dzielić na niemal encyklopedycznie brzmiące hasła. Co to znaczy? Oznacza to, że książka zyskuje na przejrzystości, w czym pomaga Spis Treści umieszczony na jej początku. Wynika z niego, że autor podzielił ją na dwie zasadnicze części. Część I obejmuje „Biografię twórcy i dzieła", a Część II „Kurtyna idzie w górę, czyli opisanie „Strasznego Dworu" krok po kroku, koncentruje się na analizie libretta. Ale w jakim to mistrzowskim stylu została ona przeprowadzona!

Wróćmy jednak na chwilę do Wstępu. Pisze w nim m.in. prof. Kowalski. –„ Kiedy w czwartkowy wieczór 28 września 1865 roku kurtyna Teatru Wielkiego w Warszawie poszła w górę, zgromadzona publiczność oczekiwała „czegoś" nowego. Skoro opadła po raz ostatni, wielu czuło zapewne, że stało się „coś" więcej, że zobaczyli arcydzieło, w którym nie tylko - jak nazajutrz pisały gazety – objawił się Moniuszkowski talent doszły już do zupełnego władania sobą i sztuką, lecz także stanęła przed nimi nowa, i co najważniejsze, niebywale aktualna pełnia staropolszczyzny, potężna słowem, obrazem i dźwiękiem. I w tym fragmencie ogniskuje się praca badawcza profesora, z której zrodziła się ta książka. Profesor szuka bowiem w sposób niebywale interesujący „nieustannej obecności „Strasznego Dworu" w polskim muzeum wyobraźni" oraz stara się przekonać czytelnika, dlaczego opera ta „wzięła bezapelacyjne pierwszeństwo przed innymi ważnymi dziełami muzyki".

I nie może być innego początku tej opowieści jak ten, który wywodzi się od narodzin Stanisława Moniuszki, od zaprezentowania pełnych miłości portretów syna kreślonych ręką jego ojca, od ukazania życia rodzinnego, dorastania, pobierania nauk, opisów okolic, w których dorastał. Potem autor towarzyszymy młodemu Stasiowi w jego podróży do Petersburga, a potem do Warszawy i razem z nim wkraczamy do świata muzycznego i teatralnego miasta. Trzymamy kciuki za powodzenie „Halki" wystawionej 1 stycznia 1958 roku w Teatrze Wielkim. Czytamy o pełnych napięcia wydarzeniach politycznych towarzyszących powstawaniu szkicu fortepianowego wyciągu Strasznego Dworu, który przez kompozytora był datowany na rok 1861-1862, kiedy to car mianował namiestnikiem w Warszawie swego brata Wielkiego Księcia Konstantego, a prezesem rządu – Aleksandra Wielkopolskiego... Autor przeprowadza czytelnika przez powstanie w roku 1863, wydobywając z niego te akcenty, które znajdą się i w libretcie, i w muzyce Strasznego Dworu. Z niezwykłą dbałością prezentuje czytelnikowi „tworzywo" historyczne, obyczajowe z którego kompozytor stworzy operę. Bardzo ciekawa jest część poświęcona ingerencji cenzury w tekst libretta. Nie mniej interesująco jawią się także spostrzeżenia profesora związane z „teatralną staropolszczyzną Moniuszki". Pytania o wiek XVII i XVIII przedstawionych zdarzeń, o sarmacką przestrzeń, o krój kostiumów – kontuszy szlacheckich, wzbogacone ilustracjami kończą Część I.

Część II to prawdziwe curriculum vitae libretta autorstwa Jana Chęcińskiego. A rozpoczyna go profesor Kowalski od niesamowicie ciekawych okoliczności znalezienia najstarszego znanego rękopisu partytury, co w konsekwencji uszczegółowiło datę powstania Strasznego Dworu, czyli na dwa tygodnie przed wybuchem Powstania Styczniowego!

Jacek Kowalski wyjaśnia, na czym polegała jego praca nad opracowaniem i przedstawieniem libretta. Oryginałowi w rękopisie z naniesionymi cenzorskimi uwagami towarzyszy na sąsiedniej stronie tekst zapisany dla lepszej wyrazistości czcionką współczesną. Tekstowi towarzyszą liczne komentarze, spostrzeżenia i wyjaśnienia autora. I są one, jakże znakomitym popisem erudycji, operującym swobodnie terminami operowymi, literackimi, dramatycznymi, literackimi, historycznymi, obyczajowymi. Tłumaczą dlaczego jest tak, a nie inaczej, przywołują skojarzenia z innymi dziełami teatralnymi, jak na przykład podczas pojawienia się Ciotki następują odwołania do fredrowskich „Dam i huzarów". Takie omówienie libretta wraz z cenzorskimi poprawkami, zaznaczonymi stosownymi kolorami pozwala prześledzić, w jaki sposób pierwotny tekst tracił na swej wartości, jak wraz ze słowami ubywały z niego narodowe i patriotyczne akcenty, skojarzenia. Jak wprowadzone nowe słowa libretta traciły swą harmonię z muzyką. Część I książki można określić jako zaproszenie przez autora do wspólnej wędrówki poprzez czas, w którym powstała opera „Straszny Dwór", kiedy to odsłania swój warsztat badawczy i tłumaczy dlaczego określone fakty interpretuje tak, a nie inaczej. Kiedy ta wspólna wyprawa do czasów Stanisława Moniuszki staje się wielką i jedyną w swym rodzaju przygodą, to Część II można nazwać niezwykłym literackim czytaniem libretta. I tam i tu Jacek Kowalski jest niezastąpionym przewodnikiem po świecie, który odkrywa przed nami na nowo. Nie tylko odkrywa, ale i wskazuje, jak należy go czytać, rozumieć i odczuwać.

Zresztą w „Zakończeniu", wykorzystując swój dar niezwykle ciekawie prowadzonej narracji, Jacek Kowalski opisuje swoją pracę badawczą i stawia wiele pytań, na które my sami powinniśmy już po lekturze jego książki, znaleźć odpowiedź.

A po przeczytaniu dzieła profesora nadchodzi ten moment, kiedy to zamykając je, wydaje ci się, że wychodzisz z teatru po premierze „Strasznego Dworu", dokładnie tak jak na rycinie „Wyjście z teatru w mglisty zimowy wieczór", zamieszczonej w „Kłosach".

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
26 marca 2019

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia