My Polacy tak mamy

"Hymn do miłości" - reż. Marta Górnicka - Teatr Polski w Poznaniu

Czym jest naród, kraj i prawda? Czy w ogóle istnieją? Chór Marty Górnickiej stawia pod znakami zapytania wspólnotę narodową oraz odwieczną opozycję "my" i "oni".

"Jestem jednym z was" - mówi głosem chóru Marty Górnickiej Anders Breivik. Oburzające? To zależy, o jakich "nas" chodzi. Polaków, Europejczyków, patriotów czy po prostu ludzi? Kim są "oni", przed którymi chcemy chronić "nasz" (czyli czyj?) kraj? "Hymn do miłości na orkiestrę, chór pluszaków i innych" jest spektaklem o miłości, ale o miłości do tradycyjnych wartości, o umiłowaniu ojczyzny, a także miłości bliźniego - wszystkie te uczucia potrafią być wyniszczające dla pielęgnującej je wspólnoty - niepostrzeżenie obracają się najpierw przeciwko Innemu, a wkrótce przeciwko człowiekowi w ogóle, siejąc strach przed wszystkim, co obce, i ostatecznie prowadząc do aktów terroryzmu.

W ostatniej części swojego międzynarodowego tryptyku "Matka Courage", którego poprzednie spektakle wystawiono w Izraelu oraz Niemczech, Marta Górnicka zaprosiła do współpracy chór Polaków - zbudowany zarówno z aktorów Teatru Polskiego, jak i amatorów z Poznania - a następnie przyjrzała się wraz z nimi polskim pieśniom patriotycznym oraz religijnym, poczynając od Mazurka Dąbrowskiego. Tak powstał "potworny śpiewnik patriotyczny", z pomocą którego Górnicka próbuje wskazać najważniejsze wartości narodowej wspólnoty, która z jednej strony szczyci się swoją gościnnością ("gość w dom, Bóg w dom"), z drugiej zaś niechętnie przyjmuje do siebie obcych - niezależnie od tego, czy chodzi o Niemców, Romów czy syryjskich uchodźców.

Niejednorodny chór złożony z osób różnej płci, w różnym wieku, różnej karnacji oraz różnym stopniu sprawności zabiera głos po to, by przeciwstawić się narastającemu w Europie strachowi przed odmiennością. Kiedy narody zaczynają coraz staranniej pielęgnować swoją wyjątkowość i osobność oraz zamykać granice przed uchodźcami, chór Górnickiej przypomina, że taki narodowy światopogląd prowadzi wprost do obozów koncentracyjnych. Jedną z inspiracji dla tego spektaklu były towarzyszące Zagładzie obozowe orkiestry, wygrywające popularne piosenki w miejscach cierpienia i kaźni. Śpiew i wojna, tak jak krew i chwała są nieodłącznymi elementami polskiego patriotyzmu, który dla Górnickiej nie stanowi powodu do dumy tylko do niepokoju. Boimy się już nie tylko Obcego, lecz także siebie nawzajem - wszelkie oznaki inności takie jak pochodzenie czy status społeczny stają się powodem do podejrzliwości wobec drugiej osoby.

W zamyśle Górnickiej tak zróżnicowane społeczeństwo potrafi przemówić jednym głosem tylko w postaci chóru - którym sama dyryguje. Śpiewane, skandowane i szeptane frazy oraz refereny odzwierciedlają działanie wspólnotowych mechanizmów - kiedy jedna osoba podrzuca hasło, chór je podchwytuje, niezależnie od tego, czy tym słowem jest akurat "chwała" lub "matka", czy też "terror" albo "przemoc". W podobny sposób, jak narastająca fala okrzyków, działa w społeczeństwie kumulacja nienawiści. Zaczyna się od pojedynczych aktów przemocy, by skończyć na jawnej wrogości i wojnie. I nawet w tym maszerującym w jednym rytmie chórze dokonuje się rozłam - naród pragnie prawdy, lecz strony konfliktu różnią się w kwestii tego, czy prawda w ogóle istnieje. Pamięć narodowa jest bowiem niespójna - można ją modyfikować, traktować wybiórczo, zwłaszcza w kwestii przykrych i bolesnych tematów.

Ciekawym dodatkiem do wywodu chóru są przemawiające ludzkim głosem pluszowe zabawki - niewinnie wyglądające zwierzątka wygłaszają poważne sądy na miarę zwierząt z "Folwarku zwierzęcego" Orwella: "Ta scena nie sprzyja promocji Polski i pod względem artystycznym też nam się niezbyt podobała" - przemawiają różowa świnka z białą owieczką. Podczas gdy pluszaki wdają się w politykę, ludzie zatracają się emocjach do tego stopnia, że szczekają niczym sfora wściekłych psów. Zaczerpnięta z antycznego dramatu formuła chóru pozwala czasem reżyserce na formalny nadmiar w pełni uzasadniony wzniosłym charakterem tragedii wystawianej na surowych, drewnianych deskach sceny. Dodatkowo podniosłe są momenty, w których choreuci rytmicznie maszerują, naśladując wojskową orkiestrę - jest w nich wtedy pewność i zacięcie, które poruszają, a jednocześnie budzą w widzu niepokój. To naprawdę "my"? Tacy zajadli, nieugięci i wrodzy? A może to "oni", może "my" nie mamy z nimi nic wspólnego?

Zatarcie granic między swoim a obcym jest wielkim sukcesem tego spektaklu - bo niezwykle trudno mówić o Polsce i polskości, unikając surowych sądów o tych "innych", z którymi się nie identyfikujemy. My Polacy tak mamy - lubimy się kłócić. Tymczasem Marta Górnicka pokazuje konflikt, nie przyznając jednocześnie nikomu racji. Czasem niemy, innym razem donośny krzyk jej chóru jest po prostu sygnałem alarmowym dla Europy: "Uwaga! Tak już było!".

Anna Rogulska
kulturapoznan.pl
7 lutego 2017

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia